Reklama

Franciszek w więzieniu Palmasola

Franciszek w więzieniu Palmasola

11.07.2015
Czyta się kilka minut
Nie dla ekonomii wykluczenia i nierówności! Ziemia, dom i praca dla wszystkich naszych braci i sióstr.
Więzienie w Palmasola. Fot: VINCENZO PINTO/AFP/EAST NEWS
D

Dobiegły końca dwa pierwsze etapy papieskiej pielgrzymki, które – jak słusznie zauważa w swoim komentarzu na Vatican Insider, Andrea Tornielli, są wyraźnym sygnałem dla katolickiej hierarchii, nie tylko Ameryki Łacińskiej, ale w ogóle całego świata o konieczności powrotu do ewangelicznych korzeni, czyli zaangażowania na rzecz ubogich. W swoim pierwszym przemówieniu w Boliwii w czasie uroczystości powitania na lotnisku El Alto papież powiedział „Głos musi być profetyczny i naszym zadaniem jest mówić w imieniu Kościoła wychodząc zawsze od preferencyjnej opcji na rzecz ubogich. Nie można wierzyć w Boga Ojca nie dostrzegając brata w każdej osobie. Nie można naśladować Chrystusa nie ofiarowując życia za tych, za których On umarł na krzyżu”. Jakże często bowiem w środowisku kościelnym kwestie społeczne spychane są na margines, pomijane są milczeniem lub też sprowadzane jedynie do chrześcijańskiego obowiązku jałmużny, najczęściej z lęku żeby nie zostać posądzonym o sprzyjanie marksizmowi. Wymowne jest zdanie przypisywane abp. Oscarowi Romero: „Gdy daję ubogim chleb, nazywają mnie świętym, gdy pytam dlaczego nie mają chleba, mówią, że jestem kamunistą”

Kościół Ameryki Łacińskiej to żywe świadectwo męczęństwa i przelanej krwi z rąk prawicowych reżimów i wojskowych dyktatur. Warto przypomnieć słowa Jana Pawła II ujęte w formie znaczącego pytania: „Czy można powiedzieć, że klęska komunizmu oznacza zwycięstwo kapitalizmu jako systemu społecznego i że ku niemu winny zmierzać kraje, które podejmują dzieło przebudowy gospodarczej i społecznej?” Franciszek poprzez swoje gesty i słowa – spotkanie z ruchami ludowymi, wizyta w więzieniu w Palmasola, modlitwa w miejscu, gdzie znaleziono ciało zamordowanego jezuity Luis Espinal, zamordowanego przez militarne bojówki w marcu 1980 roku – przypomina, szczególnie katolickiej hierarchii, że do istoty Kościoła należy być blisko ubogich. Ponieważ zaangażowanie na rzecz ubogich „wynika z Ewangelii, wynika z tradycji Kościoła i nie jest wymysłem komunizmu”.

Wspominając swego współbrata Espinala mówił, że jest on „ofiarą tych grup interesów, które nie chciały, aby walczono o wolność Boliwii. Głosił ewangelię i to właśnie ewangelia burzyła ich spokój. Dlatego też wyeliminowano go”. To właśnie ten hiszpański jezuita, który przyjął boliwijskie obywatelstwo, był autorem krzyża uczynionego z sierpa i młota, którego kopię ofiarował Morales papieżowi. «Nic o tym nie wiedziałem», powiedział Bergoglio przyjmując upominek, a rzecznik Watykanu, o. Federico Lombardi wskazał, że «nie jest to interpretacja marksistowska religii, choć oczywiści –dodał żartując- nie uważa za stosowne, aby umieszczać taki znak w kościołach».

Jeszcze głębiej tłumaczy ten znak inny jezuita Xavier Albó, przyjaciel Espinala, który stanowczo zaprzecza jakoby ten był komunistą, a uczyniony przez niego krzyż był jakoby komunistycznym znakiem. Był jedynie znakiem dialogu chrześcijan z ruchem robotniczym, w tym oczywiście także dialogu z marksistami.

Papieska wizyta w Ameryce Łacinskiej to przypomnienie o słowach Biblii, która mówi o tym, „że Bóg słyszy wołania swego ludu”. Franciszek czyni swoim ten głos i dodaje: „Nie dla ekonomii wykluczenia i nierówności! Ziemia, dom i praca dla wszystkich naszych braci i sióstr. Powiedziałem to i powtarzam raz jeszcze: są to święte prawa. Warto, warto o nie walczyć. Niech krzyk wykluczonych zostanie usłyszany w Ameryce Łacińskiej i na całej ziemi.”

Piątkowy dzień papież rozpoczął od wizyty w największym więzieniu Boliwii, który najprawdopodobniej jest jednym z najcięższych całej Ameryki Południowej. Mówiąc o więzieniu należy jednak wyzbyć się jakichkolwiek odniesień do znanych nam ośrodków penitencjarnych. Przekraczając bramy więzienia człowiek bowiem ma wrażenie jakby znalazł się w którymkolwiek z miasteczek Boliwii: ulice z domami, czuć zapachy dochodzące z restauracji, usłyszeć można dźwięki dochodzące z dyskotek, zobaczyć można kobiety odbierające rzeczy do prania, widać bawiące się dzieci. Nigdzie nie dostrzeże się strażników. Owszem ci są, ale tylko przy bramie więzienia pobierając haracz od wchodzących: od tych, którzy wnoszą produkty do więzienia (także od przemycanych tutaj narkotyków od broni), od wchodzących prostytutek... sami jednak nigdy nie przekraczają więziennego progu. Więzienie rządzi się własnym prawem i obecnie na jego czele stoi Leonidas, więzień wybrany przez innych więźniów na dwuletnią kadencję w demokratycznych wyborach. To on zajmuję się całą gospodarką, pobiera podatki od osadzonych i organizuje cały system życia miasta: od wywozu śmieci i sprzątania po rozwiązywanie konfliktów i pacyfikowanie ewentualnych bójek. On też zajmuje się całą administracją, uwierzytelnianiem wszystkich aktów kupna i sprzedaży lub wynajmu. Gdyż za pobyt tutaj i za warunki w jakich chce się żyć trzeba płacić: 250 dolarów rocznie za wynajem celi, od 3 do 7 tys. USD za kupno własnego domu. Tych, których na to nie stać śpią po prostu na ulicy. Obecnie w Palmasoli żyje 3200 osób, w tym że tylko 1400 osób to więźniowie, pozostali to członkowie rodzin: małżonkowie i dzieci, którzy dobrowolnie dzielą los z osadzonymi. Są tutaj szkoły, ośrodki zdrowia, kaplica obsługiwana przez więziennego kapelana Leonardo Da Silva.

Jednych z największych problemów z jakimi muszą zmierzyć się osadzeni związany jest z istniejącą w Boliwii korupcją oraz zupełnie niefunkcjonującym systemem sprawiedliwości. Więźniowie latami czekają na wyrok, co sprawia, że przekraczający mury Palmasoli praktycznie nie wiedzą kiedy stamtąd wyjdą.

Papież w przemówieniu powiedział, że nie mógł wyjechać z Boliwii bez odwiedzenia tego miejsca i podziękował obecnym, że został przez nich tutaj przyjęty. „Kogo macie przed sobą? – mówił – Chcę odpowiedzieć na to pytanie pewnością, której doświadczam. Przed wami stoi człowiek, któremu przebaczono. Człowiek, któremu przebaczono jego grzechy. Nie mam nic wam do dania, ale to co mam, tym chcę się z wami podzielić. Jest to osoba Jezusa Chrystusa, miłosierdzie Ojca. To on ukazał nam miłość Boga do człowieka. Jest to miłość, która leczy, przebacza, podnosi. Jest to miłość, która przywraca człowiekowi godność.

Franciszek przypomniał o doświadczeniu Piotra i Pawła, którzy także byli więźniami i tym co pozwalało im przetrwać była modlitwa: indywidualna i wspólnotowa. Gdy przychodzą chwile zwątpienia, rezygnacji, smutku warto spojrzeć na oblicze Chrystusa.

Papież odniósł się także do braku odpowiedniej polityki rehabilitacyjnej, do nie funkcjonującego systemu penitencjarnego. Wskazał jednak na wartości jakimi więźniowie powinni się kierować w walce z desperacją i brakiem nadziei: to ich rodziny, dzieci, małżonkowie, rodzice. Warto dla nich żyć i walczyć.

Po wizycie w więzieniu papież udał się do kościoła pod wezwaniem Krzyża Świętego, gdzie miało miejsce spotkanie z episkopatem Boliwii. Był to ostatni punkt papieskiej wizyty w Boliwii. Z lotniska Viru Viru w Santa Cruz papież odleciał do w Asunción w Paraguaju.

Na międzynarodowym lotnisku im. Silvio Pettirossi w Asunción papieża przywitał prezydent kraju Horacio Cartes. Była to ceremonia bez oficjlanych przemówień, ale pełna tańca i śpiewu w językach kraju: guaraní, aché i po hiszpańsku. Pierwsze publiczne przemówienie miało miejsce wieczorem w czasie spotkania w ogrodach Pałacu Prezydenckim z szefem państwa, z przedstawicielami władz państwowych oraz korpusem dyplomatycznym. Jednakże wcześniej w drodze z lotniska do centrum miasta papież zatrzymał się na chwilę na dziedzińcu więzienia dla kobiet. W czasie swojego wieczornego przemówienia zwracając się do narodu, „serca Ameryki Łacińskiej” Franciszek podkreślił rolę paragwajskich kobiet szczególnie tą, jaką odegrały w najtragiczniejszych chwilach tego narodu: „Dla mnie – mówił papież – kobieta z Paragwaju jest najbardziej szlachetną w całej Ameryce Łacińskiej”. Odniósł się do sytuacji, która miała miejsce po wojnie 1870 r, po krwawym konflikcie z Brazylią, Argentyną i Urugwajem. Już w czasie powrotu ze Światowych Dni Młodzieży z Rio de Janeiro, w lipcu 2013, odpowiadając na pytanie o rolę kobiet w Kościele posłużył się przykładem kobiety z Paragwaju. Mówił wtedy: „Po wojnie przypadło osiem kobiet na jednego mężczyznę i wtedy kobiety dokonały wyboru bardzo trudnego: wyboru posiadania dzieci, aby ratować ojczyznę, kulturę, wiarę, język. W Kościele należy myśleć o kobiecie w tej perspektywie: odwagi podejmowania ryzykownych decyzji, tak jak tych podjętych wtedy przez te kobiety.” W czasie swojego pierwszego przemówienia w Asunción Papież odniósł się także do najnowszej historii narodu, który w 1989 r po 35 latach krwawej dyktatury uzyskał pełnię wolności. Wezwał do pokoju i pojednania: „Nigdy więcej wojny między braćmi. Bądźmy kreatorami pokoju”. Wyraził uznanie dla demokratycznych przemian, które zachodzą w państwie i podejmując tak ważny w swoim nauczaniu temat przeciwdziałaniu ubóstwu wskazał na wysiłki podejmowane celem ochrony najsłabszych.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]