Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Barbarzyńcy w kościele

Barbarzyńcy w kościele

25.04.2004
Czyta się kilka minut
Mówieniu o sztuce współczesnej towarzyszy dziś w Polsce atmosfera skandalu. Jedni mówią o nietolerancji i ciemnogrodzie. Inni o obrazie i świętokradztwie. Tygodnik Powszechny zwrócił się do artystów polskich - reprezentujących różne pokolenia i różne sposoby myślenia - z prośbą o udział w ankiecie poświęconej relacjom między artystą, jego sztuką a Kościołem. Zapytaliśmy, czy kiedykolwiek pracowali na zlecenie Kościoła, i jakie ewentualnie zostało im po tym doświadczeniu wspomnienie; czy wyobrażają sobie swoje prace w przestrzeni sakralnej; czy Kościół bywa dzisiaj (i czy w ogóle może być) mecenasem sztuki. Wyniki ankiety wskazują, że dialog jest możliwy.
G

Grzegorz Bednarski

Tylko raz miałem okazję pracować w kościele: w malutkiej kaplicy księży salezjanów zaprojektowałem ściany, sufit, krzyż i namalowałem trzy obrazy - martwe natury: chrystologiczną, eucharystyczną i maryjną. Wspominam to dobrze, miałem dużo swobody - chociaż nie wiem, czy swoboda jest tu akurat na miejscu.

Nie uważam się za malarza religijnego. Jeśli w mojej twórczości pojawiały się wątki religijne, to jako gra z ikonografią, nie zaś jako bezpośrednie odniesienie do sacrum. A jeśli nawet pojawia się to odniesienie, ma ono tak osobisty charakter, że nie może się zuniwersalizować, a sztuka sakralna powinna być uniwersalna. Jednak gdybym otrzymał propozycję pracy na zamówienie Kościoła, pewnie bym się jej podjął. Starałbym się, by moja propozycja wynikała z inspiracji religijnej.

Nie wiem, czy Kościół powinien być mecenasem sztuki. Jeśli mówi się dziś o problemach artysty z Kościołem, to winę za to ponosi artysta, który nie ma wiele do zaproponowania, bo jest ześwieczczony. Artyści nie potrafią dziś podjąć wątków religijnych. Desakralizacja zaczęła się - w sposób naturalny - już w XVIII w. To sztuka stała się sacrum, a artysta - demiurgiem. Współczesny obraz zachodni może powstać z inspiracji religijnej, ale bardzo trudno o sacrum. Z drugiej strony Kościół sam nie wie, jaki ma być obraz Pana Boga. Teologia przedstawia pojęcie Boga bardziej intelektualnie niż obrazowo. Kościół ma problem nie tyle ze sztuką współczesną, ile z teologicznym uzasadnieniem obrazu.

Kościół nie jest i nie powinien być galerią. Jego zadaniem jest dbałość o czystość i jedność wiary. Oczywiście, chcemy mieć piękne kościoły, ale mamy zróżnicowane pojęcie piękna. Dawniej to przeor lub proboszcz ustanawiał program ikonograficzny kościoła. Teraz tego programu nie ma albo jest ograniczony do kilku elementów.

Dlaczego uważamy, że to Kościół odwraca się od artysty, a nie artysta od Kościoła? Sztuka współczesna jest wyłącznie sztuką formy. Rzadko zdarza się coś, co wyrasta ponad formę. Jeśli człowiek XXI wieku uświadomi sobie, że jest tylko małym pyłem wobec Boga, ma szansę, by sprostać Jego przedstawieniu. Artysta pracujący w Kościele musi być wierzący - to warunek etyczny.

Grzegorz Bednarski (ur. 1954) jest malarzem, wykładowcą krakowskiej ASP.

Adam Brincken

Pracuję w kościołach od 10 lat, od początku z moim serdecznym przyjacielem, rzeźbiarzem Maciejem Zychowiczem. Pracowaliśmy razem w parafii p.w. Chrystusa Króla w Jarosławiu, Matki Boskiej Królowej Polski w Wejherowie, w kościele św. Mikołaja w Gdyni. Obecnie realizujemy projekt, który powstał 5-6 lat temu, w krakowskim kościele Zmartwychwstańców.

Kościół to my. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jakaś komisja kurialna decyduje o tym, z usług jakiego artysty winna skorzystać parafia. Proboszcz z radą parafialną musi mieć wybór. To przecież ich świątynia. My zawsze dyskutowaliśmy z księżmi i z ludźmi. Trzeba wsłuchiwać się w to, co mają do powiedzenia, choć nie po to, by przyjmować wszystkie sugestie. To kwestia nadziei i wiary, że sztuka może pomóc w kontemplacji, że nie stanie się styropianową dekoracją jak w domu kultury. Banalność udekorowanych kościołów obarcza winą obie strony: artystów i księży. Nie potraktowali się poważnie. Ksiądz na ogół zwraca się do artysty z prośbą o pomoc, a artysta w wielu przypadkach trochę lekceważy i miejsce, i zamawiającego. Miałem szczęście trafiać na księży otwartych na sztukę, także dzisiejszą.

Żyjąc dzisiaj, myślimy kategoriami współczesnymi. Sztuka abstrakcyjna może unieść znaczenia sakralne. Przed laty w konkursie w Gdańsku otrzymałem wyróżnienie za projekt abstrakcyjnej w formie “Drogi Krzyżowej". Może uda mi się ją kiedyś zrealizować. We Francji lat 30. do pracy w przestrzeniach sakralnych zaproszono artystów awangardowych, często lewicujących. Paweł VI otworzył się na sztukę współczesną. To dawało szansę polskim kościołom. Niestety, w 90 procentach zaprzepaszczoną...

Kościół to przestrzeń najwyższej odpowiedzialności artystycznej. Służy się tu Najwyższemu. Atmosferę modlitwy, oczywistą w dawnych świątyniach, trudno znaleźć we współczesnych. Przestaliśmy myśleć Ewangelią - może dlatego, że artysta przestał się modlić. Zapomnieliśmy, że kiedyś ludzie porozumiewali się językiem wizualnym., a nie tylko wyrażali nim swoje emocje.

Jeśli będziemy myśleć kategoriami świadomego języka plastycznego, odpowiadającego na oczekiwanie miejsca, uda nam się zbudować świątynię, a nie salę wystawową. Może nadszedł czas, by skończyć z bezosobowym, eklektycznym modernizmem, który zlepia dla samego zlepiania, dla potrzeb estetycznych, nie duchowych? Wciąż za dużo jest kościołów-dworców, a świątynia nie powinna być przecież miejscem niedzielnego spotykania się na plotki. Niestety, koszmarny przykład Lichenia bywa zaraźliwy.

Zmarnowano spotkanie Kościoła i kultury z okresu stanu wojennego. Wszystko, co powstało wtedy w czy wobec Kościoła, zaszufladkowano po 1989 jako koniunkturalną martyrologię - a to nieprawda. To uproszczenie odrzuciło na kilka lat księży od artystów. Teraz pomału się te przepaści zasypuje. Choć w Kościele nadal nie docenia się sztuki współczesnej. W Muzeum Watykańskim strzałki prowadzące do sal, w których jest ona eksponowana, są mniej widoczne. Nie uzupełnia się już regularnie wspaniałego zbioru dzieł artystów XX wieku, zgromadzonego za pontyfikatu Pawła VI. Niestety.

Adam Brincken (ur. 1950), malarz, profesor ASP w Krakowie.

Grzegorz Klaman

Wmojej działalności artystycznej dwukrotnie zetknąłem się bliżej z Kościołem. Po raz pierwszy na przełomie lat 80. i 90., gdy Janusz Bogucki i Nina Smolarz zaprosili mnie do pracy w przestrzeni kościoła na Ursynowie. To była jedna z moich największych realizacji. Budowałem “Labirynt" w podziemiach ogromnego kościoła. Wspominam to bardzo dobrze. Bogucki był świetnym fachowcem i człowiekiem o niezwykłej kulturze.

Drugie spotkanie to wystawa pt. “Irreligia" w Brukseli - głośna, skandaliczna sprawa. Organizator, Włodek Majewski, szukając miejsc do pokazania tej ogromnej prezentacji, rozmawiał z belgijskim księdzem katolickim. Ksiądz był zachwycony, że tak wielu artystów polskich porusza wątki religijne, że prace reprezentują wysoki poziom i w różnorodny sposób odnoszą się do tematu. Zaoferował przestrzeń kościelną: część wystawy pokazano w starym, zdesakralizowanym kościele, część w czynnej świątyni.

Moja praca “Emblematy" stała na osi nawy głównej, na wprost ołtarza, w przestrzeni żywego kościoła. To paradoks, że w Polsce wystawa spotkała się z atakami, podczas gdy w Belgii katolickie związki zawodowe dały na to pieniądze.

“Emblematy" wielu krytyków (Marciniak, Osęka) uznało za obrazoburcze, bluźniercze, niegodne. Powstało nawet określenie “ludzina" - coś na kształt wołowiny. W tym słowie jest więcej pogardy niż w mojej pracy. Ludzkie szczątki nie mają w sobie nic poniżającego, niegodnego. Projekt został zaakceptowany wcześniej przez etyka Akademii Medycznej. Inni odbiorcy mówili mi, że stalowy kontener z ludzkimi szczątkami stał się dla nich miejscem kontemplacji.

Sądzę, że moje prace mogą się wpisać w przestrzeń sakralną, jeśli jest to przestrzeń tolerancji, a nie nienawiści. Nie wziąłbym nigdy udziału w jakimkolwiek przedsięwzięciu w gdańskim kościele św. Brygidy, gdzie ks. Jankowski znów popisał się swoim Grobem Pańskim. Ale odnalazłem się w kościele brukselskim, którego gospodarz był osobą otwartą, myślącą i tolerancyjną.

Kościół w Polsce cierpi na populizm estetyczny. Nie mówię oczywiście o sztuce dawnej, ale wtręty nowoczesne są zazwyczaj przerażające - nie dość, że szpecą kościoły, to nie pozwalają skoncentrować się na tym, co istotne. Czasem lepiej byłoby, gdyby Kościół w ogóle zrezygnował z pewnych działań związanych ze sztuką. Z drugiej strony, ks. Niedałtowski zapraszał do Gdańska niezłych artystów, wprowadzał nowoczesne media, uczył wiernych nowego języka estetycznego. Kościół będzie mógł inspirować - jeśli wybierze drogę ks. Niedałtowskiego, a nie kiczu religijnego.

Grzegorz Klaman (ur. 1959) jest artystą intermedialnym, prezesem Fundacji “Wyspa Progress".

Grzegorz Kowalski

Na pytanie pierwsze odpowiem: zapewne tak, sztuki zdefiniowanej jako służebna wobec celów (i polityki!) Kościoła. Co do drugiego pytania: zaprojektowaliśmy z Romanem Woźniakiem wnętrze kościoła w niedużym mieście na północ od Warszawy. Polecił nas ksiądz profesor z KUL, który też konsultował nasz projekt. Nasz kompleksowy projekt został rozbity na elementy, z których kilka zrealizowano. Wspominam to doświadczenie jako rezygnację z ambitnego zamierzenia, pasmo negocjacji i wzajemnego “dokształcania się" z księdzem-inwestorem. Z mojej strony bez pozytywnego skutku, bowiem ksiądz w końcu zrobił i tak, co chciał, nie przejmując się naszymi prawami do dzieła. Ciekawym i ważnym doświadczeniem było dla mnie uczestnictwo w niektórych wystawach Janusza Boguckiego w latach 80. Przykładem - “Apokalipsa - światło w ciemności" w dolnym kościele Św. Krzyża w Warszawie. Proboszcz otworzył przestrzeń świątyni i stworzył klimat do otwartej rozmowy twórców o sprawach fundamentalnych: o ludzkiej potrzebie transcendencji, o tęsknocie do przeżycia religijnego (nie ograniczonego do konkretnej religii!), o duchowym wymiarze istoty ludzkiej, o śmierci w jej różnych postaciach... Paradoksalnie więc w murach świątyni możliwa była poważna rozmowa o kryzysie wiary. Bogucki umiał to taktownie przeprowadzić. Był to prawdziwie niezwykły człowiek, nawet w postawach areligijnych lub obojętnych umiał odnaleźć trop metafizyczny.

Kościół wówczas był przestrzenią sztuki wysokiej, czyli służącej refleksji. W dodatku mieliśmy chłonną publiczność i jakoś trudna sztuka nikogo nie gorszyła! Co do trzeciego pytania: nie wyobrażam sobie i, prawdę mówiąc, nie odczuwam związku sztuki (z definicji będącej wyrazem wolnosci) z Kościołem. Kościół polski widzę obecnie jako INSTYTUCJĘ zamkniętą dla indywidualistów szukających Boga “na własną rękę", poza narzuconymi standardami. Oczywiście, Kościół ma wiele twarzy, ale niektóre z nich napawają mnie grozą. W Kościele “ludowym" nie widzę miejsca dla artystów. Reakcja hierarchów na wystawę “Irreligia" świadczy, że artyści tacy jak ja nie mają czego szukać w takim Kościele. Inną twarz Kościoła pokazał natomiast brukselski ksiądz, który w powierzonej sobie świątyni pokazał niektóre dzieła z "Irreligii", mówiąc przy tym: “Kościół, w którym nie stawia się pytań, jest Kościołem martwym".

Grzegorz Kowalski (ur. 1942) jest rzeźbiarzem, prof. ASP w Warszawie.

Janina Kraupe-Świderska

Wkościołach malowałam od 1952 r. Przez 2 lata pracowaliśmy z prof. Wacławem Taranczewskim w Gostyniu w Poznańskiem. Pierwsze samodzielne prace wykonywałam w Wielkopolsce, potem - przeważnie w Małopolsce, w okolicach Tarnowa, Rzeszowa. Cztery realistyczne sceny z życia św. Franciszka u krakowskich kapucynów braciszkowie uznają za trochę zbyt nowoczesne. W kościele św. Floriana malowałam i wykonywałam kartony według projektu prof. Taranczewskiego. W Tylmanowej pracowałam nad wnętrzem całego kościoła drewnianego, który wymagał bogatej dekoracji malarskiej. Moją ostatnią pracę dla kościoła zrobiłam w 1974 r. w Radomiu.

Czasami czułam się ograniczona przez księdza-inwestora, niektóre rzeczy trzeba było długo tłumaczyć. Nie było jednak najgorzej. Okropnie można się poczuć dopiero wtedy, gdy zamalowują to, co się kiedyś zrobiło.

Orientuję się mniej więcej, jak inwestorzy, czyli księża i biskupi traktują sztukę. W Krakowie był kiedyś zespół architektów, którzy prowadzili wykłady dla księży na temat sztuki sakralnej. To było zorganizowane przez ks. Wacława Świerzawskiego przy kościele św. Marka. Byłam też na spotkaniu zorganizowanym przez kard. Wojtyłę dla artystów pracujących dla kościołów. Kardynał bardzo uważnie słuchał tego, co mówimy. Podczas kolacji spytałam o cel spotkania. Okazało się, że ówczesny papież Paweł VI bardzo chciał pozostawić ślad po sztuce współczesnej w Kościele. Były już takie przykłady (Le Corbusier, Chagall). Nasze opinie miały pomóc wypracować jakieś pomysły dla naszego kraju.

Kościół jest mecenasem sztuki. Proboszczowie - nie. Trzeba pamiętać, że sztuka współczesna wychowała jednak trochę publiczność. Ludzie, którzy w czasie studiów oglądają obrazy abstrakcyjne, mają zupełnie inną pojemność wyobraźni, inne oczekiwania. Ucząc historii sztuki w seminariach, trzeba otwierać kleryków na nowe zjawiska, pokazać np., że malarstwo renesansowe jest bardzo zbliżone do współczesnego widzenia świata.

W mojej twórczości wracam nieraz do świata aniołów: wyciągnięte, geometryczne formy, poważne twarze, spokojny rytm do nieba, do góry. Gdybym mogła pokazać te prace w jakimś wnętrzu sakralnym, byłoby świetnie.

Janina Kraupe-Świderska (ur. 1921 r.), uprawia malarstwo i grafikę artystyczną, jest członkiem Grupy Krakowskiej.

Janusz Marciniak

Nigdy nie pracowałem na zamówienie Kościoła, lecz niektóre z moich prac, które wykonałem na własne “zamówienie", znalazły się we wnętrzach kościelnych. W 1997 r. miałem wystawę w kościele St. Thomas Morus w Giessen. Jedna z prac została w tym kościele i jest częścią wystroju jego wnętrza. Coś takiego przytrafiło mi się trzy razy i tylko w Niemczech. Tam wprost wymaga się inwencji ikonograficznej i intuicji teologicznej od artysty. Nikogo nie dziwią śmiałe i osobiste wypowiedzi. Przykładem może być odległa już w czasie wypowiedź Beuysa o jego rozumieniu Wielkanocy, której dopełnieniem były niezwykłe krucyfiksy tego artysty.

Kiedyś w kościele St. Eberhard w Stuttgarcie zobaczyłem jedno z “Ukrzyżowań" Rainera Arnulfa. Ten obraz nie jest ilustracją, lecz ekspresją określonej treści. Kościół powinien być otwarty dla sztuki współczesnej, ale według klucza smaku, siły wyrazu, jakości rozstrzygnięć formalnych. Kościół w Polsce może być mecenasem sztuki. Jednak dzieje się to bardzo rzadko. Dlatego cieszy każda inicjatywa. Świeżym przykładem jest ogólnopolski konkurs na projekt ornatu paschalnego, który niedawno miał miejsce w Poznaniu. Pomysłodawca konkursu ks. dr Jerzy Stranz zorganizował również dyskusję pod wielce wymownym tytułem “Piękno w liturgii - wspólna odpowiedzialność".

Janusz Marciniak (ur. 1954 r.) jest malarzem i krytykiem sztuki, profesorem ASP w Poznaniu.

Marek Sobczyk

Pokazać sztukę w przestrzeni sakralnej to zrealizować projekt, którego kontekst wobec społeczności nie jest obliczony na uśrednienie, kompromis czy zły smak. Brałem udział w pokazach zbiorowych w latach 80., dla których Kościół był miejscem realizacji. Wtedy czuło się “ducha pogranicza" tego, co społeczne i religijne. Niektóre pokazy się obroniły, pozostawiły ślad mimo cenzury ze strony Kościoła (ocenzurować należałoby raczej zbiór przypadkowych albo “świątobliwych" prac - deklarację “środowiska twórczego").

W latach 80. wykonałem polichromię w jedynej pozostałej w Polsce cerkwi neounickiej w Kostomłotach nad Bugiem. Było to podstawowe doświadczenie dla mojego malarstwa: technologia, odnajdywanie reguły i poziomu języka. Lekcja Abstrakcji. Drugie zamówienie przyszło z małego kościoła w Żelkówku na Pomorzu, zbudowanego przez prywatnego inwestora. Lekcja Sublimacji.

Kościół nie jest mecenasem sztuki współczesnej i nie może nim być, o ile nie zmieni się rozmiar “światopoglądowy" jego mecenatu. Kościół katolicki/powszechny nie mieści w swojej formule zjawisk z pogranicza anarchii, intuicji burzycielskich, bezwstydnego dotykania świętego i zakazanego, nieobliczalności, “materii" zwątpienia - czyli tego, co społeczność interesuje, podnieca, co stawia na zmianę; tego, co sztuka traktuje jako swoje aktywa, co czyni sztukę przemożną. W prawosławiu jurodstwo było formułą “rewolty" dokonywanej przez “szaleńców Chrystusowych", których w wyobraźni mieszam z artystami i upodobniam do greckich cyników. Błędem jest umieścić artystę w “ograniczonym" polu czy przypuszczać “tylko" o dobru płynącym z jego pracy.

Marek Sobczyk (ur. 1955) zajmuje się m.in. malarstwem, projektowaniem graficznym i teorią sztuki.

Mateusz Środoń

Jestem malarzem ikon, pracuję prawie wyłącznie na zamówienie Kościoła. Jeśli pracowałem na zamówienie osób prywatnych, to zamówienie też miało charakter religijny. W latach 2000-2004 we współpracy z architektem Dariuszem Hycem realizowałem wnętrze kościoła p.w. N.M.Panny w Międzylesiu. Realizacja tego wnętrza była dla mnie wielkim wyzwaniem i wielką życiową szansą.

Właściwym miejscem dla tego, co robię, jest przestrzeń sakralna. Podstawowym kryterium do oceny mojej sztuki jest to, czy pojawiając się w jakimś wnętrzu wpływa ona pozytywnie na jego odbiór jako przestrzeni sakralnej, czy pomaga się modlić.

Pytanie, czy Kościół w Polsce bywa - i czy może być - mecenasem sztuki, zakłada, że Kościół i sztuka to dwie zewnętrzne wobec siebie rzeczywistości. Rzeczywiście, świat Kościoła i świat sztuki bardzo się od siebie mentalnie oddaliły. Na ASP często o pracy dla Kościoła mówi się (i myśli) z pewnym zakłopotaniem, jeśli nie ze wstydem, określając to raczej mianem “fuchy" niż realnej działalności artystycznej. Kościół zamawia sztukę w zewnętrznym wobec siebie świecie artystów, a w konsekwencji nie czuje się odpowiedzialny za dzieła pojawiające się w kościołach. Osobiście czuję się częścią Kościoła, bycie chrześcijaninem jest najbardziej konstytutywnym elementem mojej tożsamości, ważniejszym niż bycie Polakiem, a tym bardziej artystą. A jeśli jestem częścią Kościoła, to można powiedzieć, że moje dzieła są nie tylko zamawiane, ale też wytwarzane przez Kościół.

Mateusz Środoń (ur. 1972) jest malarzem ikon.

Grzegorz Sztwiertnia

Sztuka współczesna coraz słabiej związana jest z miejscem (site specific), na korzyść nowych przestrzeni (również mentalnych). A więc jest to sztuka w swej istocie nomadyczna, czyli bliska chrześcijańskiemu sercu (i nie tylko). Świątynia z kamienia lub z płótna (namiot) jest/może być tym miejscem, gdzie pokazałbym swoją pracę.

Ale to tylko litera. Duch tego pytania jest bardziej wymagający: kto i co ma mieć z mojej pracy? Czy Kościół może mieć z niej konkretne profity (wszak prawo ekonomii jest święte)? Dla mnie korzyść byłaby oczywista: wszak przestrzeń sakralna (duchowa) to poważne wyzwanie. Jakby walka Dawida z Goliatem. Pojedynek trudny, bo nierówny: Kościół ma za sobą 2000 lat, ja tylko 36 - więc musiałbym użyć podstępu, aby wyrównać szanse.

Tylko kto to zaakceptuje? Proboszcz? Wierni? Byłbym bez szans. Dopóki nie ufa się artyście, a sztukę ma się za nic. W zasadzie wszyscy księża są inwestorami (i całe duchowieństwo): inwestują w zbawienie każdego człowieka. Czym więc przy takim zadaniu może być inwestowanie w sztukę (i to tzw. świecką)? Stąd, jak mi się wydaje, czytelna ignorancja większości duchowieństwa w sprawach sztuki. A tu przydałby się “raport mniejszości": zaakceptować rację tych niewielu, co się znają. Słabością polskiej mentalności jest przekonanie o własnych wysokich kompetencjach we wszystkich dziedzinach, również (lub przede wszystkim) w dziedzinie sztuki. Błąd!

Raz we mnie zainwestowano: na moim ślubie ojciec jezuita na moją prośbę wplótł w kazanie fragmenty listów van Gogha - wtedy jedyny raz poczułem się naprawdę częścią (indywidualną) wspólnoty. Doceniono mój wybór.

Kościół powinien być mecenasem nawet za cenę utraty części autorytetu. Ale to wyzwanie dla społeczeństwa przyszłości: dziś nikt na to nie pójdzie. Wartościowa sztuka wątpi, a Kościół szuka pewności. Wnikliwi odnajdą przede wszystkim różnice, a więc kłopoty. Kto ich dzisiaj szuka?

Grzegorz Sztwiertnia (ur. 1968) zajmuje się malarstwem i nowymi mediami.

Opr. Agnieszka Sabor i Maciej Szklarczyk

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]