Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gorzowska Notre Dame

Gorzowska Notre Dame

03.07.2017
Czyta się kilka minut
Katedra to żywy organizm, który żyje w symbiozie z miastem. Gorzowianie mówili o płonącej katedrze jako o części miasta, wręcz o jego sercu. Sacrum i profanum choć na chwilę zmieszały się na nowo.
Pożar katedry w Gorzowie Wlkp., 1 lipca 2017 r. / fot. East News
Pożar katedry w Gorzowie Wlkp., 1 lipca 2017 r. / fot. East News
J

Jeśli chcesz ludzi zjednoczyć, każ im zbudować wieżę”
Antoine de Saint-Exupéry

 

1.

Trudno ją porównywać do jej zachodnich, starszych sióstr: do paryskiej, mediolańskiej, kolońskiej czy tej królewskiej z Reims. Choć dorównuje im wiekiem, na swoją godność musiała czekać dobre sześćset lat. Nikt jej nie budował z myślą, że kiedyś wniosą do niej katedrę – krzesło biskupa. Pod koniec XIII wieku, kiedy w mieście zaczęto budować kościół ku czci Najświętszej Maryi Panny, dzisiejszym Gorzowem dzieliły się dwie diecezje: poznańska i kamieńska, a granicę wyznaczała Warta. Najpierw kuratelę nad kościołem mariackim z ramienia biskupstwa kamieńskiego sprawowali kanonicy z kapituły kolegiaty w Myśliborzu, potem Zakon Krzyżacki, a po Reformacji – elektorzy brandenburscy.

Był tylko najważniejszym kościołem intra muros, najwyżej miejską farą, ale przecież nie katedrą. Jeszcze w roku 1945, gdy Gorzów Wlkp. stał się stolicą wielkiej jednostki kościelnej nazwanej Administracją Apostolską Kamieńską, Lubuską i Prałatury Pilskiej, musiała się zadowolić statusem prokatedry, który wskazywał na jej tymczasowość.

2.

Nie wiem, czy nie przez przypadek gorzowski kościół mariacki stał się katedrą. W wyborze tego miasta na stolicę wielkiej administracji tak naprawdę największy chyba udział miał pewien sowiecki oficer, z którym ks. Edmund Nowicki podróżował po tzw. Ziemiach Zachodnich. A było to „jakoś w połowie września” 1945 r. Po wizycie w Słubicach kapitan zapytał ks. Nowickiego: A co chcesz smotrić? Ks. Nowicki odpowiedział: No – miasto powiatowe. Radziecki kapitan na to: To może Landsberg? – zaproponował, patrząc na mapę. Niech będzie Landsberg – zgodził się ks. administrator. Gdy dotarli do Landsberga – Gorzowa, miejscowy pełnomocnik rządu, który był jednocześnie starostą, oraz prezydent miasta zapewniali ks. Nowickiego, że tylko tutaj powinien „zamieszkać i rezydować, bo to jest wielkie miasto. To jest miasto wielkiej przyszłości; to jest w ogóle centrum całych Ziem Zachodnich” i że „jest kościół, który nadaje się na katedrę jak sto dwa”.

3.

Ks. Edmund Nowicki tak wspominał swoją pierwszą wizytę w późniejszej katedrze: „Zajechaliśmy pod kościół. Wszystkie drzwi były otwarte na oścież. W kościele, który później służył za katedrę, to na metr może było mierzwy, wszystkie szyby wybite, drzwi otwarte jak szeroko. […] No, rzeczywiście – jedno spustoszenie. Na oścież wszystko pootwierane, drzwi powybijane, gdzieś w środku pewnie konie tam stały, bo pełno zanieczyszczonej słomy, żadnych ołtarzy, niczego. Stoję tak na tej mierzwie i się rozglądam. […] Ale za chwilę słyszę – dzwony biją! […] Za jakieś 5-6 minut przybiegli panowie Kroemke [pełnomocnik rządu] i Wysocki [prezydent miasta] spoceni jak myszy, ręce mi ściskają i powiadają, że byli na wieży i bili w dzwony, żeby uczcić ten historyczny moment”.

4.

Wizyta w Gorzowie musiała jednak zrobić na nim dobre wrażenie skoro potem wspominał: „W międzyczasie ukazały się już mapy i mieliśmy pewien pogląd na całość tego terytorium. Wiedzieliśmy już, gdzie miasta, gdzie wioski i wydawało się, że Gorzów rzeczywiście będzie najbardziej odpowiednim miejscem, tym bardziej że władze zapewniały, że będzie tu także województwo. […] Pomału, pomału zacząłem sobie w głowie układać plan pracy i coraz bardziej jakoś oswajałem się z myślą, że Gorzów może byłby w jakimś okresie, przynajmniej przejściowo, korzystny ośrodkiem”.

Ingres ks. Nowickiego do kościoła mariackiego w Gorzowie odbył się 28 października 1945 r., a ten „przejściowy stan” trwa do dnia dzisiejszego. Ani reforma z roku 1972, ani z roku 1992 nie pozbawiły się gorzowskiego kościoła mariackiego nabytej godności. W roku 1972 Gorzów stał się stolicą biskupa, a dotychczasowa prokatedra stałą się pełnoprawnym kościołem katedralnym. A gdy dwadzieścia lat później zmieniono nazwę diecezji na zielonogórsko-gorzowską, konstytucja apostolska ustanawiała nową diecezję „cum cathedrali ecclesia sub titulo Assumptionis Beatae Mariae Virginis in urbe Gorzów Wielkopolski”. Bp Józef Michalik wyjaśniał w liście do diecezjan: „Gorzowska katedra przechowująca groby biskupów: Teodora Benscha i Wilhelma Pluty nadal więc pozostanie matką kościołów całej diecezji”.

Katedra w Gorzowie Wielkopolskim / fot. EAST NEWS
Katedra w Gorzowie Wielkopolskim / fot. EAST NEWS

 

5.

Pierwsza wzmianka o kościele mariackim pochodzi z roku 1297. Daleko było zapewne tej zwalistej bryle do finezji powstających wówczas kościołów francuskich, angielskich czy włoskich. Nigdy nie mogła się pochwalić misteryjnie rzeźbionym frontonem w stylu gotyku płomienistego. Powstała dużo wcześniej, gdy styl romański dopiero ustępował bardziej strzelistemu gotykowi. Zamiast tego witała swoich wiernych potężną, masywną i wysoką wieżą górującą nad miastem.

Misterium zaczynało się dopiero w nawie, gdzie ostrołukowe okna wpuszczały światło, a wzrok znosił się ku górze, ku tzw. łukowi tęczowemu, który dzielił nawę od dobudowanego później prezbiterium. Do dzisiaj można podziwiać umieszczoną wysoko gotycką grupę rzeźb: Chrystusa ukrzyżowanego, Matkę Bożą i św. Jana stojących pod krzyżem. Niestety, nie dotrwały do czasów współczesnych dawne witraże. Te, które dzisiaj rzucają kolorowe refleksy na posadzkę, umieszczono dopiero w latach 1966-67, ale przecież dają jakieś wyobrażenie tego, jaka atmosfera mogła panować we wnętrzu katedry przed stuleciami, „w owym cudownym średniowieczu, kiedy to sztuka w łonie Kościoła hodowana wyprzedziła śmierć i dotarła aż do progów wieczności, aż do Boga” (J-K. Huysmans).

6.

Największym wrogiem każdej katedry od zawsze był ogień. W historii niejednego kościoła przeczytać można było o tym, jak pożar strawił dach czy też że w wyniku pożaru uległa zniszczeniu któraś z naw kościoła albo wieża. Ogień najczęściej przybywał z nieba. Górujące nad okolicą wieże, często zwieńczane miedzianymi hełmami czy iglicami, były ulubionym celem piorunów. Suche drewno, które stanowiło konstrukcję budowli, szybko się zajmowało. Tak się też zdarzyło w roku 1708, gdy pożar spowodowany na skutek pioruna zniszczył wieżę kościoła mariackiego. A sto lat wcześniej ją przebudowywano, wymieniając stare drewno na nową konstrukcję. To wtedy też na ostatniej kondygnacji wybudowano trzyizbowe mieszkanie dla dzwonnika z gorzowskiej Notre Dame. Przetrwało do 1902 roku.

7.

Drugi raz wieża katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny poddała się żywiołowi ognia 1 lipca 2017 roku. Było to już po pierwszych nieszporach niedzieli, około godz. 18.30, gdy przy ołtarzu trwała jeszcze ofiara Mszy Świętej, a miasto Gorzów zaczęło już świętować swoje 760-lecie. Dym pojawił się na wysokości ośmioboku zegara, gdzieś poniżej hełmu. A potem języki ognia, z którym przyszło walczyć dziesiątkom strażaków.

Pożar katedry w Gorzowie Wlkp., 1 lipca 2017 r. / fot. EAST NEWS
Pożar katedry w Gorzowie Wlkp., 1 lipca 2017 r. / fot. EAST NEWS

 

Kiedy początkiem XVIII wieku wieża paliła się po raz pierwszy, nikt nie mógł jeszcze liczyć na 50-metrowe drabiny strażackie i wodę pompowaną bezpośrednio z Warty. Mieszkańcy miasta musieli wówczas z wielkim bólem spoglądać na płonącą wieżę, a poczucie bezradności potęgowało rozpacz. Niewiele można było ugasić podawaniem sobie wiader z rąk do rąk, a groźba zawalenia uniemożliwiała wnoszenie wody do środka.

Jakże inaczej było teraz. Obserwowanie ofiarnej pracy strażaków dawało nadzieję, że – choć straty będą wielkie i czeka nas odbudowa – da się uratować wieżę, a padające dzwony nie dopełnią zniszczenia. Dzisiaj, 3 lipca, katedra, z której zdjęto wieńczącą wieżę latarnię jest zraniona, ale nie pokonana. Jak mówił bp Tadeusz Lityński, gorzowska katedra, matka wszystkich kościołów diecezji, stałą się mater dolorosa, matką udręczoną, bolesną.

8.

„Katedra gotycka” – tak mówimy o niej, choć w czasach gotyku nikt o niej tak nie myślał. Jak pisze Otto von Simson o katedrach gotyckich, „definicja stylu i jego intuicyjne pojmowanie to jeszcze mało, by wyjaśnić zjawisko, jakim jest katedra”. „Katedra gotycka” to coś na kształt żywego organizmu, który żyje w symbiozie z miastem. Cesare Marchi w książce o życiu średniowiecznych katedr pisze: „Historia powstania katedry ułatwia zrozumienie historii miasta i vice versa. Czasem identyfikują się ze sobą. Było to możliwe w tych czasach, gdy dom Boży był także domem ludzi, a sfera sacrum i profanum niejednokrotnie zbiegały się ze sobą. Lub też rywalizowały ze sobą o prymat, lecz nigdy nie były względem siebie obojętne, oddzielone od siebie, autonomiczne”.

Przypomniałem sobie o tych słowach, gdy słuchałem wypowiedzi mieszkańców i władz miasta. Mówili o katedrze nie tylko jako o kościele, ale także jako o części miasta, wręcz o jego sercu. Tak jakby Gorzowa bez katedry pomyśleć już nie było można. Sacrum i profanum choć na chwilę zmieszały się na nowo.

9.

W musicalu „Notre Dame de Paris” jeden z jej bohaterów śpiewa piosenkę o rozpoczynającym się „czasie katedr”: „Człowiek chciał wznieść się ku gwiazdom / By napisać swą historię / W szkle i kamieniu. / Kamień po kamieniu, dzień po dniu / Wiek po wieku z miłością. / Zobaczył wznoszące się wieże / Które wybudował własnymi rękoma”. Kiedy słuchałem zapewnień o pomocy w odbudowie, kiedy tu i tam pojawiają się deklaracje wsparcia choćby przez spontaniczne zbiórki pieniędzy czy koncerty „na odbudowę”, pomyślałem, że mimo tego, iż  – jak się przynajmniej niektórym wydaje – „Tłum barbarzyńców / Stoi przed bramami miasta”, może wcale „czas katedr” nie przeminął.

Przecież człowiek nie przestał marzyć, by wznieść się ku gwiazdom. Może te wznoszące się wieże potrzebne są nam bardziej niż kiedykolwiek? Miał rację Antoine de Saint-Exupéry, gdy pisał: „Jeśli chcesz ludzi zjednoczyć, każ im zbudować wieżę” (Twierdza). Wieża gorzowskiej Notre Dame jest naszą szansą. 

 

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA jest kapłanem diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Teolog i publicysta, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego", znawca kultury popularnej. Doktor habilitowany teologii, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i publicysta, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, znawca kultury popularnej. Doktor habilitowany teologii, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor m.in. książek „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Chwała Panu Bogu, Panu Bogu Chwała, że się kościół spalił, a karczma została...”. +++ Ktoś powie 'głupie żarty' - ale można też powiedzieć, że mądrość ludowa w tych przyśpiewkach się przejawia. +++ Wiele ostatnio naoglądałem się przeróżnych katedr, bazylik, wspaniale zdobionych i przebogatych kościołów. Złoto, marmury, epitafia, rzeźby i malunki. Rzym, Paryż, Lizbona, Porto, Kraków, Praga, Kutna Hora itede. Jakoś tak się składa, że za ową fasadą przepychu i złota widziałem w nich zawsze ludzki znój, niewolniczą harówkę setek tysięcy anonimowych wyrobników. Historia lubi pokazywać i chwalić się gmaszyskami i złotem, utrwala nazwiska ciemiężycieli i wyzyskiwaczy. Prawdziwi bohaterowie i budowniczy tych monumentalnych pomników pychy i próżności zostali na zawsze w ich głębokim cieniu, pogrzebani pod pokładami szlamu żywionej do nich przez "możnych tego świata" pogardy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]