Elekcja, mocium panie

Mój drogi Piołunie,
Czyta się kilka minut

rok, powoli w drugą połowę swego biegu wchodzący, obrodził w fenomena ekstraordynaryjne; w omeny raz to zatrważające, raz nadzieję budzące – że zdaje się ów rok niczym dobra kasza, którą gospodyni szczodrze upstrzyła skwarkami. Możeś acan i słyszał, iż miesięcy temu pięć, to tu, to tam, krowy krwawe mleko dawały, co za niechybną uchodzi zapowiedź różnych turbacji i odmian. Inszym razem księżyc dziwną poświatą kilkakroć zachodził, po bagnach zaś i uroczyskach jak opętane wyły strzygi i latawice. A cóż dopiero przydarzyć się miało w pewnym mieście powiatowym, nazwy już jego nie pomnę, w tamtejszym kościele parafialnym? Nie uwierzysz, mosterdzieju, ale podczas obrzędów wielkanocnych nieboszczyk jeszcze za króla Łokietka w krypcie pochowan, odsunąwszy płytę nagrobną, marmurową, ważącą bez mała pięć cetnarów – wylazł między ludzi i jął prorokować, że nowe czasy idą w Ojczyźnie i wreszcie z kolan powstanie wyklęty lud miast i wsi.

Zważ jednak, dobrodzieju, że była to dopiero – jak mawiają uczeni muzykanci z Italii i Galii – uwertura do wypadków właściwych.

Nadszedł bowiem szczęsny czas elekcji, a Ten, co w Niebiosach losami maluczkich rzuca niczym kośćmi w karczmie – sprawił, że druga tura powszechnego wotowania wypadła w dzień nie byle jaki. A taki mianowicie, w którym Kościół czci Tego, co objawił się jako Wiatr i Ogień. Oczywistym jest i powszechnie wiadomym, że koincydencja to nieprzypadkowa. Kogo tego dnia głową państwa wybrano, tego wskazał i namaścił sam Wiatr i Ogień. Zwłaszcza że tym razem kandydata wybrano właściwego, naszego, a nie jakiegoś pokurcza i bastarda w służbie obcych potencji.

Śmiejesz się, acan, i kpisz z moich wywodów? Twierdzisz, żem rozum postradał i baśnie plotę, dobre dla starych bab i dzieciarni, co ledwie od ziemi odrosła? Mówisz, że obchodzą Cię, mocium panie, owe mirakula tyle, ile łacha zeszłorocznego śniegu zalegająca wiosną pod płotem?

To ja Ci tak powiem: jeżeliś naprawdę diabeł, a nie pojmujesz, o co w tym wszystkim się rozchodzi – znaczy, żeś może i czart, ale przede wszystkim kiep, jakich mało. Bo tu zamiast rozumem się unosić, szansę trzeba zwietrzyć. Zamiast szydzić, winniśmy pieśni o owych cudownościach układać, żeby je potem lirnikom, dziadom proszalnym i wędrownym muzykantom podsuwać. I niech niosą się od sioła do sioła.

Moja kalkulacja prosta jest jak cep, co nim chłop młóci. Ja ekscytację narodu chcę podsycać; wiązać – gdzie tylko się da – bieżące interesa polityczne z Imieniem naszego Nieprzyjaciela. A potem już tylko czekać będę, aż się wszystko rypnie, albo ciżba ot tak zmieni zdanie i nowych włodarzy sobie obierze, bo przecież humory zbiorowości zmienne są jak aura w marcu. I przeciw komu się wtedy słuszny gniew ludu obróci, hę? Z kim lud nie będzie chciał mieć nic a nic do czynienia? Komu przypisze odpowiedzialność za wszelkie niedociągnięcia, zaniechania, błędy i występki? Oczywiście Kościołowi, a co za tym idzie – naszemu Nieprzyjacielowi w szczególności.

Ciekawa to zresztą sprawa. Ludziska uwielbiają do swoich spraw mieszać Tego, co nieskończenie ich przerasta; podpierać się i kryć się za Jego autorytetem; występować w roli Jego nieomylnych rzeczników. „Bóg tak chce!” – wrzeszczy człek z reguły tym głośniej, im mizerniejszy ma wachlarz inszych argumentów.

Tymczasem zamiast na siłę naszego Nieprzyjaciela w różnych rolach w swoich sztukach i sztuczkach obsadzać – winni się ludzie jedynie na tym skupiać, czy sami rzeczywiście pełnią Jego wolę i do czego ich samych zobowiązuje tak ochoczo deklarowana wiara. Jak mawiał pewien prezydent z Kraju za Wielką Wodą: „Nieważne, czy Bóg jest po mojej stronie. Liczy się tylko to, czy ja jestem po stronie Boga”.

Twój kochający stryj Krętacz ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2015