Co to znaczy „doskonałość”

„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” – kluczowe zdanie Jezusowego „Kazania na równinie” w zapisie św. Łukasza.
Czyta się kilka minut
Fot. Grażyna Makara /
Fot. Grażyna Makara /

Kluczowe i programowe; odpowiada Mateuszowemu: „Bądźcie doskonali, jak Ojciec wasz jest doskonały”. Doskonałość w ustach Jezusa to nie abstrakcyjny perfekcjonizm, odnoszący się do równie abstrakcyjnego ideału; doskonałość to miłosierdzie.

By pójść naprawdę za tym słowem, trzeba uchwycić nie tyle to, co Bóg czyni, ale to, kim jest. Jest Ojcem. I właśnie to, kim jest, determinuje Jego miłosierne działanie. Jeśli weźmiemy równoległe do Łukaszowego tekstu „Kazanie na górze” w zapisie Mateusza, zobaczymy, że słowo Ojciec w odniesieniu do Boga powraca tam wielokrotnie. Tymczasem u Łukasza pojawia się tylko raz, w tym konkretnym miejscu: „Bądźcie miłosierni jak Ojciec”. Nie: jak „Bóg” (w ogólności), lecz jak Bóg, który jest Ojcem.

Jest Ojcem wobec całego stworzenia, w szczególności względem człowieka, i czuje się z nim głęboko związany, pozostający w możliwie najbliższej relacji. Kocha. Zależy mu. Czuje się odpowiedzialny. I nie może być obojętny wobec cierpienia któregokolwiek z ludzi – nawet jeśli jest ono przez samego człowieka spowodowane – sobie czy innym. Wkracza ze swoją miłością i łaską, mocą i mądrością. Musi się objawić w swoim miłosierdziu. Ojcostwo „wymusza” na Nim miłosierną aktywność.

I to jest właśnie miejsce w logice miłosierdzia dla nas najtrudniejsze: zaangażowanie, osobista i głęboka relacja. Zrozumiałem to niedawno w Taizé. Rozmawiałem z uchodźcą z Sudanu. Od kilku lat mieszka z braćmi, skończył studia, znalazł pracę. Zapytałem: co było najtrudniejszym dla niego doświadczeniem w Europie? Odpowiedział, że to była i jest samotność – wręcz izolacja, w jakiej z wyboru żyją Europejczycy: każdy sobie, każdy wyłącznie dla siebie, w swoim świecie, szczelnie ogrodzonym. Raczej jeden obok drugiego niż jeden z drugim.

Tak żyjemy i w taki sposób gotowi jesteśmy świadczyć miłosierdzie potrzebującym: jak obcym ludziom, którzy pozostaną dla nas obcymi. Byle nie nawiązała się jakakolwiek głębsza, ludzka relacja. Byle nie popatrzeć w oczy; byle tylko nie uścisnąć ręki; byle nie musieć słuchać.

Właściwie z czego wynika to „miłosierdzie na dystans”? Na pewno nie z równie wewnętrznego, co serdecznego imperatywu – potrzebujących nie traktujemy jak krewnych: siostrę, brata, matkę czy ojca. Nie czujemy się z nimi w istotny sposób związani – tak, by nas to przynaglało do działania.

Co więcej, zdarza się, że sam fakt, iż ktoś z naszych bliskich znalazł się w poważnej potrzebie („wylądował na ulicy”), uważamy za wystarczający, by zawiesić na kołku więzy pokrewieństwa: bo wstyd; bo poczucie zawodu; bo niespełnione oczekiwania…

Jezus mówi: najpierw osobowe odniesienie, potem zewnętrzna pomoc (np. finansowa). W każdym razie właśnie to znaczy: być miłosiernym jak Ojciec. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2019