Cienie

Jubileusz Tygodnika właśnie się zaczął, a mnie przypomina się zupełnie inne miejsce w Krakowie i inne środowisko. Też z czasu przeszłego. Na krótki czas to był także mój świat, bo po zamknięciu naszego pisma wiosną '53 roku tam znalazłam pracę. Nowo powstały Instytut Fizyki Jądrowej miał szefa, który się nie bał.
Czyta się kilka minut

Bez wahania zatrudnił eks-redaktorkę wrażego pisma w swoim nowym sekretariacie, nie zwracając uwagi i na to, że to laik, nie mający pojęcia o pracy w poważnym biurze. Wystarczyło zresztą, że zostałam podwładną wspaniałego fachowca od finansów i banków, pani Heleny Lisowskiej. A zespół cierpliwie znosił moje urzędnicze wpadki, nb. zespół zżyty zupełnie nie na miarę tych strasznych czasów.

IFJ będzie jesienią obchodził własny jubileusz i sam zajmie się wspomnieniami. Nawiązałam do niego, bo jeden drobiazg złączył mi się z sześćdziesięcioletnim “Tygodnikiem". Otóż szef IFJ, prof. Henryk Niewodniczański, wiernie przestrzegał pewnego zwyczaju. Coroczne nagrody dla pracowników celebrował nie zdawkowo, ale bardzo serio, na specjalnym spotkaniu załogi, wręczając je osobiście każdemu od docentów do woźnych czy palacza kotłowni, dodając do uścisku ręki parę słów osobistego podziękowania. To nie było normą, także wtedy. Kiedy - przedwcześnie - odszedł i jego następca, z młodszego już pokolenia, zwyczaj zarzucił, nagrody zaczęto odbierać w kasie, po prostu podpisując odbiór. I ludzie poczuli się zranieni. Po cichu wspominali, jak to było “za Profesora".

Przypomniało mi się teraz to zdarzenie, bo my w “Tygodniku" też nigdy nie mieliśmy okazji do wyrażania podziękowań tym, bez których “Tygodnik" albo w ogóle by nie wychodził, albo nie był sobą w takim stopniu, jak był. Ba, nagród też nie było długi czas, kto niby miał nam je dawać?

Więc teraz ostatnia chwila na pięć minut wdzięczności wyrażonej cieniom ludzi, którymi pismo stało na co dzień, nie od święta. Takim, co nie mają swoich utrwalonych portretów książkowych czy prasowych, swoich fotografii w mediach, ba, może nawet dzisiejsza redakcja nie potrafiłaby już odtworzyć ich imion. Stają mi przed oczyma, przynajmniej niektórzy z tych, co odeszli - zupełnie, na tamten świat albo tylko od nas z Wiślnej. Marysia Turowicz, przemądra i pełna wiedzy wszelakiej (potem przekładała książki Ingardena), a tylko korektorka i omal goniec. Miecia Regiec, umiejąca stenografować w paru językach, wierna, a tak niedoceniana. Irena, bez której zapału i pracowitości nie byłoby soborowych “telefonów z Rzymu" i nie przechowałyby się kazania arcybiskupa i kardynała Wojtyły... Marysia Lach, opiekuńczy dobry duch, archiwistka z Bożej łaski.. Pan Karol, woźny serwujący nam w głodne popołudnia kiełbasę grzaną na korytarzowej kuchence. Marian, najwierniejszy z gońców i ekspedytorów. Jerzy, najdłuższy stażem korektor. I z zapomnianych redaktorów ten jeden przynajmniej, Jurek Kołłątaj, najlepszy sekretarz redakcji, zawsze odpisujący na listy, a nigdy nie mający czasu na własną - dobrą przecież - publicystykę. O nich wszystkich, tych dawnych redaktorach, mogłaby powstać niejedna książka. Tylu nieobecnych, same cienie, dosłownie albo z winy samej odległości. Im wszystkim też zawdzięczamy “Tygodnik" w jego kolejnych rocznikach. Pospieszne, spóźnione pięć minut wdzięczności, skoro nigdy nie było nagród ani uścisku dłoni, ani jednego bodaj słowa uznania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2005