„Dlaczego Niemcy popierają Putina?”

Takie słowa usłyszałem od starszej osoby, która przeżyła II wojnę, i dla której albo jesteś po stronie napadniętej Ukrainy, albo agresora. Ale problem nie jest ze zwykłymi Niemcami.
Czyta się kilka minut
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz w siedzibie Dowództwa Operacyjnego Bundeswehry w Schwielowsee, marzec 2022 r. / / fot. EPA POOL / Associated Press / East News
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz w siedzibie Dowództwa Operacyjnego Bundeswehry w Schwielowsee, marzec 2022 r. / / fot. EPA POOL / Associated Press / East News

Był wieczór 24 marca 1999 r., gdy ówczesny kanclerz Niemiec wystąpił z orędziem. Ze ściągniętą twarzą, bez uśmiechu, ogłaszał rodakom, że po raz pierwszy od 1945 r. Niemcy idą na wojnę. W tym czasie niemieckie myśliwce torowały już drogę NATO-wskim bombowcom, które miały uderzyć na serbskie wojska pacyfikujące Kosowo. Ogłaszając operację NATO przeciw Serbii, kanclerz tłumaczył, że Niemcy biorą w niej udział, gdyż Serbowie prowadzą bezlitosną wojnę przeciw Albańczykom z Kosowa, którym grozi katastrofa humanitarna. Bronimy wartości europejskich: wolności, demokracji, praw człowieka – mówił.

W tym wystąpieniu kanclerz unikał odwołań do historii. Później jednak, gdy głos zabrali krytycy, jego rząd sięgnął po argument historyczny: że owszem, podczas II wojny światowej Niemcy zawinili wobec Serbów, ale to nie powód, by Bundeswehra nie walczyła przeciw serbskim zbrodniarzom, którzy mordują i gwałcą. Opisując działania Serbów, niektórzy ministrowie mówili: to „imperatyw Auschwitz” nakazuje bronić napadniętego.

Dziś wielu Polaków (i nie tylko) pyta: co się dzieje z Niemcami? Niektórzy pytają: „Dlaczego Niemcy popierają Putina?”. Takie słowa usłyszałem od starszej osoby, która przeżyła swoje podczas II wojny, i dla której sprawa jest prosta: albo jesteś czynnie po stronie Ukrainy, która została napadnięta tak jak Polska w 1939 r., albo jesteś po stronie agresora.

Nie, Niemcy nie popierają Putina. Widziałem ostatnio wielu Niemców, którzy przebyli tysiąc kilometrów, by przywieźć pomoc, która potem jechała dalej na Ukrainę (nie tylko leki, także sprzęt wojskowy kupiony za zebrane pieniądze). Bo problem nie jest z Niemcami: sondaże pokazują, że większość społeczeństwa uważa, że ich kraj powinien podjąć takie ryzyko (bo to ryzyko), jakie podejmuje również Polska, i dostarczyć Ukrainie również czołgi. Problemem jest kanclerz Olaf Scholz i jego brak decyzji.

Jeśli Scholz w końcu zdecyduje, by dołączyć do Polaków (wartość pomocy wojskowej, której Polska udzieliła Ukrainie w ostatnich miesiącach, to 7 mld zł), może sięgnąć po argumenty swego poprzednika sprzed 23 lat (być może ułatwieniem dla niego będzie fakt, iż poprzednik ten także był socjaldemokratą: nazywał się Gerhard Schröder).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18-19/2022