Reklama

Granice skuteczności

Granice skuteczności

13.07.2020
Czyta się kilka minut
Jarosław Kaczyński nie ma już tak dużej swobody. Ale opozycja wciąż nie potrafi przebić szklanego sufitu.
Wieczór wyborczy Andrzeja Dudy w Pułtusku, 12 lipca 2020 r. KRYSTIAN DOBUSZYŃSKI / POLSKA PRESS / GALLO IMAGES
N

Nieznaczna wygrana Andrzeja Dudy – procentowo jego wynik był nawet słabszy niż pięć lat temu, ale za to w liczbach bezwzględnych oznacza przyrost o 1,8 mln głosów. Prawie tyle samo ludzi więcej zagłosowało też na kandydata PO. Faktycznie bowiem jedyną nowością tych wyborów była znacznie wyższa frekwencja, o wiele mniej niż dotąd zróżnicowana na osi wieś-miasto. To bezwzględnie dobra wiadomość – Polska prowincjonalna głosuje prawie tak samo chętnie jak metropolie, co oznacza, że polityka, choćby pośrednio, może stać się ekspresją interesów większej części społeczeństwa i znika przynajmniej jedna z wielu nierówności typowych dla udziału w życiu publicznym III RP.

W stosunku do sytuacji z jesieni 2018 r., kiedy wybory samorządowe zaczynały bezprecedensowy wyborczy „czteropak”, w szerokim obrazie zmieniło się niewiele – żaden z dwóch dominujących obozów ani znacząco się nie wzmocnił, ani nie zepchnął drugiego na margines. Kolejne próby rozszczelniania duopolu paliły na panewce, chociaż to nie znaczy, że kolejne potencjalne „trzecie siły” nie wnosiły ważnych tematów i obiecujących twarzy.

Jeśli jednak patrzeć węziej, jak radzi pewien raper w głośnym tuż przed wyborami utworze, to zaszło kilka istotnych zmian: z jednej strony Jarosław Kaczyński nie ma już tak dużej swobody w kształtowaniu prawa i praktyki rządzenia, a wymęczona wygrana Andrzeja Dudy pokazuje, jakie są granice skuteczności szczodrych transferów socjalnych opakowanych w populizm podlany zmasowaną propagandą państwowych mediów. Poza tym, nawet jeśli PiS odzyska teraz panowanie nad „ciągiem technologicznym” na Wiejskiej, czyli przekupi paru senatorów, to będzie miał do czynienia z Dudą mniej zależnym od widzimisię i łaski prezesa, o ile oczywiście prezydent zechce zaskoczyć wszystkich pokazem charakteru.

Z drugiej zaś strony, widzimy Platformę, która w sprzyjających okolicznościach – bo podmiana fatalnej kandydatki była, przy całym dramatyzmie sytuacji, świetną okazją do odświeżenia wizerunku – nie potrafi przebić szklanego, wielkomiejskiego sufitu. Często wydaje się bardziej zajęta sobą i ustalaniem hierarchii w obozie niż próbą wpływu na rzeczywistość. Rafał Trzaskowski zapewniał niedawno, że Donald Tusk jest już na emeryturze. Dla dobra ­partii ­powinien do niego dołączyć Grzegorz Schetyna.

Co zaś uczyni prezes Kaczyński, zanim uda się na emeryturę? Sporo się w kampanii mówiło o dokańczaniu rzekomej rewolucji – ale na ile był to tylko sposób na utwardzanie tej części elektoratu, którą kieruje resentyment do poprzednich elit? W końcu PiS zdążył wykształcić własne elity oraz całkiem spory establishment zainteresowany spokojną konsumpcją korzyści ze skolonizowania instytucji. Licytowanie się w radykalnych hasłach – np. zmian w strukturze własności mediów albo ustroju samorządów – to też sposób ustalania podziału sił i wpływów w obozie ­władzy.

Niestety, PiS może kompensować niedostatek realnych przeobrażeń podgrzewaniem sztucznej wojny kulturowej. Krzyżujące się podziały społeczne są, owszem, binarne, ale żadną miarą nie dają się sprowadzić do prostej opozycji obozu wstecznictwa i postępu. W ostatniej kampanii to PiS pierwszy zaatakował tematami obyczajowymi, ale trzeba pamiętać, że po drugiej stronie barykady jest równie wiele niezrozumienia dla faktycznych, niejednoznacznych postaw społeczeństwa. Pozostaje ono letnie, oportunistycznie konserwatywne, ale praktykujące po cichu otwartość na zmianę. Jesteśmy jako wspólnota gdzieś pomiędzy skrajnościami. To, że dzielimy się pół na pół w wyborach nie oznacza, że w wielu innych sprawach nie jesteśmy gromadnie pośrodku. ©℗


WYBORY PREZYDENCKIE 2020: CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"bezwzględnie" pozytywną oceną, że Polska prowincjonalna równie chętnie głosuje jak metropolitarna. I zanegował Pan prosty podział na obóz wstecznictwa i postępu. Ojej, obawiam się że Pański tekst nieco zaskoczył i rozczarował fanów Pańskiego pióra. Skąd ten przypływ obiektywizmu? Zmęczone emocje polityczne, poczucie bezsilności?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]