Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Danke!

Danke!

11.06.2018
Czyta się kilka minut
Nie ma ofert powiększania mózgu, czy choćby odsysania bigosu z głowy, a rynek na takie usługi wydaje się ogromny.
Fot. Grażyna Makara
N

Naturalnie te upięknienia byłyby popularne tylko wśród tych, którzy z niedomiaru własnego rozumu, bądź to z nadmiaru bigosu, zdają sobie choć trochę sprawę. Owa samoświadomość nie jest jednak zjawiskiem powszechnym. Rozpoznanie deficytu to konieczność skorzystania z trudno dostępnych i bardzo kosztownych technik obrazujących, ale już nadmiar bigosu w głowie wydaje się do zdiagnozowania znacznie prościej. Wystarczy nagrać siebie samego i odsłuchać w towarzystwie ludzi życzliwych albo poczytać na głos to, co się samemu napisało.

Nie przyszłoby nam do głowy, żeby wypowiadać się na temat niedawnej przygody o charakterze obyczajowym jednego z tutejszych ulemów u władzy, gdyby nie publiczne próby tłumaczenia jego kłopotów przez jego politycznych przyjaciół w mediach. Oto – jak czytamy tu i ówdzie – radykał ów ma problemy łóżkowo-polityczne z powodu aktywności służb specjalnych niemieckich. Każdy, kto był ciekaw, czym jest bigos w głowie – ma tu właśnie pełny jego garnek.

Pomijamy, że w owych rozważaniach nie ma choćby dobrotliwego napomnienia o charakterze moralnym. Że – powiedzmy – nieładnie jest robić to lub owo. Że – powiedzmy – są sprawdzone od wieków naturalne i niechemiczne techniki hamowania libido, że są takoż środki chemiczne oraz zabiegi zabezpieczające, że są też lektury, których sugestywność pozwala odsunąć myśli nieczyste. Niektóre nawet na zawsze. Że są takoż w tanich księgarniach – tu się rozkręcamy doradczo – przystępnie napisane podręczniki na temat kreowania własnego wizerunku, pełne spisów czynności przez autorów odradzanych. Sporządzenie choćby skróconej bibliografii tego typu pozycji, na użytek dowolnego fundamentalisty, jest nawet w naszym zasięgu. Nie mamy wątpliwości, że nawet ich pobieżna lektura umożliwiłaby onemu przejście w chwale przez oka różowej sieci rzuconej przez niemiecką agenturę.

Z naszego punktu widzenia informacja na temat – jak się ktoś był łaskaw ostatnio wyrazić – „cynicznie zaplanowanej operacji niemieckich sił specjalnych” jest przede wszystkim plagiatem. Niecynicznym rzecz jasna, do produkcji cynizmu potrzebna jest bowiem odrobina inteligencji. Otóż nie jesteśmy jeszcze na tyle odmóżdżeni, by nie pamiętać, że wedle propagandy rządzącej tu w latach 80. junty wojskowej Lech Wałęsa dostał Nagrodę Nobla dzięki operacyjnemu działaniu Bundestagu. Zauważamy z niejakim żalem, że ówczesna obecność bigosu we łbach, być może z powodów aprowizacyjnych, była jakby mniejsza, że mózgi lud miał wtedy większe. W magiczną aktywność i skuteczność działań niemieckich rewizjonistów nie wierzyły wtedy nawet dzieci w podstawówkach, nie mówiąc o motorniczych ówczesnej propagandy, których nazwisk nie będziemy tu przytaczać, by nie zostać obwinionymi o łatwe skojarzenia. Dziś w podobne brednie wierzy połowa obywateli zdolnych do wizyty w punkcie wyborczym.

Trochęśmy się teraz nadęli, więc spuściwszy nieco zalatującego bigosem powietrza z naszej głowy, musimy wreszcie podsumować. Otóż erotyczne przygody fundamentalisty religijnego i jego dramatyczne „zawieszenie w prawach członka”, a wszystko to wyreżyserowane przez pogrobowców Hitlera – bo przecież to chcieli nam powiedzieć dzisiejsi macherzy – niosą, dodawszy doświadczenia sprzed lat, dwie dobre informacje: Niemcy ułatwiają nam życie, jak mogą. Załatwiają nam prestiżowe nagrody, forsę i panienki. Danke! ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Fot. Grażyna Makara
Felietonista „Tygodnika Powszechnego”, pracuje w Instytucie Literackim w Paryżu.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Chciałoby się śmiać, gdyby nie to, że tu płakać trzeba, trawestując ś.p. Posła Jerzego Zawieyskiego.

dopasowując się do ironicznej i kpiarskiej nieco konwencji felietonu proponuje Państwu powtórkę z historii - tak, czeskiego hokeja na lodzie - z absolutnie współczesnym odniesieniem do bohatera powyższego tekstu; Popil, Poruhal i Smutny to nazwiska trzech słynnych swego czasu czeskich hokeistów +++ https://twitter.com/EMichalik/status/1005219953795125248

Staszek... zanadto
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]