Dobro w sprzeczności. Przepis na „gołe” kluski

Rolnictwo tzw. ekologiczne, jest, dobre dla bioróżnorodności, ale w skali makro zużywa więcej lądu, zostawia ślady „organicznych” środków ochrony i miewa ślad węglowy obciążony ukrytymi składowymi – np. mączką mięsno-kostną, będącą jednym z ważniejszych nawozów ekorolnictwa.

12.08.2023

Czyta się kilka minut

Dobro w sprzeczności
OLEPESHKINA / ADOBE STOCK

Dwa razy więcej kosztowały parówki w dobrze znanej naszym oszczędnym podróżnikom sieci dyskontów Penny Markt. Podobnie żółty ser typu maasdamer, zamiast 2,49 euro kosztował 4,84. Cena organicznej mozzarelli podskoczyła tylko nieco mniej – z 0,89 do 1,55 euro. Zdrożał również jogurt, a nawet – odrobinę – wegańskie sznycle. (Zauważmy na marginesie, że cena podstawowa obu serów jest po przeliczeniu na złotówki podobna, a nawet nieco niższa od tej, jaką płacimy w tutejszych rzekomo tanich sklepach, mając niepomiernie chudsze portfele).

Ale tu nie o Polskę czy Niemcy chodzi, lecz o całą ludzkość i planetę. Oto bowiem sieć (ponad 2 tys. sklepów plus drugie tyle pod wyższą marką Rewe – krótko mówiąc, mastodont detalu) postanowiła pokazać klientom, ile powinno ich kosztować najzwyczajniejsze jedzenie. Wybrano dziewięć produktów, a współpracujące z projektem uczelnie oszacowały z jaką taką dokładnością ukryte koszty związane z ich produkcją, przetworzeniem i dostarczeniem na półki. W przypadku sera na dodatkowe 2,85 euro prawdy składało się m.in.: 85 centów za emisję gazów cieplarnianych przez krowy, 76 centów jako cena zużycia i degradacji ziemi pod hodowlę, 63 centy – ekwiwalent szkód dla zdrowia u rolników pracujących z pestycydami, 10 centów za skażenie wód gruntowych nadmiarem nawozu. Koszty zazwyczaj przerzucane na nie wiadomo kogo – trochę na budżet finansujący środki zaradcze, trochę na potomność, trochę na pechowych mieszkańców krajów dostatecznie dalekich, byśmy nie widzieli, jak muszą paskudzić środowisko.

Całą górkę zarobioną na dydaktycznym eksperymencie Penny przekaże fundacji wspierającej rodzinne gospodarstwa hodowlane w Alpach. Potrzebują wsparcia, bo w dzisiejszych warunkach są, rzecz jasna, ekonomicznie niewydolne, jak większość gospodarstw w Europie. To zresztą żadna nowość – już lud Izraela usłyszał na górze Synaj (por. Kpł 25), że raz na pięćdziesiąt lat w roku jubileuszowym musi nastąpić „reset” własności ziemskiej, co nasz zeświecczony umysł interpretuje jako bezpiecznik zapobiegający wzrostowi nierówności, które musiały się pojawiać przy nisko rentownej i podatnej na silne wahania produkcji rolnej. Rozmaite więc korekty mechanizmów wymiany dóbr, wyrównania i dopłaty są, można by rzec, stare jak świat. Podobnie jak ścisła reglamentacja tego, co jeść należy, a czego ruszać nie wolno, bo się to kłóci z wyższą racją. Kiedyś metafizyczną, dziś poddaną rygorowi naukowego badania skutków środowiskowych.

Chociaż z tym rygorem bywa różnie, bo wiele jest rozmaitych zmiennych, tworzących gęstą, pokrzyżowaną siatkę ekologicznych powinności. W badaniu towarzyszącym eksperymentowi (Penny nie pożałowała na ten piękny greenwashingi zleciła także sondaże) tylko 16 proc. respondentów deklarowało zamiar kupowania produktów z „prawdziwą” ceną. Nie dziwię się, bo dobrowolny finansowy wysiłek ponosimy (jeśli nas w ogóle stać) tylko, gdy równoważy go poczucie, że robimy coś dobrego. Dla siebie, dla bliźnich, dla zwierzątek, dla planety.

Okazuje się jednak, że te różne dobra, poza tym, że trudno mierzalne, są nieraz ze sobą w konflikcie. Rolnictwo tzw. ekologiczne, którego ma być coraz więcej, jest, owszem, dobre dla bioróżnorodności, ale w skali makro (a nie w skali przydomowego krzaczka pomidorów nawożonego kiszonką z pokrzyw) zużywa więcej lądu, zostawia ślady „organicznych” środków ochrony (które nie pozwalają precyzyjnie dawkować obecnej w nich trucizny) i miewa ślad węglowy obciążony ukrytymi składowymi – np. mączką mięsno-kostną, będącą jednym z ważniejszych nawozów ekorolnictwa. Nie wnikajmy, bo to przykre opisy, skąd mianowicie wzięły się zwłoki, z których pozyskuje się flaki, skórę i kości. Nie z Księżyca, to na pewno. Zresztą wiele płodów ziemi miałoby istotnie niższy ślad węglowy, gdybyśmy przestali się opierać GMO (ten opór to kuzyn fobii antyszczepionkowej) i zgodzili na tzw. precyzyjne rolnictwo, wymagające kapitału, inżynierii i komputerów.

Za dużo sprzeczności jak na jeden poczciwy rozum. Nie oznacza to zwątpienia, iż ktoś to lepiej rozumie, może nawet w całości, i że jest nad tym jakieś jedno wielkie Dobro. Sensownym wyjściem jest akt parareligijnej wiary – bez arcykapłanów – w ogólny nakaz powściągliwości w korzystaniu z dóbr przez małe „d”. I nadziei, na przekór apokalipsom z pierwszych stron gazet. ©℗

Końcówkę lata (odleciały jerzyki, dla mnie to już jesień) warto wykorzystać na potrawy, w których ważną rolę odgrywają świeże zioła, mające teraz krótkie apogeum aromatu. Na przykład toskańskie gnudi, czyli „gołe” kluski (gołe, bo to jakby farsz z ravioli bez ravioli). Mieszamy ok. 200 g ricotty (dla krakusów: na Kleparzu na stoisku Magdalenki jest pyszny „ser serwatkowy”) z ok. 200 g szpinaku, ugotowanego, mocno odciśniętego i posiekanego. Dodajemy 4 łyżki parmezanu, sól gałkę muszkatołową, 1 jajko, mieszamy i dosypujemy tyle tylko mąki, żeby dało się z masy kleić kulki. Wrzucamy je na osolony wrzątek, gotujemy do wypłynięcia, przerzucamy bardzo delikatnie na dużą patelnię, na której uprzednio poddusiliśmy w sporej ilości masła listki szałwii – nie podam wam ilości, bo dla mnie nie istnieje takie pojęcie jak nadmiar szałwii.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego powrócił do zawodu – najpierw jako redaktor pierwszego internetowego tygodnika książkowego „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2023