Dwie zasady

Nie ma takiego porozumienia, którego nie można by złamać - ta, zdaje się główna zasada ukraińskiej polityki każe ostrożnie podejść do wiadomości, jakie napłynęły z Kijowa o porozumieniu prezydenta Wiktora Juszczenki z premierem Wiktorem Janukowyczem. Przypomnijmy: 2 kwietnia prezydent rozwiązał parlament i zarządził nowe wybory. Deputowani nie przyjęli tego do wiadomości, dekret Juszczenki zaskarżyli do Sądu Konstytucyjnego, a jego samego straszyli impeachmentem. Szczęśliwie obie strony zamiast eskalować konflikt, szukały wyjścia z sytuacji. Dlatego przez miesiąc obok ulicznych demonstracji i prób wpłynięcia na pracę Sądu Konstytucyjnego trwały zakulisowe negocjacje. Ich efekt ogłoszono w ub. piątek. Janukowycz godzi się na wcześniejsze wybory, których zasady ustali specjalna grupa robocza. Wybory odbędą się 60 dni po tym, jak parlament zamieni w prawo ustalenia owej grupy. Zaakceptowanie pomysłu wcześniejszych wyborów to sukces Juszczenki, sukcesem Janukowycza jest uzyskanie wpływu na ich termin.
Czyta się kilka minut

Wydawałoby się, nic prostszego jak tylko podążać wyznaczoną ścieżką, a w dwa-trzy miesiące po politycznym kryzysie zostanie tylko wspomnienie. Po pierwsze jednak nie jest pewne, czy - jeśli wynik nowych wyborów okaże się podobny do poprzednich - po tym wszystkim nie wrócimy do punktu wyjścia, czyli do konfliktu parlamentu z prezydentem. Ale i w bliższej perspektywie jest kilka przeszkód. Przewodniczącym parlamentu jest socjalista Aleksander Moroz - dla niego sondaże są bezlitosne: do nowej Rady nie wejdzie. Czego więc zażąda w zamian za sprawne pokierowanie pracą parlamentu, by ten przyjął potrzebne ustawy? Jeśli zbyt wiele, termin wyborów będzie się oddalać. Byłoby to zresztą na rękę Janukowyczowi, którego partia wspomina o październiku. Mając tyle czasu, rząd mógłby spokojnie pracować nad poparciem tworzącej go partii, a im bliżej zimy, tym łatwiej też używać politycznego argumentu, jakim jest gaz. Rosjanie bowiem nie zmienili politycznych sympatii. Wiele niewiadomych kryje się też po stronie "pomarańczowych". Julia Tymoszenko raczej wyklucza, by jej partia mogła iść do wyborów razem z prezydencką. Widać, oba ugrupowania chcą sobie zostawić wolną rękę co do powyborczych sojuszy. Między Tymoszenko a Juszczenko nie ma zaufania i każde z nich zapewne zastanawia się, skąd nagle u Janukowycza pewność, że uda mu się po wyborach zbudować koalicję. W ukraińskiej polityce jest bowiem jeszcze jedna prawidłowość: nie ma takiego porozumienia, któremu nie towarzyszyłoby drugie, tajne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2007