Andre Campra, François Couperin, "Salve regina. Petits motets"

Kiedy powstawał fonograf, a po nim ebonitowa płyta, wydawało się, że będą to narzędzia do prostej, dokumentalnej rejestracji głosu, nijak mającej się do bezpośredniego odbioru muzyki granej na żywo. Tkwił w tym wynalazku jakiś paradoks. Muzyka z natury wymagająca kontinuum czasu, zostaje uwięziona i skazana na powtarzalność.
Czyta się kilka minut
 /
/

Dodajmy do tego stojący za każdą płytą “nawis" produkcyjny, gąszcz kabli, mikrofony etc. To mogłoby wyssać wszystko, co w muzyce żywe. A jednak wciąż trafiają do nas nagrania, o których powiedzieć, że są dobrze brzmiące, świetnie wykonane czy ciekawie interpretowane, to sporo za mało. Takim właśnie zjawiskiem jest nowa płyta Paula Agnew (tutaj ani tenor, ani kontratenor, tylko haute-countre) i Williama Christie z “małymi motetami" Campry i Couperina. Amerykanin Christie dawno już ukochał Francję i jej muzykę barokową, którą odkrył na nowo również dla samych Francuzów. Buszując w tamtejszych archiwach przywrócił życie zapomnianym dziełom, operom w szczególności, ale także muzyce religijnej, niesłusznie - jak się okazuje - zepchniętej w kąt przez jej włoskie i niemieckie odpowiedniki. Oto wskrzeszony duch Francji - najstarszej córy Kościoła.

Petits motets, w odróżnieniu od swych braci “grands", są kameralnymi utworami o skromnej obsadzie. Zwykle pojawia się jeden lub dwa głosy z towarzyszeniem małych organów i violi da gamba, czasem dołączają skrzypce lub flet. Służy to skupieniu uwagi na tym, co najważniejsze: słowu zwróconemu ku Bogu. Teksty, śpiewane po łacinie, są zwykle wyjątkami z Księgi Psalmów lub tradycyjną poezją inspirowaną kultem Panny Marii. To tej Muzie nad Muzami dedykowane są dwie najpiękniejsze kompozycje na płycie; świadectwo głębokiej pobożności człowieka tamtych czasów. Tytułowe “Salve Regina" Campry i Couperina, ale i pozostałe motety, noszą wyraźne znamiona “nowego stylu" przenikającego do tych zachowawczych z natury rzeczy utworów. Do francuskiej dyscypliny formy i ornamentu dołączają włoska śpiewność i uczuciowość. Couperin nazwie to później zasadą dobrego smaku - les gouts réunis.

Paul Agnew miesza oba te komponenty po mistrzowsku. Udaje mu się wnieść coś z ducha żarliwej modlitwy i intymnej medytacji, rzadko już obecnej w szybkim i nieuważnym rytmie współczesności. Aksamitne brzmienie pozytywu, ciemne dźwięki gamby harmonijnie łączą się z wysokim, świetlistym głosem haute-countre. Ekspresyjne, płomieniste ornamentacje umiejętnie zespolone ze słowem i waga, jaką artysta nadaje śpiewanej frazie, przenoszą nas na inny poziom odbioru. Ze śpiewu wydobywa się ton szczerej tęsknoty za Bogiem i ekstatyczne, nieomal miłosne wyznanie wiary. Ta muzyka potrąca w nas jakieś ważne struny, przywodzi na myśl mistyków i dokądś próbuje prowadzić. Dotknijmy więc tajemnicy... zakładając słuchawki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2005