Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wszystko słychać

Wszystko słychać

26.11.2012
Czyta się kilka minut
W konfesjonale non stop mierzą się z problemem akceptacji. – Ksiądz może się rozzłościć, kiedy na pytanie, czy jest gotów zerwać z grzechem, człowiek odpowiada, że nie...
.

...Ale nie zrozumieć tego, to tak jakby tego człowieka w całości odrzucić – opowiadają spowiednicy.

Psychoterapeuci z obowiązku poddają się profesjonalnej superwizji. Policjanci i strażacy mają pod ręką psychologów. W domu zwykle czeka na nich rodzina. A co ze spowiednikami? Oni muszą sobie radzić sami.

Ojciec Józef Puciłowski, dominikanin: – Robię wszystko, żeby zapomnieć, co usłyszałem. Po wyjściu z konfesjonału modlę się za tych, których wyspowiadałem. Potem muszę coś przeczytać, napić się kawy. Bezpośrednio po spowiedzi staram się już z nikim nie rozmawiać. Ci, którzy wtedy chcą do mnie zagadać, raczej źle na tym wychodzą.

Ojciec Marek Donaj, augustianin: – Jeśli wyspowiada się wiele osób, czuć ciężar – głównie psychiczny. Ale trwa to tylko chwilę. W pewnym sensie wpływa on na naszą postawę i relacje z innymi. Z drugiej strony, nie możemy się temu poddawać. To, co spowiednik usłyszał, nie powinno w nim zostać.

Spowiedź święta, piekielnie trudna

W Polsce jest około 30 tys. księży katolickich. Każdego dnia spowiadają się u nich tysiące ludzi. Większość rozmów w konfesjonale leci jak z automatu. Używane wtedy, wkute kiedyś na pamięć podczas lekcji religii formułki – „ostatni raz spowiadałem się... pokutę odprawiłem... więcej grzechów nie pamiętam...” – niektórym zostają na zawsze. Ale coraz częściej zdarzają się wierni (tych w konfesjonale nazywa się „penitentami”), którzy przychodzą do spowiednika nie tylko z grzechem, ale i długą historią, której trzeba wysłuchać. Czy można o nich później zapomnieć? Czy należy?

Po psychoterapeutach spowiednicy są drugą najliczniejszą grupą zagrożoną ryzykiem nieprzepracowania treści wyznań ludzi, którym udzielają sakramentu pokuty. Treści, które nierzadko obciążają psychikę. Z badań przeprowadzonych w tym roku w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej wynika, że spośród duchownych wszystkich wyznań chrześcijańskich w Polsce to właśnie księża katoliccy są najbardziej narażeni na wypalenie zawodowe. Choć „zawód” to inny niż wszystkie, powody zmęczenia obowiązkami są te same, co u świeckich: przepracowanie i frustracja. A dodatkowo: brak wsparcia rodziny.

– Gdyby to nie była spowiedź święta, powiedziałbym, że w czasie jej trwania bycie poza sobą jest piekielnie trudne – mówi o. Puciłowski. – Czasem spowiednik musi się powstrzymywać od tego, co powiedziałby poza konfesjonałem. Tak po ludzku, trzeba znieść jeszcze inne rzeczy. Jeśli ktoś mi wyzna podczas spowiedzi, że się napił, a ja jestem abstynentem, czy mam go skrytykować?

Nie wiadomo, jaki wpływ na zmęczenie księży ma stres związany ze spowiedzią, ale pewne jest to, że spotkanie spowiednika z grzesznikiem wymaga od tego pierwszego otwartości i akceptacji. Zdaniem dominikanina, w konfesjonale jest się właśnie „poza sobą”. – Oto przykład: do spowiedzi przychodzą babcie, które namiętnie słuchają Radia Maryja i żyją w nienawiści do innych. Jako spowiednik, mogę im powiedzieć, że nienawiść jest grzechem. Nie mogę jednak zdradzić, że serdecznie i szczerze różnię się od politycznych ocen wygłaszanych na antenie Radia Maryja – to jest poza spowiedzią. Siedząc w konfesjonale, mogę tylko zwrócić uwagę na to, że żyją w pełnej nienawiści np. do rządzących – mówi o. Puciłowski.

Tolerować – z trudem znosić

Jako miejsce spotkania konfesjonał bywa też – choć duchowni mówią o tym niechętnie – miejscem konfrontacji z poglądami i czynami innych. – Spowiednik przede wszystkim musi być człowiekiem – mówi o. Marek Donaj. – W konfesjonale nie ma miejsca na niezrozumienie. Ksiądz może się rozzłościć, kiedy na pytanie, czy jest gotów zerwać z grzechem, człowiek odpowiada, że nie. Ale nie zrozumieć tego, to tak jakby tego człowieka w całości odrzucić

– Tolerancja to, wbrew pozorom, najniższy szczebel akceptacji drugiego człowieka – uważa o. Puciłowski. – Tolerować to z trudem znosić. A podczas spowiedzi, dodatkowo: nie straszyć penitenta, nie krzyczeć, wszystko, co dzieje się po drugiej stronie znosić.

Księży uczy się, jak spowiadać. Jeszcze w seminariach rozpatrują przypadki, z którymi później mogą się spotkać w konfesjonale. Ale świat – a w ślad za nim także ludzka psychika – wydają się im coraz bardziej skomplikowane. Współczesny spowiednik musi być przygotowany na trudniejsze rozmowy niż te, które przeprowadzali przed dekadami jego poprzednicy. Poufny charakter spowiedzi utrudnia zwracanie się o radę do innych.

Inny kłopot związany z tolerancją i spowiedzią dotyczy specyficznej relacji, która łączy księdza i penitenta. Chrześcijaństwo mówi, że duchowny jest tylko pośrednikiem, ale de facto sprawuje nad nim władzę. Doświadczeni księża radzą więc młodszym, aby pamiętali: choć spowiadający się klęczy przed nimi, oni sami muszą okazać jeszcze więcej pokory. Zdaniem dominikanina, duszpasterza akademickiego o. Tomasza Golonki, „spowiednik poniekąd klęczy wobec tajemnicy penitenta, wobec tajemnicy Pana Boga i Jego działania”.

Najtrudniej, gdy wieje halny

A tak poza wszystkim, spotkania z penitentami są, najzwyczajniej, po ludzku – męczące.

O. Puciłowski: – Siedzimy w konfesjonale dwie godziny po dwa, trzy razy w tygodniu. W spowiedzi słychać nawet, że zmienia się pogoda. Najgorzej, gdy w Krakowie wieje halny. Hasło „wieje halny” rozumieją tu wszyscy spowiednicy – to spowiedzi, które bardziej przypominają wariactwa. Słyszy się nie grzechy, lecz wyznania.

Krakowski dominikanin mówi, że stara się nie spowiadać, kiedy czuje zmęczenie. – Jeśli idę tam zdenerwowany, wściekły, zmęczony, jeśli jeszcze zmienia się pogoda, wszystkie spowiedzi są do siebie podobne. Ludzie też są zmęczeni pogodą, zaczynają wyciągać stare sprawy. Słyszę, że ktoś nie ma co ze sobą zrobić, nie może spać, traci sens życia. Wtedy trzeba komuś takiemu powiedzieć: proszę pani, w górach jest halny, pani jest zmęczona, nic się złego nie stało.

Zdarza się, że ludzie mylą spowiedź z poradnią psychologiczną. Ale doświadczeni spowiednicy wiedzą, że w rzeczywistości o życiową poradę jest znacznie trudniej niż u ojca Mateusza w telewizji. I odsyłają do specjalistów. Księżom ufa się najbardziej – kumulacja pytań „jak żyć?” przypada zwykle na Wielkanoc, Boże Narodzenie i sezon pielgrzymkowy.

Na Jasnej Górze w sierpniu paulini odbywają półtoragodzinne dyżury w „Wieczerniku” – w sezonie bywa, że i po trzy dziennie. To przykryte płóciennym dachem miejsce, gdzie do spowiedzi od rana ustawiają się kolejki. Pod materiałem jest gorąco. Mimo to bywa, że ludzie spowiadają się tutaj pierwszy raz od lat. Zdarzają się więc niełatwe spowiedzi. Czasem ludzie dokonują w nich podsumowania życia. Są i tacy, którym w życiu niby wszystko wychodzi, a jednak przychodzi refleksja: to wszystko opiera się na grzechu. Co mam robić? Jak się zmienić? – pytają.

Ojciec spowiednik

Zakład Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum UJ od kilkunastu lat organizuje seminaria, w których uczestniczą spowiednicy z kilku zakonów oraz psychologowie i psychiatrzy reprezentujący różne orientacje terapeutyczne. Chodzi o to, aby z tych różnic skorzystać. Czasem ksiądz opowie o swoich przeżyciach związanych z „prowadzeniem penitenta”, czasem psychoterapeuta podzieli się swoimi dylematami. W takiej grupie można nawzajem podpatrzeć, nauczyć się innej wrażliwości. Duszpasterze nabywają wrażliwości na emocjonalne problemy spowiadających się, terapeuci zaś – na duchowe problemy pacjenta.

– Odnosząc kwestię tolerancji do sytuacji w konfesjonale, można uznać, że w interesie dialogu między spowiednikiem a penitentem leży wprowadzenie pewnego elementu psychologicznego rozumienia. Duszpasterz czy spowiednik nie powinien zamieniać się w psychoterapeutę. Ale niewątpliwie częściowo działamy na wspólnym polu – tłumaczy organizujący krakowskie spotkania prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta. Dodaje jednak: – Nie jestem nauczycielem spowiedników.

Doświadczeni spowiednicy powtarzają: nie ma lepszych czy gorszych technik spowiadania. Dlatego inne prowadzone w Krakowie kursy (organizują je kapucyni) nazywają się „szkołą dla spowiedników”, a nie „szkołą spowiedzi”. W programie „bloki praktyczne, doświadczeniowe i intelektualne”. W ramach tych ostatnich – dużo psychologii. Spowiednicy z dłuższym stażem opowiadają o poczuciu winy wyznających grzechy, ich samotności i potrzebie bliskości. A także o tym, jak w prosty sposób zaakceptować człowieka, który przed nimi klęka. Wystarczy, przy pomocy gestów i mowy ciała, okazać trochę uczuć.

To niełatwe – również dlatego, że spotkanie „twarzą w twarz” przybiera w konfesjonale bardzo specyficzną postać. – Spowiadający się nie widzą nas. Jeśli w konfesjonale jest światło, siedzimy zasłaniając ręką twarz. Tam, w środku, nie jestem ojcem Józefem Puciłowskim, lecz po prostu ojcem spowiednikiem – mówi dominikanin, przypominając, że w czasie udzielania sakramentu pokuty i pojednania nie wolno mu pokazywać swoich emocji czy wstrętu – niezależnie od tego, co słyszy.

W szkołach dla spowiedników – a także w seminariach i podczas formacji w zakonach – organizuje się też kursy specjalistyczne. Niektóre z nich dotyczą akceptacji i tolerancji w stosunku do określonych grup wiernych: np. homoseksualistów lub wyznających grzech aborcji. W konfesjonale rzadko słyszy się o in vitro – jak twierdzą księża. Dzieje się tak dlatego, że pary poddające się potępianej wciąż przez Kościół procedurze należą do najrzadziej odwiedzających kościoły. Może być jednak i tak, że wielu spowiedników nie nauczyło się jeszcze rozmawiać o związanych z in vitro dylematach.

O. Puciłowski: – Pytania padają wtedy, kiedy sam naruszam porządek spowiadania. Chłopcy, którzy przychodzą z masturbacją, na ogół spowiadają się z niej na samym początku. Staram się im wtedy wytłumaczyć, że po pierwsze, to jest nasza fizjologia. A potem pytam, które to jest przykazanie? Ano szóste. To proszę na początku mówić o udziale we Mszy, czytaniu Biblii i modlitwach. To daje fantastyczne efekty. Skoro Pan Bóg naszą seksualność umieścił na szóstym miejscu, to chyba wiedział, co robi.

Wiedzieć mniej

Nie zawsze największym dylematem spowiednika jest to, czy ma udzielić rozgrzeszenia, czy nie. – Czasem człowiek nie tylko wyznaje swoje winy, ale szuka też rozwiązania dla swoich problemów – mówi o. Marek Donaj. – Pyta: „Powie mi ksiądz, czy dobrze zrobiłem?”. Zwykle nie znam go na tyle, żeby móc odpowiedzieć. Nawet tych, z którymi spotykam się w konfesjonale od 11 lat, nigdy nie miałem odwagi zapytać wprost, czym się zajmują. Myślę, że to by przeszkadzało. Podczas spowiedzi lepiej wiedzieć o kimś mniej.

– Rzadko odmawiam rozgrzeszenia – przyznaje o. Puciłowski. – Zdarza się, że ktoś regularnie nie chodzi do kościoła, ale będzie ojcem czy matką chrzestną albo umarł ktoś w rodzinie penitesta lub jest on świadkiem na ślubie. Wtedy trzeba zrobić wszystko, żeby ta osoba na dłużej wróciła do Kościoła. Ale jeśli usłyszę w zamian litanię medialnych oskarżeń pod adresem Kościoła, rozgrzeszenia nie udzielam. > Można nawrzeszczeć. Ale można też wytłumaczyć. Zwykle ludzie dają się przekonać.

Spowiednicy powtarzają: że to wszystko są ludzkie problemy; że nie mogą się zachowywać, jakby sami byli Bogiem; że w konfesjonale trzeba unikać zdziwienia – a jeśli już się je poczuje, to przynajmniej go nie okazywać. I przypominają, że nietolerancja lub zwykła nieumiejętność radzenia sobie z emocjami ludzi przychodzących do kościoła może powodować fatalne w skutkach reakcje.

– Urazy doznane podczas spowiedzi bywają równie silne jak te doznane podczas pogrzebu – ostrzega o. Donaj. – Zawsze pamiętamy, co ksiądz powiedział na pogrzebie. Podczas spowiedzi jesteśmy podobnie bezbronni. Jeśli ktoś zaatakuje, to rani do żywego. Rana ze spowiedzi ciągnie się latami. Szczególnie jeśli młody chłopiec wyznaje księdzu podczas spowiedzi grzech, o którym być może nie mówił nikomu wcześniej. Jeśli ksiądz tego nie wychwyci i zepsuje, to straci człowieka na 25 albo i więcej lat.

– Do takich „elementów” tolerancji występujących zapewne w sytuacji spowiedzi jak akceptacja, spotkanie czy cierpliwość dodałbym jeszcze jeden: życzliwe zaciekawienie – podsumowuje prof. Bogdan de Barbaro. – Nie mam tu na myśli zwykłej ciekawości, lecz raczej gotowość do wnikania w mechanizmy, które sprawiają, że penitent popełnia grzech.

Zdaniem profesora, taka życzliwa ciekawość mogłaby pomóc w zwracaniu ludziom uwagi na mechanizmy, które nimi rządzą. Na przykład, kiedy mąż spowiada się z awantur z żoną, to może zamiast powiedzieć, że „gniew jest grzechem”, lepiej zaproponować: „spróbuj tak rozmawiać z żoną, abyś czuł się wysłuchany – wtedy nie będziesz musiał odreagowywać gniewem”.

– Zdarza się zapewne, że jakaś moralna intuicja podpowiada księdzu, że coś nie jest grzechem, podczas gdy doktryna mówi inaczej – przypuszcza terapeuta. – Co ma na przykład zrobić taki, który rozumie sens stosowania antykoncepcji, choć Kościół się jej sprzeciwia? Na razie radzi sobie z tym problemem sam. Nie zazdroszczę dzisiejszym spowiednikom.

***

Podobno spowiednikom najbardziej pomaga myśl o tym, że sami są też grzesznikami. Wtedy, gdy czują się równi wobec wszystkich, łatwiej jest patrzeć na innych. I dostrzec to, co jest im najbardziej potrzebne. O. Józef Puciłowski: – Kiedyś w Gdańsku dałem komuś taką pokutę: codziennie spaceruj nad morzem. Bo ludzi, którzy nadają się na terapię, łatwo poznać. To wszystko słychać.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka, reporterka, redaktorka działu Kraj „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracowniczka Instytutu Dziennikarstwa,...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]