W ostatnich latach występuje jednak wzrost częstotliwości australijskich pożarów, związany z postępującymi zmianami klimatycznymi, które w tym regionie objawiają się m.in. dłuższymi i bardziej gwałtownymi okresami suszy.
W ostatnich miesiącach fala gorąca doprowadziła do gwałtownych pożarów w Nowej Południowej Walii, najgęściej zaludnionym regionie kraju, w którym ogłoszono stan wyjątkowy (na zdjęciu: miasteczko Shoalhaven Heads, 21 grudnia 2019 r.). Pożary objęły ok. 2 mln hektarów, strawiły setki domów i pozbawiły życia kilka osób. Do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Sydney wiatr zaniósł niebezpieczny dla zdrowia smog.
Choć w 2009 r. pożary zebrały znacznie bardziej śmiertelne żniwo (zginęło wówczas niemal 200 osób), w tym sezonie zaczęły się one wyjątkowo wcześnie – tradycyjnie ich największa intensywność przypada na styczeń, który jest na tym kontynencie najgorętszym okresem w roku. Prognozy nie napawają optymizmem: i tym razem w styczniu może być jeszcze gorzej. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















