Gdy krzyk niewiele już daje

W języku niemieckiej polityki jest słowo Umarmungstaktik, czyli strategia obejmowania: gdy nie możesz z kimś wygrać politycznej bitwy, postaraj się do niego zbliżyć. Bywa, że polityczny cel łatwiej zrealizować taką drogą, niż przez frontalne starcie.
Czyta się kilka minut

Po taką strategię sięgnęła Erika Steinbach wobec polskich adwersarzy. Nie jest to zresztą nowe: podobną przewodnicząca Związku Wypędzonych stosuje wobec Żydów i pamięci o Holokauście. Zamiast używać określenia “Holocaust" w odniesieniu do powojennych wysiedleń Niemców czy pomijać go milczeniem - jak czynili działacze Związku przez dziesiątki lat (a wielu czyni do dziś; starczy przejrzeć publikacje np. Niemców sudeckich, w których Holokaust występuje głównie jako Holokaust Niemców) - Steinbach podeszła inteligentnie i ofensywnie do, wywołującej co chwila niemiecko-żydowskie czy niemiecko-niemieckie spory, kwestii proporcji między pamięcią o Holokauście a pamięcią o niemieckich ofiarach (wysiedleń, nalotów, ale także komunizmu w NRD).

Od chwili, gdy została wybrana przewodniczącą Związku, Steinbach przywołuje żydowskie ofiary jako punkt odniesienia dla oceny wysiedlenia Niemców. Powtarza, że Holocaust i Vertreibung “uzupełniają się" (rozmowa w “Leipziger Volkszeitung", maj 2000 r.), albo że “tak jak nie możemy odkreślić grubą linią tego, co zostało uczynione Żydom ze strony Niemiec, tak nie możemy odkreślić grubą linią cierpień wypędzonych" (rozmowa we “Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung", czerwiec 1998 r.). Steinbach nie przeciwstawia niemieckich ofiar ofiarom żydowskim (jak czyni to choćby skrajna prawica), ale szuka elementów łączących. Konstruuje związek między pamięcią o Holokauście a pamięcią o Vertreibung.

Podobny wzorzec argumentacyjny Steinbach zaczyna stosować wobec Polski. Widząc najwyraźniej, że polskie protesty zablokowały jej pierwotne plany zbudowania w Berlinie mauzoleum niemieckich wysiedleńców - nie kolejnego muzeum, jakich w Niemczech wiele, ale centralnego miejsca pamięci, włączonego do oficjalnej “polityki wobec przeszłości" Republiki Federalnej - przewodnicząca BdV sięga po nową strategię: zamiast kontynuować konfrontację, akcentuje związek między polskimi ofiarami wojny i okupacyjnego terroru, a ofiarami niemieckimi.

19 lipca, przemawiając na zorganizowanych przez Związek Wypędzonych uroczystościach upamiętnienia rocznicy Powstania Warszawskiego (relacja Joachima Trenknera na str. 8 - red.), Erika Steinbach formułuje przesłanie: wy, Polacy, straszliwie cierpieliście pod niemiecką okupacją i my, Niemcy zrzeszeni w Związku Wypędzonych, chcemy o tym przypominać. Zwłaszcza że w Niemczech mało kto o pamięta, co działo się w Polsce w latach 1939-45.

Czy przesłanie jest szczere? To istotne pytanie (tym bardziej, że pamiętamy wypowiedzi i działania Eriki Steinbach z ostatnich lat), ale w polityce liczą się także i takie deklaracje, do których intencji można mieć wątpliwości. Trzeba też mieć świadomość, że w nowej sytuacji dotychczasowa polska strategia - protestowania przeciw kolejnym planom Steinbach, na koniec w formie emocjonalnego krzyku rozpaczy - w przyszłości może nie wystarczyć. Może nawet okazać się kontrproduktywna.

Steinbach złożyła deklarację. Mówiła: “Związek Wypędzonych postawił sobie za cel, by przez organizowane publicznie uroczystości uświadamiać (w domyśle: niemieckie społeczeństwo - WP) o losie innych narodów i okazywać współczucie tym, którzy cierpieli. (...) Chcemy przyczynić się do pogłębienia wiedzy w Niemczech o losach naszych sąsiadów. (...) Chcemy przekazywać także wiedzę o Powstaniu Warszawskim, wiedzę o polskich losach. Pamiętam, gdy w szkole, a także wiele lat później, nie dowiedziałam się niczego o naszych polskich sąsiadach, i podobnie rzecz ma się z wieloma Niemcami". I dalej: “II wojna światowa trwała dla Polaków 5 lat, 8 miesięcy i 8 dni, i przyniosła miliony ofiar. »Jeszcze Polska nie zginęła«. Zawsze podziwiałam naród polski za te cztery słowa, za jego upór w dążeniu do wolności". I na koniec: “Razem z polskim narodem opłakuję jego zmarłych, z nadzieją na wspólną przyszłość w pokoju i sąsiedzkiej przyjaźni".

Czy to było szczerze? Może warto zawiesić - na chwilę - to pytanie i trzymać Erikę Steinbach za słowo?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2004