Europa i ruskie pierogi

Siedział łysy i roześmiany, lśniący schludnością w otoczeniu znacznie młodszych od siebie ludzi. Przyprowadził mnie Wuj Ludwik, pracujący wtedy w Wolnej Europie, przedstawił, a pan Nowak natychmiast skupił na mnie całą uwagę i prosił, żebym dołączyła do stolika.
Czyta się kilka minut
 /
/

Dopytywał się o życie studenckie w Krakowie, duszpasterstwa akademickie, zabawy i życie towarzyskie, chciał wiedzieć, jakie są moje wrażenia z Bawarii, tańczył, przedstawiał mnie innym, uprzejmy, uroczy - tak spędziłam w Monachium Sylwestra 1976/77. Było tam wiele osób z aparatami fotograficznymi, Pan Dyrektor odwracał się od nich, zasłaniał sobie twarz. “Pani wraca do Polski, dla pani niedobrze jest mieć ze mną zdjęcia. Nigdy nie wiadomo, w czyje ręce mogą się dostać" - myślał o bezpieczeństwie z niczego nie zdającej sobie sprawy studentki, jaką wtedy byłam.

W Warszawie wpadł w wir aktywności, wystąpień, kapituł, nigdy nie narzekał, że organizacja życia codziennego mu doskwiera. W jego mieszkaniu, w domu jeszcze nie całkiem dokończonym trzeba było przykręcić półki, powiesić obrazy, poukładać książki, załatwić bank, ubezpieczenie (“przecież może się zdarzyć, że zachoruję" - mówił filuternie), transport (najpierw się upierał, że będzie jeździć samochodem, który sobie przywiózł, ale na szczęście szybko się zorientował, że to nie Waszyngton, a i serwis działa nieco inaczej). Dzielnie, z uśmiechem, na starość i we wdowieństwie po raz setny organizował sobie życie na nowo. Pękał ze śmiechu, opowiadając jak wirus wlazł mu do komputera i rozesłał na wszystkie adresy kawałki namiętnych listów, które polska sekretarka słała z jego konta do swego ukochanego. Dowiedział się o tym z lekko zdziwionych telefonów ze Stanów, Australii, Niemiec. “Oni zapewne pomyśleli, że w Polsce staruszek zapomniał, że cały ten czas minął bezpowrotnie!".

Kiedyś złapał nas telefonicznie w pociągu. Byliśmy w drodze do jakiejś małej miejscowości na debatę o Europie: “Wyszedłem ze szpitala. Czy mogę się na coś przydać, zanim mnie tam znowu zamkną?". Widzę go na spotkaniu z setkami uczniów z techników rolnych, stojącego o lasce i mówiącego do nich o Polsce, o Europie, o demokracji, o odpowiedzialności. Jego teksty, gorące, pełne radości z osiągnięć polskiego społeczeństwa i zachęt do dalszego zaangażowania, powodowały zawsze kompletną ciszę na sali, łzy w oczach nauczycieli, fascynację u młodych. Potem tłumnie go oblegali, prosząc o autografy. Siedział przy stole i podpisywał swoim starannym okrągłym pismem, patrzał z dołu, ponad okularami na stojących wokół pryszczatych i wyrośniętych, pytał o imię, uśmiechał się i pisał na kartkach, na programach, na książkach. Prosił, żeby się trochę odsunęli, bo mało powietrza, a oni się cisnęli, chcieli słyszeć, jak rozmawia z innymi, stanąć za Janem Nowakiem Jeziorańskim i dać się sfotografować koledze (“cholera, nie błysło!"), a on uśmiechał się i dawał im błyskać albo nie błyskać.

Trochę speszona, a trochę zaniepokojona odprowadzałam go do drzwi zmęczonego potwornie, a on mówił wsiadając do samochodu: “To ważne, pani Różo, ci młodzi są najważniejsi, jeśli na cokolwiek mogę się przydać... przecież po to tu przyjechałem, póki jeszcze mogę...".

Nawet nie usiłował tłumić radości, że dożył dnia, kiedy może głosować sprawie członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Gdyby nie ta słabość i wózek inwalidzki, chyba by biegał po blokach i wysyłał SMS-y wyganiające ludzi do urn. “Może właśnie ten wózek się przyda, żeby przypomnieć innym, że też mają wyjść z domu… Jestem w szpitalu, czy sprawdzi pani, gdzie jest mój lokal wyborczy i czy na pewno jestem na liście?". Kiedy przyszliśmy po niego wczesnym rankiem, już siedział ubrany, uśmiechnięty, jak przystało na dzielnego żołnierza - zawsze na służbie. A gdy podjechaliśmy z powrotem pod szpital: “Nie mogę was tu zaprosić na kawę, a przecież musimy uczcić ten historyczny dzień! Jedziemy na wagary, szybko!", po czym ku zdumieniu strażników i pielęgniarek zawróciliśmy z piskiem opon i uciekliśmy na szampańskie śniadanie referendalne.

21 stycznia zapiszczał SMS: “Dobry wieczór Pani Różo. Wyrazy współczucia z powodu odejścia bliskiej osoby JANA NOWAKA JEZIORAŃSKIEGO. Już nie skosztuje moich pierogów. Łączymy się w bólu. Bożena". Tego, że ja dostanę kondolencje, naprawdę się nie spodziewałam. Ale komu miała pani Bożenka je wyrazić? Nie mam czasu na gotowanie, więc telefonuję czasem do pani Bożenki i błagam o ratunek: pierogi dla gości, szczególnie zagranicznych, z mięsem, kiedy przyjeżdża mój ojciec, uszka na wigilię. Pan Nowak długo mieszkał poza Polską, więc kiedy przychodził, karmiłam go ruskimi pierogami. “To jest jakaś nadzwyczajna osoba!" - mówił o pani Bożence z zachwytem. “Żeby takie ciasto zrobić, trzeba naprawdę być artystą. Ci, którzy lubią innych ludzi, na ogół dobrze gotują". Zostawił jej kiedyś liścik po kolacji: “Pani Bożence dziękuję za wspaniałe pierogi. Jan Nowak Jeziorański". “Leży ta karteczka u mnie w szufladzie na wierzchu, pani Różo, zawsze mi tak miło jak wpadnie mi w ręce - słyszę uśmiech w głosie pani Bożenki. - Żeby taki człowiek mi za pierogi dziękował... niech mu ziemia lekką będzie, naprawdę sobie na to zasłużył, pani Różo, i tymi wielkimi sprawami, co są w książkach i w gazetach, i takimi małymi - kochanymi".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2005