Budżetowy odwet

Uchwalanie budżetu to coroczny wybór: komu zabrać, by komuś dać. W grę wchodzą więc nie tylko rachuby ekonomiczne, ale i polityczne. Nie inaczej było podczas ubiegłotygodniowej walki w parlamencie o kasę 2005. Wedle rachunków opozycji rządowy plan finansowy nieźle wygląda jedynie na papierze, a w rzeczywistości spora część deficytu została kreatywnie ukryta w planach oraz rozmaitych funduszach państwowych. Takie chwyty jednak to nie pierwszyzna: wiele gabinetów, w trosce o dobrą opinię u wyborców, odmalowuje pięknie budżetową fasadę, choć stan tyłów jest opłakany.
Czyta się kilka minut

Gorzej, że ofiarą tegorocznej budżetowej walki stało się kilka kluczowych instytucji państwa. I zdecydowały o tym już nawet nie polityczne, ale ideologiczne bądź koniunkturalne kryteria.

Sejm, po pierwsze, drastycznie okroił budżet Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Owszem, przez swe upartyjnienie KRRiTv jest instytucją skompromitowaną i dawno powinna zostać albo gruntowanie zreformowana, albo zlikwidowana. Tyle że do tego potrzeba odważnej decyzji politycznej parlamentu. Tymczasem posłowie od niej uciekli: chcą ograniczyć rolę Rady, tnąc pieniądze na jej działalność. Skutkiem może być tylko jej dalsza zapaść i kolejne wpadki.

Sejm zmniejszył też budżet Instytutu Pamięci Narodowej. Znowu: przy wszystkich wadach IPN (począwszy od tych, wynikających z samej ustawy, po te, tyczące praktyki jego działania: udostępnianie archiwów upolitycznionym i nieprofesjonalnym zespołom badawczym, przecieki mające na pozaprawnej drodze prowadzić do rozszyfrowania byłych agentów bądź, z drugiej strony, tuszowanie informacji o niewygodnych dla wpływowych instytucji przypadkach współpracy) - musi to zostać odebrane jako ideologiczna zemsta mającej wciąż parlamentarną większość lewicy.

Podobne wrażenie - politycznego odwetu, tyle że tym razem całego parlamentu - mogą wywoływać zakusy na budżet Trybunału Konstytucyjnego. Prezes Trybunału, prof. Marek Safjan, coraz częściej zmuszony jest alarmować publicznie nie tylko o fatalnej jakości legislacyjnej pracy posłów, ale też o lekceważeniu przez Sejm wyroków sądu konstytucyjnego, mających przecież moc wiążącą. Przykładem choćby werdykty w sprawie przyjęć na aplikacje adwokackie i radcowskie, dóbr osobistych osób lustrowanych, podwyżek dla pracowników służby zdrowia (słynna ustawa “203") czy mienia zabużańskiego. W efekcie cierpią nie tylko prawa i interesy obywateli, ale również powaga Konstytucji, o kasie państwa, obciążanej odszkodowaniami za poselskie kiksy, nie wspominając. Tymczasem parlamentarzyści, zamiast zająć się poprawianiem swoich błędów ustawodawczych, próbują odegrać się na nielubianym przez nich siłą rzeczy Trybunale przez przykręcenie kurka z pieniędzmi. W tej grze fakt, że jest on jedną z niewielu wciąż powszechnie cenionych instytucji III RP, nie ma znaczenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2004