Bracia

Historia braci Bukowińskich mogłaby być źródłem dobrego hollywoodzkiego scenariusza: opowieści o wędrującym po stepach sowieckiego Kazachstanu księdzu oraz jego przyrodnim bracie, funkcjonariuszu komunistycznego aparatu represji.

09.05.2004

Czyta się kilka minut

 /
/

Październik 1998, wrocławski Arsenał. W tłumie zwiedzających wystawę “Winni? Niewinni?" - o komunistycznych sędziach i prokuratorach wojskowych - wiele osób w podeszłym wieku, młodzież, dziennikarze. Przed portretem jednego ze stalinowskich funkcjonariuszy dwóch mężczyzn rozmawia szeptem. Nie mogą uwierzyć, że człowiek z portretu, którego znali jako oficera AK, wydawał wyroki śmierci na swoich. Stają osłupiali, gdy człowiek z fotografii okazuje się bratem ks. Władysława Bukowińskiego.

Bracia pochodzili z bogatej kresowej rodziny. Ojciec Józef-Cyprian, absolwent szkoły rolniczej w Dublanach, za carskiej Rosji był dyrektorem cukrowni na Ukrainie. W 1904 r. w Berdyczowie urodziło się pierwsze dziecko Bukowińskich: Władysław. Miał kilka miesięcy, kiedy ojca za udział w strajku 1905 r. osadzono na Pawiaku. Dokumenty milczą, kiedy Bukowińscy opuścili kresy. Nie sposób też dociec, co stało się z pierwszą, nieznaną z imienia żoną Józefa-Cypriana i matką księdza.

W 1921 r. panią Bukowińską była już znacznie młodsza od męża Wiktoria Scipio del Campo, córka właściciela składu narzędzi rolniczych z Berdyczowa. Przez ponad 20 lat stanowisko zarządcy majątku Potockich w Krzeszowicach pod Krakowem zapewniało rodzinie dostatnie życie.

Gdy w 1921 r. urodził się młodszy syn Bukowińskich, Zygmunt, jego starszy brat przygotowywał się do studiów na Wydziale Prawa UJ. Pięć lat potem z dyplomem magistra kontynuował naukę; tym razem na Wydziale Teologicznym. W 1931 r. Władysław Bukowiński otrzymał z rąk kardynała Sapiehy święcenia kapłańskie. Po kilku latach pracy w Rabce i Suchej Beskidzkiej został wykładowcą w seminarium duchownym w Łucku. W chwili wybuchu wojny był proboszczem tamtejszej katedry.

W tym czasie Zygmunt zdał maturę w Krakowie. Przeżywał młodzieńcze przygody w harcerstwie. Przemierzając leśne dukty nie przypuszczał, że niebawem będzie nimi chodzić jako żołnierz AK.

Wojna

W sierpniu 1940 władze sowieckie uwięziły księdza Bukowińskiego, oskarżając go o “propagandę antyradziecką". Chwilową wolność jemu i tysiącom innych Polaków na Kresach przyniósł wybuch wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 r.

“23 czerwca 1941 r., - pisał ksiądz - znajdowałem się w więzieniu w Łucku. Tegoż dnia były tam krwawe i tragiczne zajścia, a mianowicie masowe rozstrzeliwania więźniów. (...) Kiedy leżałem na dziedzińcu więziennym pod kulami, byłem dziwnie spokojny. Całe moje wówczas 36-letnie życie skurczyło się do jakiejś znikomej chwilki. Udzieliłem rozgrzeszenia moim sąsiadom, leżącym obok mnie na ziemi. Umysł mój pracował bardzo intensywnie. Przeżyłem koniec doczesności i blask wieczności, (...) a duch krążył swobodnie między doczesnością a wiecznością, jak nigdy przedtem i potem w życiu".

Kilkaset kilometrów na zachód od Łucka Zygmunt Bukowiński pomagał wujowi prowadzić majątek w Święcicy. W październiku 1941, jak wielu kolegów, został żołnierzem Narodowej Organizacji Wojskowej, a następnie ZWZ-AK. Przyjął pseudonim “Karaś". Po ukończeniu konspiracyjnej szkoły podchorążych otrzymał stopień kaprala podchorążego i został dowódcą plutonu w gminie Obrazów (powiat Sandomierz). W lipcu 1944 jego pluton wszedł w skład 2 Dywizji Piechoty AK. Zygmunt walczył w Kieleckiem: pod Kawęczynem, Miedzianą Górą, Wzdołem, Siekiernem i w okrążeniu w lasach starachowickich. Latem 1944 został ponownie awansowany (na podporucznika); powierzono mu dowództwo plutonu ciężkich karabinów maszynowych.

W grudniu 1944 r., po rozformowaniu jednostki, zerwał kontakty organizacyjne z AK. Na krótko zamieszkał w miejscowości Wzdół Wielki, bezskutecznie szukając pracy. 20 stycznia 1945 r. wyjechał do Krakowa. Podczas marcowej mobilizacji do Ludowego Wojska Polskiego trafił do stacjonującego w Krakowie 2 zapasowego pułku piechoty. Swą AK-owską przeszłość ujawnił w październiku 1945 r.

Tymczasem 4 stycznia 1945 r. NKWD po raz drugi aresztowało ks. Władysława Bukowińskiego. Oskarżony o pracę na rzecz Watykanu, dostał wyrok 10 lat obozu pracy. Po 18 dniach pobytu w siedzibie NKWD w Łucku i 18 miesiącach w więzieniu w Kijowie, kolejnych 8 lat pracował w łagrach na Uralu, w Czelabińsku, i w kopalni miedzi w Dżezkazganie, 500 km od Karagandy. 10 sierpnia 1954 r. opuścił obozowe piekło. Na krótko.

Ksiądz wspominał: “Było to podczas mojego pierwszego uwięzienia. (...) Sędzia śledczy nawet nie umiał prowadzić śledztwa i raz po raz zapędzał je w ślepy zaułek. Choć ja mu powiedziałem wszystko, co można było powiedzieć na to lub inne pytanie, on żądał, bym powiedział mu jeszcze więcej, a rzeczywiście nie było nic więcej do powiedzenia czy do ukrycia przed nim. Raz po raz mówił nadumajties - namyślcie się. (...) Tak było parę dobrych dni, aż wreszcie mój sędzia śledczy coś zauważył. Wysunął głowę spod gazety i zapytał się: »A co wy tam robicie?«. Ja: »Modlę się do Boga«. On (zrywa się z miejsca i wrzeszczy na całe gardło): »Tutaj zabrania się modlić do Boga«. Ja: »Niech się pan uspokoi. W przyszłości będę się tak modlić, żeby pan tego nie zauważył«. Ksiądz pisał dalej: »Jedziemy do Kijowa, a potem zapewne jeszcze dalej na wschód. Tam, na wschodzie jest moja przyszłość życiowa. Z woli Opatrzności Bożej. Obym godnie ją wypełnił«".

Sędzia i więzień

Przez kilka miesięcy po ujawnieniu Zygmunt służył w Krakowie jako adiutant dowódcy batalionu w 17 Dywizji Piechoty. Z początkiem 1946 r. przeniesiony został do sądownictwa wojskowego. Początkowo był kierownikiem kancelarii i sekretarzem Wojskowego Sądu Garnizonowego, następnie Wojskowego Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Jesienią 1946 zaczął studiować prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, ale naukę przerwał po pierwszym roku.

W październiku 1946 został sekretarzem w Wojskowym Sądzie Rejonowym we Wrocławiu. W specjalnym sądownictwie wojskowym robił szybką karierę: podporucznik (styczeń 1946), porucznik (sierpień 1946), asesor (kwiecień 1947), sędzia (kwiecień 1948), kapitan (lipiec 1948). Pierwsze wyroki śmierci wydał w lutym 1948. Ofiarami - niedoszłymi, bo ułaskawionymi decyzją prezydenta PRL Bolesława Bieruta - byli dwaj członkowie podziemnej organizacji “Czarna Śmierć" - Bogdan Krutowicz i Wiktor Plura. Decyzją Bieruta ocalał także członek AK Bronisław Cybuch, skazany przez Bukowińskiego na śmierć w czerwcu 1948.

6 sierpnia 1948 r., zaraz po awansie na kapitana, Bukowiński zasiadł w składzie sądu rozstrzygającego o losach członków kierownictwa okręgu wrocławskiego “WiN". Niedługo potem złożył podpis pod trzema kolejnymi wyrokami śmierci. “Na terenie Dolnego Śląska z końcem 1945 r. - czytamy w uzasadnieniu wyroku - zaczęła działać nielegalnie organizacja Wolność i Niezawisłość, w skrócie WiN. Trzon tej organizacji stanowili byli członkowie Armii Krajowej, którzy nie zrozumieli, bądź nie chcieli zrozumieć doniosłych historycznych przemian, jakie dokonały się w Polsce z chwilą zwycięstwa obozu Demokracji Ludowej, a ulegając propagandzie międzynarodowej reakcji obrali drogę negacji i wstecznictwa działając przeciwko Narodowi i Państwu w służbie obcych interesów. (...) Oskarżeni [Ludwik] Marszałek, [Stanisław] Cisek i [Stanisław] Dydo - to ludzie młodzi, ludzie niewątpliwie energiczni, utalentowani i zdolni - ludzie, którzy swą pozytywną pracą dla dobra Narodu i Państwa mogliby przynieść niewątpliwie dużo korzyści i pożytku (...) wybrali jednak drogę nie konstruktywnej pracy dla dobra dźwigającej się z ruin i zgliszcz Polski, lecz drogę negacji, drogę przeszkadzania wszelkim poczynaniom odbudowującej się Polski Ludowej".

Nie wierząc w łaskę Bieruta, major AK i WiN Ludwik Marszałek napisał pożegnalne listy do rodziny. Do żony: “Ukochana żono Wanuś! Kochałem Cię bardzo - przebacz mi, co złego zrobiłem. Błogosławię Cię i proszę Boga, abyśmy mogli spotkać się w żywocie wiecznym. Ludwik". Do córki: “Moja córeczko Marysieńko! Błogosławię Cię. Bądź szczęśliwą. Dąż do nieba, abyśmy tam mogli żyć w wiecznym szczęściu. Tatuś". Do syna: “Mój synku Krzysiu! Błogosławię Cię na szczęśliwe życie. Módl się, pracuj, bądź dobrym Polakiem, a da Bóg, że zobaczymy się w niebie. Twój Ojciec".

W sierpniu 1948 Zygmunt Bukowiński orzekł jeszcze dwie kary wobec członków WiN: tymi, którzy jego zdaniem zasługiwali na eliminację ze społeczeństwa byli Jan Klamut i Leon Macherowski (ułaskawiony później). Wśród sądzonych przez Bukowińskiego byli głównie ludzie młodzi, akowcy, członkowie WiN i lokalnych grup antykomunistycznych, także kilka kobiet. W grupie kilkudziesięciu skazanych było wielu z wysokimi wyrokami: Wacław Belka - 10 lat; Kazimierz Charchut - 12 lat; Edward Fiołek - 12 lat; Anna Hierzyk - 7 lat; Emilia Jaskuła - 10 lat; Stanisław Jaskuła - dożywocie (zmarł w więzieniu); Tadeusz Kopeć - 10 lat; Teofil Krall - 15 lat; Henryk Krzycki - 10 lat; Eugeniusz Kukieza - 10 lat; Mieczysław Kwiatkowski - 13 lat; Ewa Lachnitt - 5 lat; Jan Leśniowski - 12 lat; Celina Łubieńska - 7 lat; Wincenty Macherowski - 15 lat; Wincenty Mucha - 8 lat; Bronisław Pelczarski - 8 lat; Halina Sieleżynska - 9 lat; Marcin Sondej - 15 lat; Stanisław Stefko - 12 lat; Barbara Szpot-Dunin - 7 lat; Janina Szwarc - 6 lat.

W listopadzie 1948 we Wrocławiu przyszła na świat pierwsza córka Zygmunta. Dwa dni potem, w tym samym mieście, w więzieniu przy Kleczkowskiej rozstrzelano Marszałka, Ciska, Dydę i Klamuta. Ich ciała potajemnie pogrzebano w odległej części Cmentarza Osobowickiego.

Jesienią 1948 za udział w biesiadzie alkoholowej, na której po procesie członków WiN bawili się razem uczestniczący w rozprawie sędziowie, prokurator i obrońcy, Bukowińskiego ukarano obniżeniem stopnia do porucznika. Przeniesiony karnie do pracy w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, jeszcze przed końcem roku orzekł tam karę śmierci wobec Zdzisława Czaplickiego, w styczniu 1949 wobec żołnierza NSZ Jana Brauna, a w kwietniu wobec braci Bogackich.

Na długiej liście skazanych przez Zygmunta Bukowińskiego na kary więzienia z przyczyn politycznych znalazło się blisko 70 członków NSZ i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Dalej orzekał wysokie kary, powyżej 10 lat. Nazwiska: Banaszewski, Banaszkiewicz, Białaszewski, Białoskórski, Borowski, Brudzyński, Charzyński... “Z wydawanych przez siebie wyroków w sprawach politycznych - notowali przełożeni Bukowińskiego ze stolicy - a w szczególności z niezwykle surowych wyroków wynika jego wrogi stosunek do reakcji".

W lutym 1950, u szczytu swej wojskowej kariery, sędzia Bukowiński został aresztowany i osadzony w areszcie Okręgowego Zarządu Informacji Nr 1 w Warszawie (wojskowego UB). Powodem siedmiomiesięcznego - jak się miało okazać - uwięzienia była treść postanowienia Naczelnej Prokuratury Wojskowej, oskarżająca byłego akowca o udział w zabiciu w 1943 r. dwóch Rosjan.

***

“Było to - notował w tym czasie ks. Władysław Bukowiński - zimą 1947/1948. Byłem wtedy w wielkim obozie w uralskich górach (...). Mieszkaliśmy w dużych barakach w warunkach bardzo prymitywnych. (...) Surowo się zabraniało przechodzić z baraku do baraku. Przez całą noc kursowały po obozie patrole. Każdy złożony z podoficerów wojsk NKWD, czyli tzw. popularnie »czekistów«. Jeżeli taki patrol złapał w nocy niefortunnego spacerowicza, to natychmiast odprowadzał go do karceru, gdzie trzeba było spędzić trzy doby.

Przez kilka nocy przygotowywałem do pierwszej spowiedzi jednego mojego rodaka pochodzącego z okolic Kamieńca Podolskiego, który miał na imię Bolesław. (...) Po kilku nocach przygotowawczych Bolesław bardzo ładnie się wyspowiadał z całego życia. Było już dobrze po północy, kiedy wracałem do swojego baraku, który znajdował się na końcu obozu. Wtem błysk ręcznej lampki elektrycznej i głos: »Stoj, kto idiot?« Natknąłem się na patrol. Pierwszy podoficer: »A, to pop. Czegóż ty popie włóczysz się w nocy po obozie?«. Podchodzi do mnie, uderza mnie w prawy policzek, aż zapiekło i mówi: »Wynoś się«.

Po kilku minutach przyszła refleksja. Właściwie to patrol miał obowiązek natychmiast wpakować mnie do karceru. Tymczasem obaj podoficerowie poprzestali na wymierzeniu mi doraźnej kary. Z ich strony był to swego rodzaju humanitaryzm...".

"Czuję wstręt do AK"

Zwolniony z wojska, Zygmunt wrócił do Wrocławia. W maju 1951 podjął pracę w Miejskim Przedsiębiorstwie Rozbiórkowo-Porządkowym (jako referent wydziału zbytu i kierownik sekcji współzawodnictwa). W lipcu został ojcem drugiej córki. W tym czasie wrocławski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego szukał możliwości skuteczniejszej inwigilacji byłych członków AK z Kieleckiego (operacje prowadzono pod kryptonimami “Ujawnieni" i “Nieujawnieni").

Szczegółowy plan “zdjęcia obiektu" - przewidujący aresztowanie Bukowińskiego na dworcu, gdy miał jechać na delegację - zawiódł. Niezrażony niepowodzeniem, chorąży Marian Maszyński z UBP, nie rezygnował z powierzonego zadania: po rekonesansie w Miejskim Przedsiębiorstwie Rozbiórkowym, poszedł do mieszkania Bukowińskich. Przedstawił się jako nowo zatrudniony pracownik przedsiębiorstwa rozbiórkowego, którego wysłano w roli gońca z wiadomością o przybyciu inspektorów z Warszawy i konieczności pojawienia się Bukowińskiego w pracy. Zaskoczony gospodarz tłumaczył swą nieobecność w pracy: poprzedniego wieczoru z okazji zaręczyn kolegi trochę wypił i wracając upadł, wybijając sobie rękę w obojczyku. Właśnie miał iść do lekarza. Obaj wyszli z mieszkania. W dogodnym momencie funkcjonariusz bezpieki ujawnił rzeczywisty powód spotkania. Dla uzyskania większego efektu psychologicznego zamiast do lokalu kontaktowego aresztowany trafił do siedziby UBP.

Tam Bukowiński chętnie odpowiadał na pytania, podając pseudonimy i nazwiska znanych sobie żołnierzy AK, a także ich miejsca aktualnego zamieszkania. Ku jego przerażeniu, w śledztwie wrócił wątek śmierci dwóch Rosjan. “Zabójstwa dokonał osobiście Mrowicki - zeznał Bukowiński - z grupy dywersyjnej »Tarzana«, który obecnie zamieszkuje na terenie woj. gdańskiego oraz »Roman« i inni, których zna Mrowicki, a których mogę ustalić przez znanych mi członków AK z sandomierskiego".

“W toku dalszego przesłuchania - czytamy w meldunku UBP o przebiegu werbunku agenta - kandydat zwrócił się z zapytaniem, wyrażając skruchę i obawę, że będzie siedział w więzieniu, dlaczego to on ma być ofiarą polityki rządu londyńskiego w Polsce w okresie okupacji. Dalej nadmienił, że sam był członkiem AK, jednak będąc sędzią w Wojskowym Sądzie Rejonowym dawał duże wyroki organizacjom AK-owskim, działającym po wyzwoleniu. Nadmienił dalej, że obecnie czuje wstręt do b. członków AK, którzy spełniali (sic!) mordy na działaczach lewicowych i jako dla takich będzie bezwzględny i starał się będzie rozszyfrowywać wrogą działalność takowych na obecnym etapie".

Kilkanaście godzin później ładnym charakterem pisma oświadczał: “Ja, Bukowiński Zygmunt, zobowiązuję się przed Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego okazać dobrowolną wszechstronną pomoc w wykrywaniu osób prowadzących wrogą działalność na szkodę Polski Ludowej". Jako agent UB przybrał sobie pseudonimem “Grotkiewicz".

Zanim następnego dnia opuścił gmach UB, zostawił kilkadziesiąt stron zeznań i notatek. W ciągu jednej doby zdążył napisać: zobowiązanie do współpracy, życiorys, wykaz członków rodziny i znajomych zamieszkałych w Polsce i za granicą (19 osób), kolejny spis krewnych (32 osoby) i znajomych (20 osób), spis członków AK z jego plutonu (20 osób), dwa doniesienia agenturalne, wykaz członków AK z Kieleckiego (60 osób), wykaz członków AK, z którymi miał kontakt, wreszcie notatkę o prasie podziemnej w czasie okupacji.

***

Listę członków rodziny otwierały informacji o ojcu i matce. Po nich przyszła kolej na brata-księdza i żonę: “Bukowiński Władysław - informował Zygmunt - lat ok. 50, brat przyrodni, ksiądz. Do 1945 r. proboszcz katedry w Łucku na Wołyniu, aresztowany w 1945 r. przez władze radzieckie za wygłaszanie kazań antyradzieckich. Miałem o nim ostatnią wiadomość w 1947 r., że siedzi w więzieniu w Kijowie. Czy żyje obecnie, nie wiem. Z wykształcenia prawnik i ksiądz, bezpartyjny, zna francuski, niemiecki i rosyjski. Za granicą nie ma nikogo. Pracował przed 1939 r. w Akcji Katolickiej na Wołyniu".

O żonie: “Bukowińska Krystyna, żona, lat 28, córka urzędnika skarbowego, dwoje dzieci, bezpartyjna. Była w ZSRR od 1939-1945 w Kazachstanie. Ma brata Romana, lotnika RAF, za granicą. Ostatnio jest on w Singapurze. Pisuje on i przysyła paczki swej matce zamieszkałej ul. Piastowska 53, II piętro. Do siostry przysyła kartki na święta oraz imieniny. Brat żony Roman Andrusikiewicz był ewakuowany w 1939 r. do ZSRR, gdzie wstąpił do Armii Andersa. Na Bliskim Wschodzie przeszedł przeszkolenie lotnicze i był w lotnictwie polskim w Anglii. Obecnie ma obywatelstwo brytyjskie i jest majorem RAF. Żonaty z Angielką".

Po najbliższych, przyszedł czas na dalszych krewnych i znajomych (np. “Sędzia Kowal Stanisław. W aktach personalnych nie podaje o [swej] przynależności do AK. Mnie jednak mówił, że był w konspiracji AK pod ps. Skryty na terenie Gdowa, pow. Myślenice") oraz kolegów z AK z Kielecczyzny. Przykłady: “Rtm Wickenhagen, ps. Pobóg, obszarnik, w partyzantce od 1944, był dowódcą szwadronu kawalerii przy 2 Dywizji AK. Po wyzwoleniu wyjechał do Anglii". “Ppor. Sokołowicz Antoni, ps. Rymsza, mąż mojej stryjecznej siostry. Mój pierwszy

d-ca z konspiracji, dowódca plutonu, a pod koniec był dowódcą kompanii. Obecnie mieszka w PGR Czerniec, pow. Gdańsk. Pracuje jako zootechnik. Znałem go od 1940 r. Po wojnie byłem u niego pod Gdańskiem parokrotnie jako u kuzyna".

Przed wyjściem Bukowiński pokwitował odbiór 200 zł (później otrzymywał podobne kwoty; raz zamiast pieniędzy dostał wieczne pióro).

"Dusza człowiek"

Od 1950 r. Zygmunt Bukowiński działał w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym; był przez wiele lat m.in. prezesem oddziału wrocławskiego PTTK i członkiem władz. W 1956 r. organizował pierwszy kurs przewodników sudeckich. Wychował liczną grupę przewodników górskich.

W siedzibie wrocławskiego PTTK pytam o Bukowińskiego. Nie znajduję nikogo, kto mówiłby o nim źle czy nawet obojętnie. - Nie było lepszego kolegi i organizatora - słyszę od jednego z najstarszych wrocławskich przewodników. Oglądamy zdjęcia. Na czarno-białej fotografii grupa wysportowanych młodych ludzi. Radośni, pozują przed karkonoskim schroniskiem. Wśród nich opalony mężczyzna w średnim wieku, z niewielką nadwagą. “Ob. Zygmunt Bukowiński - stwierdzano w opinii służbowej - swoją długoletnią pracą społeczną w PTTK położył wielkie zasługi dla rozwoju turystyki i krajoznawstwa oraz popularyzacji Wrocławia i Dolnego Śląska wśród szerokich rzesz turystów całej Polski".

W 1961 r. rozpoczął przygodę z kinem. Przez 10 lat odpowiedzialny był za dobór rekwizytów do wielu polskich filmów. Uczestniczył w realizacji “Samych swoich", “Rękopisu znalezionego w Saragossie", “Czterech pancernych i psa", “Lalki". Na liście filmowych dokonań Bukowińskiego są też “Pamiętnik Pani Hanki", “Błękitny pokój", “Morderca zostawia ślad", “Fatalista", “Tylko umarły odpowie", “Lokis". Sukcesy dostrzegane były przez kierownictwo wytwórni, uznające go za przedstawiciela “czołówki rekwizytorów naszej kinematografii".

W przeżywającej dziś agonię Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu nie ma problemów z odnalezieniem ludzi pracujących z Bukowińskim. Mówią to, co w PTTK: wspaniały kolega, świetny organizator, energiczny, uczciwy, wesoły, koleżeński. Dusza-człowiek.

Tymczasem SB przypomniała sobie o byłym współpracowniku, z którego usług przestała korzystać w 1959 r., gdyż - jak wtedy uzasadniano - “mimo swych chęci nie posiada możliwości informowania nas o wrogo działających osobach". Ponowne nawiązanie kontaktu nastąpiło w maju 1968 na terenie Wytwórni; rozmowę kontynuowano w kawiarni. Po spotkaniu oficer SB nie bez satysfakcji spostrzegł, że nie było potrzeby uzasadniania rozmówcy konieczności kontynuowania współpracy. Chciano, by “Grotkiewicz" informował o nastrojach politycznych wśród pracowników wytwórni. Jednak wkrótce rozwiązano w SB grupę, mającą rozpracowywać WFF; tajny informator okazał się bezużyteczny.

W 1971 r. Bukowiński został kierownikiem działu administracyjno-gospodarczego Wytwórni, kilka lat później kierownikiem jej wydziału inscenizacji.

***

Po zwolnieniu z łagru ks. Bukowiński został administracyjnie zesłany do Karagandy w Kazachstanie, z obowiązkiem podjęcia pracy i comiesięcznego meldowania się na milicji. Aby mieć czas dla wiernych, podjął pracę nocnego stróża na budowie. W czerwcu 1955 zrezygnował z proponowanej mu przez władze repatriacji do Polski.

“Jestem ustawicznie domokrążcą - pisał duszpasterz Kazachstanu. - Nie urządzam większych nabożeństw u siebie w domu, bo władze mogłyby łatwo mnie oskarżyć o nielegalny kościół. Całe moje duszpasterstwo dokonuje się w cudzych domach, lecz w żadnym wypadku nie w jednym domu, chyba dopiero po pół roku, a nigdy zaraz następnym razem".

Przeczuwając kolejne aresztowanie, dobytek podzielił na dwie walizki. W jednej przechowywał rzeczy, które mogą się przydać w więzieniu, w drugiej pozostałe. W lutym 1959 po raz trzeci stanął przed sowieckim wymiarem sprawiedliwości. “Nie proszę o nic dla samego siebie - zwracał się do sądu - lecz proszę o uwzględnienie słów moich dla dobra wierzących katolików Kazachstanu".

Zanotował potem: “Główny sędzia zapytał się, dlaczego nie skorzystałem z repatriacji i pozostałem w Związku Radzieckim? Odpowiedziałem, że uczyniłem to ze względów ideowych, dla pracy duszpasterskiej wśród tak bardzo jej potrzebujących, a nie mających swoich kapłanów wierzących katolików Związku Radzieckiego. Tu wypowiedź moja najwidoczniej wyprowadziła z równowagi pana asesora. Otworzył usta i rzekł: »Co wy nam gadacie o jakichś względach ideowych? Jasną jest rzeczą, że wy zostaliście specjalnie w Związku Radzieckim tylko ze względów materialnych. Wyście sobie obliczyli, że za wasze treby (chrzty, śluby, pogrzeby, czyli iura stolae) uzyskacie większy dochód w Związku Radzieckim niż byście mogli uzyskać w Polskiej Republice Ludowej i dlatego pozostaliście w Związku Radzieckim. A nam ne puskajte pył w głaza (nie sypcie piasku w oczy)«".

Ksiądz odparł: “Gdybym kierował się względami materialnymi, to byłbym - proszę mi darować to słowo - idiotą pozostając w Związku Radzieckim".

Sędzia: “Da, da, Bukowińskyj, ty mnogo naroda isportił" (Tak, tak, zdemoralizowaliście dużo ludzi).

W grudniu 1961 ponownie odzyskał wolność. Znowu podjął nielegalną pracę duszpasterską. Odbył trzy kilkumiesięczne wyprawy misyjne po Kazachstanie, Tadżykistanie i Turkiestanie. Pisał: “Bardzo często księża stawiają mi pytanie: Jak można uprawiać duszpasterstwo bez kościoła? Można! Wszak na 12 lat mojej pracy w Karagandzie tylko jeden rok miałem kościółek, a 11 lat pracuję bez żadnego kościoła lub domu modlitwy. (...) Nie wiem, co przyniesie przyszłość, nawet najbliższa, mnie i moim przyjaciołom pracującym w duszpasterstwie w Związku Radzieckim. Nie wiemy, w jaki sposób Opatrzność Boża czuwać będzie nad naszym Kościołem w tym kraju. Wiem tylko jedno, iż słodkie jest jarzmo Chrystusa, a brzemię Jego jest lekkie".

Ks. Bukowiński dwukrotnie przyjeżdżał z Kazachstanu do Polski: w 1965 i 1969 r. We Wrocławiu spotkał się z bratem. Nie wiadomo, o czym rozmawiali.

Epilog

Ksiądz Bukowiński zmarł 3 grudnia 1974 r. w Karagandzie. Wiadomość o śmierci szybko przekroczyła granice Kazachstanu. Na pogrzebie żegnały go tysiące Polaków, Kazachów, Niemców, Ukraińców, Litwinów, Rosjan. Po 10 latach szczątki księdza przeniesiono w pobliże nowo wybudowanego kościoła.

Kiedy w 2001 r. Jan Paweł II odprawiał Mszę w stolicy Kazachstanu, mówił zgromadzonym o swej modlitwie za nich i o cierpieniu, którego doświadczyli w ZSRR. Zebrani usłyszeli, że swą wiedzę Papież czerpał od swego przyjaciela: księdza Bukowińskiego.

“Grób kapłana apostołuje także po jego śmierci" - zwykł mawiać ks. Bukowiński.

Zygmunt Bukowiński zmarł 24 listopada 1983 r. we Wrocławiu. Na pogrzeb, odbywający się w asyście pocztów sztandarowych, przyszło wielu kombatantów, kolegów i koleżanek z Wytwórni Filmów Fabularnych, wychowanków i przyjaciół z PTTK. W zamieszczonym w lokalnej prasie nekrologu żegnano “działacza społecznego, prawego, życzliwego wszystkim człowieka". Na grobie ustawiono płytę: “Śp. Zygmunt Bukowiński, ps. Karaś, oficer AK".

Dr Krzysztof Szwagrzyk jest naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu; zajmuje się badaniem struktur i skutków działalności komunistycznego aparatu represji lat 1944-1956. Autor m.in. “Golgota Wrocławska 1945-1956", “Winni? - Niewinni?" oraz “Zbrodnia w majestacie prawa".

W tekście wykorzystano m.in.: Ks. W. Bukowiński “Do moich przyjaciół" (2001); Ks. W. Bukowiński “Wspomnienia z Kazachstanu" (1989); “Spotkałem człowieka. Ks. Władysław Bukowiński w pamięci wiernych i przyjaciół. Część I" (2001); Archiwum IPN we Wrocławiu, mikrofilm dot. Z. Bukowińskiego (IPN Wr 0095/1884); Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego: Akta osobowe studenta Z. Bukowińskiego (bez sygn.); Teczka rozkazów i zarządzeń Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu za l. 1948-1949 (sygn. 4953/55/11); Archiwum Wojsk Lądowych, Filia we Wrocławiu: Akta osobowe Z.Bukowińskiego (sygn. 6649/91/654); Archiwum WFF, akta Z. Bukowińskiego (bez sygn.).

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2004