Bardzo droga zieleń

Z unijnego szczytu ekologicznego i poznańskiej konferencji COP14 płynie istotna nauka: gdy w grę wchodzi ryzyko wyhamowania gospodarki, ochrona środowiska schodzi na plan dalszy. Szczytny cel 3 x 20, jaki wyznaczyły sobie kraje UE (zmniejszenie do 2020 r. emisji CO2 o 20 proc., zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii do 20 proc., podniesienie sprawności energetycznej gospodarek o tyle samo, wprowadzenie handlu emisjami) jakby się oddala.
Czyta się kilka minut

Drobnym, ale znamiennym przykładem jest porażka Komisji Europejskiej, która proponowała, by od 2012 r. nałożyć na producentów aut obowiązek ograniczenia emisji do 130g CO2/km. Koszty takiej redukcji są wysokie, np. cena samochodu ciężarowego z silnikiem najnowszej generacji może wzrosnąć o 7 tys. euro. W efekcie nacisku lobby motoryzacyjnego ministrowie środowiska Niemiec, Francji i Włoch wymusili rozmycie propozycji: w 2012 surowsze normy obejmą 65 proc. nowo produkowanych aut, a zaostrzone przepisy wejdą w życie w 2015 r. Dlaczego? Żaden z premierów państw, w których działają giganci motoryzacyjni, nie zaryzykuje zgody na radykalne decyzje. Ryzyko protestów, zwolnień i oskarżeń o duszenie i bez tego zagrożonej gospodarki jest zbyt duże.

Oficjalne sygnały, jakie płyną z Brukseli, są oczywiście inne. Można odnieść wrażenie, że wykonaliśmy milowy krok w dziedzinie ochrony środowiska, a widmo globalnego ocieplenia przestało zagrażać. Wystarczy jednak uważnie przyjrzeć się ustaleniom, by zobaczyć, że pakiet energetyczno-klimatyczny jest pełen bocznych furtek, haczyków i aneksów. Żeby wymienić najważniejsze: Niemcy, uznawani dotychczas za prymusów ekologicznych, chronią nie tylko motoryzację - wywalczyli zapisy, dzięki którym najbardziej energochłonne branże, jak cementownie czy huty, nie będą musiały wykupywać całości pozwoleń na emisję CO2. Polski sektor energetyczny, oparty na węglu, miał w 2013 r. kupować całość pozwoleń na emisję CO2 - będzie kupował zaledwie 30 proc. Kraje Europy Środkowej otrzymają wiele uprawnień do bezpłatnej emisji, a te, które najlepiej zmodernizowały gospodarkę w ciągu ostatnich 20 lat - dodatkowe przywileje. Ciekawe swoją drogą, że kraje najbogatsze, co pokazał poznański szczyt, nie palą się do pomocy tym najbardziej zagrożonym zmianami klimatycznymi. Na skutek groźby węgierskiego weta w porozumieniu brukselskim znalazł się też zapis, który stawia spory o pakiet klimatyczny pod znakiem zapytania - jeśli w 2018 r. okaże się, że plany redukcji emisji CO2 nie są realizowane, Unia będzie mogła zadecydować o przesunięciu terminów.

Oczywiście przeciętny Polak odczuł uzasadnioną ulgę - widmo drastycznych podwyżek prądu oddaliło się, zyskaliśmy czas czy - ściślej sprawę ujmując - prolongatę.

Zapłacą nasze wnuki albo mieszkańcy obszarów położonych mniej szczęśliwie niż Unia Europejska. Unia pokazuje, co jest najważniejsze. Gospodarka, głupcze!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51-52/2008