Grosz na dnie kieszeni

Ma wiele odmian. Zwykle nie rzuca się w oczy, nie wystaje na ulicach, nie epatuje lichym ubraniem, puszką na datki. Raczej z godnością udaje, że go nie ma. Zwykłe życie za 500, czasem 1000 zł miesięcznie...

19.04.2006

Czyta się kilka minut

fot. P. Krzakiewicz / visavis.pl /
fot. P. Krzakiewicz / visavis.pl /

Wygląda niepozornie: Monika nie ma komórki, internetu, sama przycina rude włosy. Nie kupuje markowych ciuchów ani kosmetyków. Jej dzieci noszą ubrania z lumpeksu, ale wyglądające na nowe - myślą, że to z normalnego sklepu... Co roku jadą na wakacje: obozy harcerskie lub kościelne.

- Ślub wzięliśmy z Piotrem w Tatrach. Biała sukienka i solidne górskie obuwie. Wielka miłość. Wkrótce pojawiły się dzieci: dwóch chłopców i dziewczynka. Było cudownie, ale osiem lat temu Piotr zginął w wypadku, kiedy najmłodsze dziecko miało osiem miesięcy. Zostałam sama, z chorującą matką, bez pracy i pieniędzy. Czasem udawało się gdzieś na krótko zaczepić, a potem znowu długie nic. Teraz szykuje się praca w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu, na czas określony, za ok. 1000 zł.

Monika jest pielęgniarką - zawód poszukiwany, zwłaszcza za granicą: - Wyjechać? A co z dziećmi? Gdy kończą się pieniądze, te od mamy, bo zasiłek nie przysługuje, krzyczę do Piotra: "Zostawiłeś nas, a my nie mamy nawet na jedzenie!". I Piotr pomaga: w kieszeniach płaszcza znajduję jakieś drobniaki albo ktoś poratuje groszem.

Piotr pracował w administracji; gdy zginął, koledzy zrobili zbiórkę pieniędzy dla Moniki. Pomagali też franciszkanie, z którymi Piotr i Monika byli zaprzyjaźnieni.

***

Beata ma 42 lata i chodzi twardo po ziemi. Raz w roku kupuje pół świni, porcjuje mięso, przerabia na kiełbasy, szynki i pasztety. Tak jest taniej. Znalazła pracę w solidnym poznańskim hotelu jako pomoc kuchenna, na trzy czwarte etatu, bierze ok. 500 zł na rękę. Zgadza się na wyzysk, bo pracuje jak na pełnym etacie. Syn uczy się w szkole zawodowej i za miesięczną praktykę otrzymuje prawie 80 zł, które przeznacza na własne wydatki. Alimentów nie ma. Gdy szuka lepiej płatnej pracy, dowiaduje się, że "przyjmujemy do 35 lat": - Sprzątanie "na czarno" ratuje domowy budżet, ale brakuje czasu na dodatkowe zajęcia. Zbytków żadnych, ale wakacje są konieczne - tym bardziej że tanie kwatery zawsze można znaleźć.

Życie w biedzie wymaga dyscypliny, np. nie kupuje się jakościowo złych rzeczy. Niezniszczalna jest też nadzieja na lepsze: - Nie wystaję w kolejce do opieki społecznej, liczę na odmianę losu, może jak synowi się powiedzie, to i ja skorzystam.

***

Jola z mężem ma szóstkę pociech. Niewiele mogą im dać. - Najsmutniej robi się na Mikołaja i Boże Narodzenie, bo trzeba dzieciom powiedzieć, że prezentów nie będzie - mówi Jola. - Niby już przywykły, ale nie całkiem. Wzruszyłam się, kiedy starsze dzieci kupiły najmłodszym za zaoszczędzone pieniądze drobne prezenty na święta.

Jola pracuje jako pokojówka w hotelu i zarabia blisko 600 zł, mąż - ok. 3 tys. zł: - Dostajemy też zasiłek rodzinny. Wszystkiego starcza jednak tylko do dziesiątego, potem żyje się na pożyczkach - jedną spłacamy drugą. Najgorsze, co może się przytrafić, to grypa, przechodząca z dziecka na dziecko, drenująca z portfela nawet 800 zł. Leków dla siebie nie wykupujemy, mimo że oboje powinniśmy się leczyć.

***

Kasia ma 32 lata, niedawno zdała maturę w wieczorówce. W wynajętym mieszkaniu we Wrocławiu, które z kilkunastoletnim synem dzieli z koleżanką i kolegą, stoi maszyna do szycia. Kasia ma gust i talent - potrafi skroić modny ciuch, torebkę, efektowną narzutę. Szyje "na czarno" i szuka pracy. Co znajduje, szybko traci. Raz, za pośrednictwem biura pracy, zatrudniła się w prywatnej szwalni. Pracodawca obiecał godziwe wynagrodzenie, etat i ubezpieczenie. Po miesiącu nie przedstawił umowy, a jako wynagrodzenie otrzymała 170 zł. W urzędzie pracy usłyszała, że nawet nieuczciwa oferta musi wisieć na tablicy ogłoszeń, bo takie są przepisy. W szwalni nr 2 obowiązywała praca na akord. Rękawy, kołnierze, tyły, przody - wszystko w jednym tempie: - Nie dało się długo w takim stresie pracować i to jeszcze za marne pieniądze, bez stałego zatrudnienia - wspomina Kasia. - Więc znów szukałam. W jednym z markowych sklepów odzieżowych znalazłam bajkę: prawie 1000 zł i premia od utargu. Starałam się, ale koniec końców premię otrzymywali tylko mężczyźni. Odeszłam.

Kasia najbardziej obawia się, że zachoruje i bez ubezpieczenia trafi do szpitala. Cieszy się, gdy Filipek jedzie do babci - oszczędza wtedy na jedzeniu.

***

Pani Kazia, kiedyś przedszkolanka, dostaje 530 zł emerytury; opiekuje się chorym mężem, który otrzymuje 600 zł renty inwalidzkiej - tyle, ile pochłania czynsz i opłaty. Na leki muszą wydać prawie 200 zł; na życie zostaje ok. 350 zł. Pani Kazia znana jest na opolskich Chabrach - rozgadana, codziennie przemierza osiedla, poszukując puszek po piwie: - Niewiele ważą, a konkurencja spora, bo polują też na nie osiedlowi pijacy. Za kilogram można dostać pięć złotych. Pracuję, przy okazji będąc wśród ludzi. To żaden wstyd zerknąć do kosza na śmieci.

***

Pięcioosobowa rodzina niedaleko Żar utrzymuje się wyłącznie z pomocy społecznej i dorywczej pracy. Nigdy nie miała własnego domu, mieszka kątem w starej chałupie. Dzieci są bardzo zgodne i pracowite, szczególnie latem, gdy idą dwa razy dziennie do lasu na jagody i grzyby. Sprzedają je potem w skupie, a pieniądze przeznaczają na ubrania i książki do szkoły. Matka dzieci jest dumna, nigdy o nic nie prosi krewnych, których stać na pomoc.

Co Polak myśli, co Polak ma

Oceniając sposób gospodarowania pieniędzmi, ankieterom CBOS w marcu 2005 roku 6 proc. Polaków wyznało, że żyje bardzo biednie i nie starcza im na podstawowe potrzeby; 34 proc., że żyje skromnie i jest zmuszone do oszczędzania; połowa, że starcza im na codzienne wydatki, ale na poważniejsze zakupy muszą oszczędzać; 9 proc. uznało, że starcza im na wiele bez specjalnego oszczędzania; co setny Polak uważał, że żyje na bardzo dobrym poziomie materialnym. Z badań wynika też, że 57 proc. polskich rodzin brakowało pieniędzy na wyposażenie mieszkania, 42 proc. nie starczyło na pokrycie świadczeń mieszkaniowych i żywność. Co piąta rodzina zmuszona była zrezygnować z wydatków na środki czystości i higienę osobistą. Spokojnych o przyszłość było jedynie 15 proc. badanych.

Z badań GUS wynika, że w pierwszych trzech kwartałach 2005 r. w sektorze przedsiębiorstw można było miesięczne zarobić brutto ok. 2454 zł; w przemyśle - ok. 2486 zł; w budownictwie - ok. 2291 zł. Przeciętna emerytura i renta brutto z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wyniosła ok. 1167 zł, a rolników indywidualnych - ok. 757 zł.

Najwięcej zarabia się w województwach: mazowieckim (3143,51 zł), śląskim (2545,72), pomorskim (2541,03) i dolnośląskim (2422,77). Reszta danych też nie odbiega od powszechnego wyobrażenia: małopolskie - 2309,97, zachodniopomorskie - 2288,61, wielkopolskie - 2284,25, opolskie - 2270,18, podlaskie - 2203,60, łódzkie - 2183,21, kujawsko-pomorskie - 2174,45, lubelskie - 2172,76, świętokrzyskie - 2168,15, lubuskie - 2160,91, warmińsko-mazurskie - 2133,51, podkarpackie - 2085,46.

My z Polski B...

...zarabiamy najmniej w kraju - mówią dwudziestoparolatkowie z Bieszczad.

Marcin Miler z Sanoka studiuje resocjalizację na UJ. Ma zamiar pracować w zawodzie, w Polsce: - Ale nie wiem, jak będzie. Po technikum dwa lata pracowałem w Wlk. Brytanii, jak koledzy z Sanoka. Zasuwają na budowach, w restauracjach, zarabiają pieniądze, na jakie w Polsce nie mają szans. Co im po Sanoku, mieście emerytów, w którym nie ma pracy?

Wielu młodych z bieszczadzkich miejscowości idzie na dno: piją, palą trawę, przemycają papierosy, narkotyki, samochody na Ukrainę. To o nich mówią hiphopowe teksty. Marcin nie chce kręcić lewych interesów ani wyjeżdżać, ale po skończeniu studiów daje sobie dwa lata na znalezienie godziwej pracy: - Jeśli nie znajdę, wyjadę.

Aneta mieszka w Lublinie. W 2002 r. ukończyła historię ze specjalizacją pedagogiczną i archiwistyczną na KUL. Podczas studiów rozdawała ulotki, była hostessą, korektorem w wydawnictwie, opiekunem w świetlicy środowiskowej, wolontariuszką w hospicjum dla dzieci: - Po studiach zarejestrowałam się w urzędzie pracy i jednocześnie, jako opiekunka do dziecka, zarabiałam 300 zł. Mama, z którą mieszkam, ma 470 zł renty. Pewnego dnia otrzymałam z urzędu propozycję stażu w Teatrze NN. Wynagrodzenie niewiele wyższe od poprzedniego, ale praca była przyjemna. Potem trafiło się kilkumiesięczne zastępstwo w gimnazjum: cały etat i niemal kosmiczne 900 zł. Po wygaśnięciu umowy znów zarejestrowałam się w urzędzie pracy, ale nie przysługiwał mi zasiłek, bo za krótko pracowałam. Potem zdarzyła się fucha "na czarno" w firmie komputerowej, z obietnicą legalnego zatrudnienia. Po miesiącu uznali jednak, że koszty zatrudnienia na stałe są za wysokie.

Legalnie pracowała w trzech miejscach, "na czarno" - w czterech. Obecnie za 900 zł na rękę pracuje w sekretariacie szkolnym, ale po kilku miesiącach umowa wygaśnie: - Nigdy nie spotkałam się z ofertą pracy na stałe - to najbardziej męczy; brak poczucia stabilizacji czy planów na przyszłość. Mimo to cieszę się, że w ogóle coś mi się trafia. Wielu po studiach pracuje w hipermarketach za marne 600 zł.

Joanna z Suwałk i jej mąż Robert pracują w Wlk. Brytanii. Wcześniej ona sortowała używaną odzież za 600 zł miesięcznie, on dorywczo pracował jako barman. Teraz Joanna skręca elementy w fabryce mebli, mieszka pod Londynem, a mąż pracuje i mieszka w Londynie. Widują się w niedziele. Syn Marcin ma 12 lat i mieszka w Polsce z babcią. Wie, że rodzice ciężko pracują; gdy wracają do domu, zabierają go do najmodniejszych sklepów z ubraniami.

Badania płacy prowadzone przez firmy konsultingowe czy GUS potwierdzają starą polską prawdę, że najniższe wynagrodzenia otrzymują pracownicy na wschodniej i północnej ścianie Polski. Maja Karwacka z AG Test Human Resources, ogólnopolskiej firmy prowadzącej badanie płac, mówi, że dotyczy to regionów, gdzie jest najwyższe bezrobocie: - Na razie niewiele wskazuje, by sytuacja w tzw. Polsce B zasadniczo się zmieniła. Inwestycje pojawiają się przede wszystkim tam, gdzie jest fachowe zaplecze i pozytywne nastawienie władz lokalnych.

Nie tylko wysokie bezrobocie i niskie wymagania płacowe wpływają na aktywność biznesową w regionie: - Zachętą są strefy ekonomiczne zapewniające ulgi podatkowe. Polska B nie jest biznesowym zagłębiem, ale niektóre koncerny decydują się na inwestycje również tutaj, chociażby Citigroup Olsztyn, Herbapol Lublin, Barlinek, Eldorado, Intercell.

Górnicy przed lekarzami

Kazimierz Sedlak, właściciel krakowskiej Agencji Sedlak & Sedlak, najstarszej firmy w Polsce zarządzającej zasobami ludzkimi, od kilku lat wraz z czołowymi polskimi portalami zajmuje się internetowym badaniem wynagrodzeń. Według niego profesjonalne analizy płacowe stają się niezbędne w dobrze zarządzanej firmie. Za taką informację trzeba jednak zapłacić, np. raport o płacy 6450 pracowników plus analiza 100 stanowisk i publikacją w formie książkowej kosztują w jego firmie blisko 2 tys. zł.

Sedlak zauważa obecny na rynku wynagrodzeń wzrost pensji: - W 2005 r. podwyżka wyniosła prawie 5 proc. i ta tendencja utrzyma się też w tym roku. W firmach panuje jednak fatalna struktura wynagrodzeń - pozostałość dawnych czasów, np. lekarze zarabiają mniej niż górnicy, odwrotnie niż na całym świecie. Inna tendencja to wiązanie wynagrodzeń z efektywnością. Dotychczas podnosiło się zarobki w całej firmie, teraz coraz częściej tylko tym, którzy mają wyniki, wielkość podwyżek uzależniając od wypracowanego zysku - pracownicy widzą, że wynagrodzenie zależy od wyników, nie od samej obecności.

Nie masz - ukradnij!

Jeśli w Katowicach, według polskich statystyk, zarabia się dobrze, Załęże nie pasuje do tego obrazka. To najbiedniejsza dzielnica miasta: odrapane elewacje, ludzie zmierzający wolnym, często chwiejnym krokiem donikąd. Po zmroku można oberwać. Ale ks. Tomasz Nowak z parafii św. Józefa nie boi się. Bez koloratki, by nie stwarzać dystansu, wyrusza do ludzi, np. do mieszkańców kanałów, którzy wyrośli w biedzie i nie umieją się z niej wydobyć. Bezdomność daje im jeden cudowny przywilej - brak odpowiedzialności za siebie i innych. Nieliczni wykazują chęć innego, niebezdomnego życia.

Ks. Tomasz, razem z księżmi z Tychów i Katowic, organizuje obozy letnie dla dzieci z ubogich rodzin, w których bieda idzie często w parze z brakiem pracy, wielodzietnością, alkoholizmem. Wyjazd na wakacje to dla tych dzieci łyk normalności, choć o domowej codzienności zapomnieć trudno. 10-letnia Kasia, wracając z zeszłorocznego obozu, postanowiła zawieźć rodzinie suchy prowiant, jaki otrzymała na podróż, pozbierała też niedojedzone bułki koleżanek. Ania przez pół obozu nie przyznała się, że rodzice nie dali jej kieszonkowego. Dominik miał szczoteczkę do zębów na spółkę z bratem; kolegom z namiotu opowiadał, jak w 11 osób mieszczą się w dwóch pokojach. Andrzej i Marcin prezentowali sprawdzone techniki kradzieży.

Na Załężu widać wyraźnie, że biedę można dziedziczyć.

Niechciane dziedzictwo

Dla Zofii Milskiej-Wrzosińskiej z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie jest oczywistością, że braki finansowe utrudniają edukację dzieci, więc uzyskują one gorsze wykształcenie niż rówieśnicy z zamożniejszych środowisk: - Ale nawet ludzie z rodzin o zbliżonym standardzie materialnym mogą istotnie różnić się osiągniętą pozycją. Dlaczego więc jedni biedę dziedziczą, inni ten spadek odrzucają? Najoczywistsza odpowiedź brzmi: uboga rodzina może różnie sobie z biedą radzić, na różny sposób nią zarządzać. Od całkowitej bierności i poddania losowi do aktywnych - czasem heroicznych - prób rozwiązania problemów finansowych przy współpracy całej rodziny, jak wywalczenie

stypendium umożliwiającego córce naukę w liceum, zbieranie grzybów na sprzedaż czy własnoręczne odnowienie mieszkania z użyciem materiałów wyproszonych po remoncie sąsiedniej szkoły. Szansę mają dzieci od początku wciągane do współodpowiedzialności za dobrostan rodziny, bo uczą się dzielności i siły.

Dziecko z rodziny całkowicie bezradnej wobec biedy prawdopodobnie poprowadzi swoje życie zgodnie z zaobserwowanym modelem, nauczone bierności. Natomiast rodzice walczący z problemami życia za najniższą pensję, np. matki umiejące ugotować coś z niczego, modelują w dziecku inicjatywę. Jednak niektóre wyuczone przez rodzinę sposoby mogą być skuteczne, ale niezgodne z normami prawnymi czy moralnymi: drobne kradzieże, szantaż wobec zamożniejszych kolegów. Dziecko nie odziedziczy zapewne bezradności i biedy, ale takie sposoby radzenia sobie mogą stać się źródłem kłopotów w przyszłości.

- Dzieci z ubogich rodzin mogą mieć też nadmierne poczucie odpowiedzialności za przetrwanie rodziny i wciąż inwestować w nią osiągane przez siebie możliwości finansowe, prestiżowe itd. A dysfunkcjonalna rodzina może być studnią bez dna. Tacy ludzie, jako dorośli, mogą np. rezygnować z ofert pracy oddalających ich od rodziny, która ich zdaniem wymaga opieki; albo też będą żyrować i spłacać nierozważnie wzięte kredyty - mówi Milska-Wrzosińska. - Na poziomie nieświadomym działają czynniki z pozoru nieracjonalne, bo cząstka nas chce być lojalna wobec rodziców i ich wzorców, nawet jeśli nigdy nie chcielibyśmy być tacy jak oni. Dlatego czasem trudno zaakceptować własny sukces, jeśli przewyższa dokonania rodziców. Dotyczy to zwłaszcza, choć nie wyłącznie, relacji ojciec-syn. Dla chłopca bycie lepszym od własnego ojca, czyli bycie zwycięskim rywalem, może być psychologicznie bardzo trudne, choć kuszące.

Co do psychologicznych skutków biedy: na wiele lat może pozostać poczucie niższości, nawet jeśli w latach szkolnych nie było się odrzucanym przez rówieśników z powodu gorszej sytuacji materialnej. Ważne jest, na ile rodzice potrafią pokazać dziecku inne wartości poza dochodem. Czasami ważniejsze niż materialne są różnice kulturowe, np. koleżanka ma w domu dużo książek, a rodzice mają czas i ochotę na rozmowy z nią.

Silny lęk przed ubóstwem wiąże się z niepewnością, czy mamy wpływ na nasze życie i pomyślność.

***

Magda twierdzi, że wpływ ma. Dlatego chodzi na kursy medyczne, które dają jej poczucie własnej wartości. Kasia nie waha się szukać dobrze płatnej pracy. Beata nigdy nie narzeka. Siłą napędową dla Joli jest rodzina. Aneta przygotowana jest na zmiany, nawet niepożądane. Marcin liczy na wartość uniwersyteckiego wykształcenia. Dorośli i dzieci z Załęża słyszą wiele od księży o życiu na własny rachunek - może ziarno wzejdzie? A pani Kazia, sięgając do kosza na śmieci, pokazuje ludziom, jak pokonać wstyd z powodu biedy niezawinionej, wpisanej w transformację, wolny rynek i bezrobocie. Parska śmiechem, jeśli komuś wydaje się, że jest od niej lepszy: - Ja przecież pracuję.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2006