Dom jest gdzie indziej

Trump postanowił przerwać impas izraelsko-palestyński. Jego plan na pokój zakłada, że potomkowie palestyńskich uchodźców utracą ostatecznie prawo do powrotu. Pomysł może okazać się wybuchowy.

27.08.2018

Czyta się kilka minut

Ali Khatib w muzeum Nakby w Szatili  pod Bejrutem, 2018 r. / AGNIESZKA PIKULICKA-WILCZEWSKA
Ali Khatib w muzeum Nakby w Szatili pod Bejrutem, 2018 r. / AGNIESZKA PIKULICKA-WILCZEWSKA

Ali Khatib żyje pamięcią przedmiotów. W swoim malutkim muzeum, schowanym pośród ciasnych uliczek Szatili – obozu dla palestyńskich uchodźców w południowym Bejrucie – ma ich setki. Narzędzia do uprawy roli, lampy naftowe, makiety domów, mapy, dokumenty, skrzynie, naczynia, pieniądze, a nawet meble. A wszystkie starsze niż 61-letni Ali i cała Szatila.

Ali zna historię niemal każdego elementu z tej kolekcji. Jego brat, doktor medycyny Muhammed Khatib, przez lata zjeździł dziesiątki miasteczek oraz wsi Libanu i Syrii. Poszukiwał ostatnich szczątków historii swojego narodu – przedmiotów, które pamiętają starą Palestynę. A wszystko po to, by pomieścić je na kilku ziejących wilgocią metrach kwadratowych, w jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc na świecie. Tak, żeby nigdy nie były same. Żeby były pamięcią.

Makieta dawnej Palestyny

Najważniejsze zawsze były klucze. Niektóre duże, piękne i rzeźbione, inne pokryte rdzą. Z pewnością żaden z nich nie pasuje już dziś do żadnego zamka. Z nimi jednak najtrudniej było się rozstać tym, których odwiedzał doktor Khatib. Ich właściciele trzymali je w zdobionych szkatułkach lub drewnianych pudełkach – tam, gdzie trzyma się rzeczy najcenniejsze.

Palestyńczycy, którzy w 1948 r. uciekali z terenów dzisiejszego Izraela przed wojną, często wypędzani przez izraelskie wojska, w pośpiechu pakowali najważniejsze rzeczy. Wierzyli, że kiedyś powrócą do swoich domów. Choć w maju tego roku minęło 70 lat od tamtych wydarzeń i nie ma już większości ich świadków, a kilka pokoleń urodziło się i spędziło całe życie w Libanie, Syrii czy Jordanii, to dla Palestyńczyków wygnanie nadal jawi się jako tymczasowe. Muzeum Alego ma o tym przypominać. Tak jak zresztą cała Szatila.

Gdy po przybyciu do Libanu Palestyńczycy skierowani zostali na skrawki ziemi – wydzierżawione od libańskiego państwa przez specjalnie utworzoną Agendę Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA) – przenosili się tam często całymi wioskami. Często też reprodukowali ułożenie swoich wsi, osiedlając się obok dawnych sąsiadów i krewnych, tworząc żywą makietę dawnej Palestyny.

Zapytany o to, czym są dla niego obozy, Ali odpowiada dziś bez namysłu: – To palestyńska wspólnota. Nasze zwyczaje, nasze społeczności, aspiracje. Żyjąc wspólnie w jakimkolwiek miejscu, żyjemy myśląc o naszej wspólnej przyszłości.

I dodaje: – Czuję się tu trochę jak w Palestynie, ale to Palestyna jest moją ojczyzną. Żyjemy z myślą, że kiedyś powrócimy.

UNRWA, czyli symbol

Jednak Ali Khatib oczywiście wie, że kwestia powrotu to sprawa wielkiej polityki. A Palestyńczycy to dla jednych karta przetargowa, dla drugich zaś problem, którego trzeba się pozbyć.

Jako jedna z niewielu grup uchodźczych na świecie Palestyńczycy przekazują swój status uchodźcy z pokolenia na pokolenie, o ich zdrowie i edukację nadal zaś dba UNRWA. Dzięki temu (albo precyzyjniej: także dzięki temu) rządy krajów, w których przyszło im żyć, nigdy nie musiały do końca brać odpowiedzialności za los wygnańców.


Czytaj także: Agnieszka Pikulicka-Wilczewska: Poniżenie od urodzenia


UNRWA to również symbol. Jej działalność i istnienie pozwalają na podtrzymanie palestyńskiej tożsamości wśród kolejnych pokoleń oraz pamięci o historii narodu. Podczas gdy Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR) – instytucja stworzona do pomocy uchodźcom w uzyskaniu azylu czy repatriacji – szuka rozwiązań, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo, UNRWA przypomina o tym, że problemy Palestyńczyków pozostają nierozwiązane.

O ile w 1948 r. liczbę palestyńskich uchodźców szacowano na 700 tys., to po 70 latach osób mogących korzystać z pomocy UNRWA jest już pięć milionów. A przy tym, poza Jordanią – gdzie większość spośród dwóch milionów Palestyńczyków posiada jordańskie obywatelstwo – są oni bezpaństwowcami. Dyskryminowani, często żyjący w biedzie i naznaczeni piętnem militarnej działalności Organizacji Wyzwolenia Palestyny – która od lat 60. XX w. aż do 1982 r. utrzymywała w Libanie swoje „państwo w państwie”, skąd prowadziła walkę zbrojną z Izraelem – tkwią w stanie przejściowym.

Kwestie niepodlegające dyskusji

O ich powrocie na poważnie nie mówi dziś nikt – mimo że już w 1948 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, która miała gwarantować prawo powrotu lub rekompensatę za utraconą własność. Jako rezolucja niewiążąca, nie przyniosła jednak żadnych rezultatów, a kolejne negocjacje między Izraelem i Autonomią Palestyńską (powstałą po porozumieniach z Oslo, zawartych między Izraelem i OWP) zawsze kończyły się fiaskiem.

Dziś, w obliczu rosnącej liczby Palestyńczyków, którzy mogą aspirować do statusu uchodźcy, Izrael ani myśli podejmować tematu powrotu – poza wszystkim innym, taki powrót znacząco wywróciłby strukturę demograficzną kraju. Izrael, który definiuje siebie jako państwo żydowskie, nie zamierza brać na barki infrastrukturalnego i politycznego ciężaru potencjalnego przesiedlenia do kraju milionów Arabów, z których większość nosi w sobie poczucie niesprawiedliwości dziejowej czy wręcz nienawiści wobec Żydów i Izraela. Jest to zatem kwestia niepodlegająca dyskusji.

Autonomia Palestyńska z kolei nie może porzucić dążenia do powrotu nie tylko ze względu na to, że tak rozumie sprawiedliwość dziejową. Głęboki konflikt między rządzącym Strefą Gazy radykalnym Hamasem, głównym adwokatem prawa do powrotu, a rządzącym na Zachodnim Brzegu Jordanu Fatahem – z prezydentem Autonomii Mahmudem Abbasem na czele, widzianym jako słaby i nieskuteczny – dodatkowo pogłębia wewnątrzpalestyńskie podziały. Każde ustępstwo w kwestii prawa do powrotu dodatkowo nadwyrężyłoby i tak słabą wiarygodność prezydenta Abbasa.

Plan Trumpa

Trwający od lat impas w konflikcie między Izraelem a Palestyńczykami postanowił przerwać prezydent Donald Trump. Zadanie rozwiązania najdłuższego bliskowschodniego kryzysu powierzył Jaredowi Kushnerowi – swojemu zięciowi i zarazem oficjalnemu „starszemu doradcy” Białego Domu. Z charakterystyczną pewnością siebie Trump ogłosił, że ma zamiar doprowadzić do podpisania „układu stulecia”, twierdząc, że nie ma najmniejszego powodu, aby pokój między zwaśnionymi stronami nie został osiągnięty.

Nie mając doświadczenia w dyplomacji ani w sprawach bliskowschodnich – poza jawnym poparciem dla Izraela (Benjamin Netanjahu, konserwatywny premier Izraela, jest przyjacielem jego rodziny), Kushner szybko przystąpił do działania. Ogłosił, że przez dziesięć miesięcy zagłębiał się w niuanse tematu, dzięki czemu jest odpowiednią osobą do rozwiązania trwającego 70 lat konfliktu.

Plan Trumpa wzbudził kontrowersje już w grudniu 2017 r., gdy prezydent uznał za stolicę Izraela Jerozolimę – miasto, w którym Palestyńczycy widzą symboliczne serce swojego przyszłego państwa. Z kolei w styczniu 2018 r. administracja prezydenta ogłosiła zamrożenie części funduszy przeznaczonych dla UNRWA, której budżet od lat w większości zależy od wsparcia Stanów. W efekcie UNRWA otrzymała jedynie 60 mln z obiecanych 365 mln dolarów.

Decyzja ta doprowadziła do największego kryzysu finansowego w historii tej instytucji. Masowe zwolnienia pracowników UNRWA w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu wywołały protesty – i choć palestyńskie szkoły planują przyjąć uczniów 1 września, to nie wiadomo, czy UNRWA wystarczy funduszy, by przetrwać choćby pierwszy miesiąc nowego roku szkolnego. Nie wiadomo również, co dalej z palestyńskimi szpitalami, także zależnymi od pieniędzy agencji.

Bez prawa do powrotu

Amerykański magazyn „Foreign Policy”, który dotarł do tajnej korespondencji Kushnera z wysoko postawionymi urzędnikami administracji Trumpa, twierdzi, że sekretny przepis na pokój na Bliskim Wschodzie ma mieć jeden główny cel: usunięcie wątku prawa do powrotu z negocjacji między Izraelem a Palestyńczykami.

Demontaż UNRWA, którą Kushner miał nazwać „skorumpowaną”, „nieefektywną” oraz „niesprzyjającą pokojowi”, ma być pierwszym krokiem na drodze do celu. W konsekwencji Palestyńczycy zostaliby pozbawieni specjalnego statusu uchodźcy i prawa do powrotu.

Według „Foreign Policy”, dotychczasowe fundusze dla UNRWA miałyby być przekazane krajom goszczącym Palestyńczyków, które od tej pory miałyby wziąć na siebie koszty ich edukacji, opieki zdrowotnej, naturalizacji i przesiedlenia. Propozycję pozbawienia Palestyńczyków statusu uchodźcy Kushner miał już złożyć urzędnikom jordańskim podczas swojej czerwcowej wizyty w tym kraju, ale została ona przyjęta bez entuzjazmu.

Eduardo Wassim Aboultaif, wykładowca na Uniwersytecie Libańsko-Amerykańskim w Bejrucie, zwraca uwagę, że Trump jako pierwszy postanowił w tak jawny sposób interweniować w kwestii prawa do powrotu.

– Amerykanie starają się wytworzyć konflikt pomiędzy krajami, które przyjęły uchodźców, a Palestyńczykami, presja z ich strony ma zaś na celu zmuszenie Autonomii Palestyńskiej do powrotu do negocjacji – mówi mi Aboultaif.

Co dalej? – Z osłabioną UNRWA i ograniczonymi możliwościami krajów regionu, aby wziąć na siebie koszty opieki nad palestyńskimi uchodźcami, wyjściem może okazać się przesiedlenie uchodźców za granicę. Pod warunkiem że zrezygnują z prawa do powrotu do Palestyny – przewiduje Aboultaif.

To płonie wewnątrz nas

Tymczasem prowadzone od 30 marca w Strefie Gazy demonstracje – w ramach „Wielkiego Marszu Powrotu”, którym Palestyńczycy próbowali zwrócić uwagę świata na swoją sytuację – przeistoczyły się w krwawy konflikt. Według palestyńskiego ministerstwa zdrowia, z rąk izraelskich żołnierzy zginęło dotąd przeszło 160 Palestyńczyków.


Czytaj także: Agnieszka Pikulicka-Wilczewska: Niewidzialne kobiety


Protestujący wypuszczali z Gazy nad terytorium Izraela balony i latawce, zawierające łatwopalne materiały, które pustoszyły izraelskie pola uprawne, lasy i sady. Eskalacja i wymiana ognia z obu stron były kwestią czasu. Plan Trumpa, zamiast promować pokój, dodatkowo podgrzał atmosferę.

A o to nietrudno. Emocje wśród Palestyńczyków nie opadają, „Wielki Marsz Powrotu” to zaś także efekt dziesiątek lat poniżenia, desperacji i oczekiwania na zmianę. To również wspólna inicjatywa palestyńskich uchodźców, bez względu na miejsce przesiedlenia, i cel jednoczący wszystkich.

Kulminacja protestów nastąpiła w połowie maja. Tamtego dnia również Palestyńczycy w Libanie – podobnie jak ich rodacy w Strefie Gazy – obchodzili Dzień Nakby, czyli Katastrofy (jak określają swoje przesiedlenie).

Także Wafa Issa, około 50-letnia Palestynka, jak co roku maszerowała parę kilometrów do Arnun, położonej na wzgórzu wsi z ruinami średniowiecznego zamku Beaufort, który był kiedyś strategiczną bazą Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Ze wzgórza jak na dłoni widać bowiem terytorium Izraela. Stąd Palestyńczycy mogą patrzeć na niedostępną dla nich ziemię ojczystą.

Tego dnia na wzgórzu wszędzie widać było młodzież z kartonowymi transparentami w kształcie kluczy – znaku, że kiedyś na pewno powrócą.

Choć Wafa urodziła się w Bejrucie i dzięki małżeństwu z Libańczykiem ma libańskie obywatelstwo, tak samo jak dwójka jej dorosłych dzieci, to zawsze czuła, że dom jest gdzie indziej. Podobnie jak większość jej rodaków na uchodźstwie, w Palestynie nie była nigdy.

– Miałam kiedyś kefiję zawieszoną na drzwiach mojego mieszkania, a z drugiej strony naszą flagę. Mój dom wyglądał jak ambasada Palestyny – mówiła mi Wafa. – Mam wiele przedmiotów sprowadzonych z Palestyny, wszystkie ręcznie robione. Ale to nie te przedmioty wiążą nas z krajem, lecz to coś, co płonie wewnątrz nas.

Wafa pamięta dzień, gdy po raz pierwszy mogła zobaczyć Palestynę z bliska. To był maj 2000 r., a izraelskie wojska kończyły wycofywać się z pozycji w południowym Libanie, który okupowały od 1985 r. To był moment, gdy wielu Palestyńczyków z Libanu po raz pierwszy mogło podejść pod granicę i choć przez drut kolczasty popatrzeć na swoją ziemię.

– Jestem twarda, rzadko płaczę. To był pierwszy raz, gdy płakałam naprawdę – wspominała Wafa. – Płakałam tak, że nie potrafiłam kontrolować emocji. Nie interesowało mnie nic poza tym, że widzę Palestynę po raz pierwszy. Ale nie mogłam tam pójść, mogłam tylko płakać z bólu. Za każdym razem, gdy jestem przy granicy, czuję to samo.

Perspektywa nowej walki

Sewin Sleiman, 25-latka zatrudniona w palestyńskiej organizacji w Bejrucie, choć od Wafy dzieli ją różnica wieku i doświadczenia, czuje to samo: – Nigdy nie porzucimy prawa do powrotu, nadal będziemy walczyć. Mamy prawo być obywatelami naszego kraju, a nie uchodźcami bez praw w innych krajach – mówi mi Sewin.

Dziewczyna nie ma wątpliwości: plan Trumpa nie rozwiąże konfliktu, nie przyniesie pokoju: – Nie mogę nazwać tego inicjatywą pokojową. To raczej inicjatywa zniszczenia Palestyńczyków żyjących poza Palestyną. To, co dzieje się z UNRWA, to próba pozbawienia nas prawa do edukacji, opieki zdrowotnej i powrotu. To inicjatywa wojny, nie pokoju.

Podobne zdania usłyszeć można niemal od każdego Palestyńczyka. Słychać je na co dzień – także w przedstawieniach palestyńskich uczniów czy w libańskiej debacie publicznej, wśród pracowników organizacji pomocowych.

Słychać je też u Alego, w jego skansenie pamięci o dawnej Palestynie: – Ludzie muszą walczyć. Ktoś zabrał ich domy siłą i nie ma na co czekać, trzeba być tutaj i walczyć, aby odzyskać to, co nam odebrano – mówi Ali Khatib.

Za sprawą nowej inicjatywy administracji Trumpa perspektywa walki zdaje się przybliżać. Wątpliwe jednak, by ktoś wyszedł z niej wygrany. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2018