Adam Pierończyk Trio, „Busem po Sao Paulo”

"Busem po Sao Paulo" to płyta zdecydowanie inna od ostatnich produkcji saksofonisty. Więcej tu muzyki oszczędnej w wyrazie, skupionej, a przy tym mocno osadzonej w idiomie brzmieniowym i improwizacyjnym solisty, właściwym dla jego pierwszych nagrań.
Czyta się kilka minut
 /
/

Po aranżacyjnym przepychu i instrumentacyjnym blichtrze z "Amusos" oraz agresywności brzmienia, często podbarwianej elektronicznymi interpolacjami Tadeusza Sudnika, tak charakterystycznej dla "Digivooco", przyszła pora na muzykę mniej spektakularną. O ile wcześniej Pierończyk nierzadko oddawał pole partnerom, nie dominował, a raczej tworzył tło, to dobór obsady na nowej płycie (klasyczne trio) wymagał wyraźniejszego udziału. Zezwolili mu na to znakomici: Robert Kubiszyn - kontrabas i Krzysztof Dziedzic - perkusja.

Barwa saksofonów Pierończyka jest surowa, pierwotna, zbliżona niekiedy do kolorytu zoucry, arabskiego instrumentu dętego, na którym zresztą chętnie grywa. Brzmienie takie znakomicie koresponduje z charakterem komponowanych przez niego melodii - często prostych, złożonych z kilku dźwięków, uporczywie powtarzanych, niemal mantrycznych, bardziej przypominających dziecięce wyliczanki niż wyrafinowane meliczne figury. Jednocześnie ich organiczność doskonale sprawdza się w improwizacji. I tak w "touched by tupinamba", kompozycji otwierającej album, banalny wręcz temat z czasem nabiera szlachetności, staje się podstawą kształtowania muzycznej struktury o dużym stopniu skomplikowania. Z kolei "desmodus rotundus", z niezobowiązującym podśpiewywaniem Anny Serafińskiej, to przykład beztroskiego, choć niezwykle energetycznego dźwiękowego strumienia.

Patrząc na tytuł płyty, można by oczekiwać muzyki pełnej latynoamerykańskich rytmów i ognistych melodii. Owszem, słyszalne są nawiązania do tradycji muzycznej kontynentu, ale tych, którzy oczekują krągłych samb, rumb i salsy, Pierończyk rozczaruje. W "garota de cracovia" (sic!) sporo interesujących brzmień instrumentów perkusyjnych bez wątpienia wzbogaca kolorystykę, choć w sposób umiarkowany. Zabawnym utworem "u-au-au-aa" muzycy nawiązują do rytualnych tańców południowoamerykańskich Indian, ale również posługują się tutaj dość odległym skojarzeniem. Najpełniej folklor południowoamerykańskich Indian słychać bodaj w "boubker's".

Nagraną w stolicy Brazylii płytą Pierończyk po raz kolejny udowodnił, że jest artystą oryginalnym, o jasno sprecyzowanych upodobaniach: choć korzysta z muzycznej kultury świata, pozostaje sobą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2006