Reklama

Huragan czasu i szepty sumienia

Huragan czasu i szepty sumienia

19.06.2006
Czyta się kilka minut
Ostro i emocjonalnie prowadzony rachunek sumienia wciąga czytelnika w przestrzeń trudnych pytań. Jedno życie opowiedziane jest tak, że prześwieca przez nie społeczna historia Polski, historia zagłady, oporu i upadków polskiej inteligencji.
N

Nie każdego na to stać - zobaczyć w swoim życiu zło i opisać zło, własne, autorskie zło. Niewielu takich, którzy posiedli pisarską sprawność tak doskonale, aby w spójnej, mieniącej się odcieniami prozie zamknąć razem, spleść ściśle ten wariacko pędzący czas epok i głos moralnej refleksji - o sobie samym.

Ewa Berberyusz, która nie uważa się za pisarkę, a ceni sobie głównie swój dorobek dziennikarski, napisała książkę budzącą podziw i szacunek - ale przede wszystkim świetną właśnie literacko, świetną na wielu poziomach. Konstrukcja misterna, a język, rytm, fraza - wszystkie te trzy elementy mocne i nowoczesne. Psychologia pokazana głęboko, aż do progu duszoznawstwa.

Literatura faktu jest mocną stroną polskiego pisarstwa - od Sienkiewicza, Prusa, Sieroszewskiego, Goetla przez Kuncewiczową, Wańkowicza, Pruszyńskiego po współczesny urodzaj Kapuścińskiego, Kąkolewskiego, Krall. "Moja teczka" Ewy Berberyusz - nienaśladującej nikogo z wielkich - jest w tym nurcie na miejscu. Jednocześnie jednak nie sposób wyłączyć "Mojej teczki" z fali pisania o niezbyt odległej przeszłości, jaka objawiła się przez niedawne książki Myśliwskiego, Mentzla, Libery, Andermana. Moim zdaniem żadna z tych książek nie może się równać z "Moją teczką" - ani intelektualnie, ani pod względem pisarskiego rozmachu, ani pod względem bogactwa obserwacji. Gdy czytałem tę prozę, przypomniały mi się - poprzez dwa mosty skojarzeń - dwie inne książki. Autoportretem dziennikarza nieco podobnym, ogarniającym te same epoki, jest "Intruz" Leopolda Ungera - ale tego Berberyusz prześciga ostrą szczerością i kostycznym poczuciem humoru. Białoszewskiego "Pamiętnik z powstania warszawskiego" przypomina się poprzez panowanie nad rytmami języka, spostrzegawczość szczegółu obyczajowego, słuch chwytający mowę epoki. Jest też u Berberyusz ta sama swoboda w modelowaniu konstrukcji - opowieść chronologiczna i opowieść tematyczna sklejone są tkanką dygresji, anegdot, portretami kreślonymi paroma ściegami pisma.

W wątku autobiografii mieści się nie tylko saga rodzinna, znajduję tam i esej kulturowy o przemianach inteligencji, i elementy satyry obyczajowej. Świat w jego przemianach pokazywany jest poprzez przemiany lirycznego podmiotu, z jego wiecznie poszarpanym sumieniem, z kapryśną, pochopną w skojarzeniach pamięcią.

Koloryt epoki oddany przez wyraziste obrazy, smaki potraw, zapachy. Przed przyjęciem do domu wuja przywożone są raki w wykładanych mokrymi pokrzywami wiklinowych koszach. Uciekający pociągiem oficerowie sztabowi częstują żonę i córeczkę kolegi wedlowskimi waflami pakowanymi w blaszane pudełeczka. Dzieje się wielka historia, w którą można wbić zęby: "- Na tej kartce jest wiadomość dla rodziny kaszarza, chodzi o życie. Dasz mu ją, ale żeby nikt nie widział. - W drodze pomalutku rozwinęłam kartkę. Informowała o likwidacji Żydów w Lubartowie w najbliższym czasie. Kartka nakazywała wysłać synów i dorosłe córki w Lasy Parczewskie do partyzantki, a starców i drobiazg - ukryć. Oddałam staremu zwiniętą notatkę. Nie czytał przy mnie. Kiwał głową. - Dobrze, że jest takie ciepłe lato - wyrwało mi się. Pogłaskał po głowie i dał grosz. Uciekłam i za ten grosz kupiłam sobie ogromną niedojrzałą kronselkę. Trzeszczała w zębach i sok spływał mi po buzi".

Ewa Berberyusz była przez pół wieku czynną dziennikarką, reporterką, przeprowadziła setki wywiadów, czasem rozbudowanych do formy książkowej, poznała setki osób ważnych w mediach, literaturze, polityce. W "Mojej teczce" rzadko zatrzymuje się na tych znajomościach, epoki pędzą, poganiają ludzi, migawkowe portrety pokazują ludzi w biegu - w biegu dziejów. Nawet obszerniejsze nieco wizerunki Mirona Białoszewskiego czy Jerzego Giedroycia też są takie - wśród pośpiesznie załatwianych spraw, krążących tekstów, przy robocie. Czytelnik czasem jest wściekły - przecież autorka wie więcej, czemuż nie napisze. Napisała już, gdzie indziej - a teraz ma być tak, aby zderzenia ludzi i ich czasów przybliżały ogólniejszą prawdę - stawały się częścią portretu zbiorowego. Gdy obiektyw ma objąć wielu, nie da się podejść zbyt blisko.

Książka została bardzo starannie wydana przez Iskry, reprodukcje zdjęć z albumu rodzinnego i walory prozy sprawiają, że czyta się "Moją teczkę" łatwo i przyjemnie. Mimo to do lektur "łatwych i przyjemnych" zaliczyć się jej nie da. Ostro i emocjonalnie prowadzony rachunek sumienia wciąga czytelnika w przestrzeń trudnych i bolesnych pytań. Jedno życie opowiedziane jest tak, że prześwieca przez nie społeczna historia Polski, historia zagłady, oporu i upadków polskiej inteligencji, kruszenia się i łatania polskich inteligenckich rodzin. O podobnych sobie pisze Berberyusz używając określenia "rozbitkowie rodzinni". I żadnych łatwych usprawiedliwień, recept na cudowne ocalenie. Lektura łatwa, a myślenie o niej tragicznie, oczyszczająco trudne.

W centralnym miejscu przywoływany parokrotnie problem "obłomowszczyzny" - określenie wzięte z rosyjskiej klasyki, od tytułowej postaci Obłomowa w powieści Iwana Gonczarowa. Wiedzieć, rozumieć - a jednocześnie z braku woli, ze słabości ducha, postępować jakby się nie wiedziało, nie rozumiało, oddawać los w ręce przypadku i przemocy. To nie jest diagnoza dotycząca jednostkowego losu, ale sytuacja powracająca w nieskończonych historycznych odmianach, tu właśnie, nad Wisłą. O tym, jak aktualna jest dziś - Ewa Berberyusz nie pisze. Skonstruowała książkę tak, aby współczesność pokazać bez ostrego i syntetycznego komentarza, przez rodzinne - i to uspokojone już - kłopoty i zabiegi. Są wnuki, jest jeszcze radość podróżowania "przez nieznane bezdroża Polski, drogami obwiedzionymi sadami, z górki na pazurki...".

Gdzieś na marginesie - kończąc książkę - rzuca: "A co na mój temat funkcjonariusze naskrobali, to już ich sprawa. Wcale nie chciałabym przeczytać, że jestem poszkodowana, bo mierzi mnie to źródło informacji". No więc, jak nie poczuć sympatii do książki, która radzi: mniej grzebać w zasobach IPN, głębiej we własnym sumieniu?

Ewa Berberyusz, "Moja teczka", Warszawa 2006, Iskry.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]