Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

U stóp wulkanu

U stóp wulkanu

24.09.2013
Czyta się kilka minut
Usłyszeć Neapol... i nie umierać. Dźwięki miasta są wyrazem życia. Muzyka – nawet pogrzebowa – sama przez się nigdy nie jest końcem.
Marco Beasley Fot. MATERIAŁY PRASOWE
I

I w tym miejscu spotykamy się z filozofią Neapolu. „Ciągłe życie u stóp wulkanu – Wezuwiusza – leży u podstaw kultury neapolitańskiej. Charakterystyczną cechą urodzonych tu ludzi jest fatalizm. Na dobre czy na złe, pozwala jednak dogłębnie doświadczyć życia: pozbawionego złudzeń, świeżego, buzującego energią, w którym w najwyższej cenie jest chwila bieżąca” – Marco Beasley, którego pytałem o specyfikę wykonywanej przez niego muzyki neapolitańskiej, wie, o czym mówi: sam urodził się w cieniu Wezuwiusza. Na festiwalu przedstawi „Le storie di Napoli” („Historie neapolitańskie”).

Tysiące historii
Program koncertu (podobnie jak płyty wydanej przez wytwórnię Alpha) prowadzi przez mroczne i radosne epizody historii miasta. Nie tyle po ścieżkach muzyki dawnej (choć to z nią właśnie najczęściej kojarzymy Beasleya), ile muzyki dotyczącej dziejów i mieszkańców największej niegdyś aglomeracji Morza Śródziemnego. Neapol, być może najbardziej autentyczne z zachowanych do dziś miast regionu (przede wszystkim w sensie sposobu życia, toczącego się na placach i ulicach, pośród architektury narastającej na starożytnych piwnicach, tworzących niezwykłą podziemną sieć korytarzy i pomieszczeń), nie tylko ma tych historii tysiące, ale też przeskakuje od najciemniejszych zakamarków po zalane słońcem place. Znamy to z każdego włoskiego miasta: wąskie, ciemne zaułki, gdzie gąszcz zabudowy kryje wszystko w upragnionym cieniu, otwierające się nagle na piazza, campo lub largo, gdzie człowiek może zaczerpnąć powietrza, nasycić się blaskiem światła i gwarem.
Pieśni, jakie do swego programu wybrał Marco Beasley, opowiadają te niezliczone historie – nie tylko serenady o niespełnionej miłości bądź pieśni o tęsknocie za pięknem wybrzeża Sorrento, ale też o życiu pod panowaniem Aragonów, o głodzie spowodowanym wywożeniem zboża do Hiszpanii, o zagrożeniu wybuchem wulkanu, o buncie Masaniella, po którym jednodniowego plebejskiego króla opłakuje jego narzeczona. O zarazie, która zabrała większość ludności miasta (w 1656 r., sześć lat po owej krótkiej rewolcie społecznej, jako „kara boska” nadeszło morowe powietrze: z 400 tys. mieszkańców przy życiu pozostało ledwie 150 tys.). Muzyka ulicy – powstała poniekąd w opozycji do manierystycznych madrygałów śpiewanych na arystokratycznych dworach renesansowych, muzyka wyrastająca z XVI-wiecznej villanelli, łącząca ją z energią i melodią ludowej tarantelli, nabierająca efektowności pod wpływem barokowej opery buffa, jej charakterystycznych wirtuozowskich arii i udramatyzowanych recytatywów. „Każdy neapolitańczyk jest aktorem – stwierdza Marco Beasley – bardzo dobrym aktorem, choć niekiedy sztucznym i napuszonym. Każdy jest muzykiem, poetą, śpiewakiem”.
Czuło i mocno
Beasley sam jest neapolitańczykiem, muzykiem i aktorem. Urodzony w 1957 r., słynie przede wszystkim z wykonywania muzyki XVI i XVII w. (przede wszystkim z zespołem Accordone, prowadzonym wspólnie z Guido Morinim), zwłaszcza seconda pratica, w udramatyzowanym stylu recitar cantando. To śpiew wyrastający z tekstu, z poezji – muzyczna interpretacja słów, których znaczenie i brzmienie są tutaj na pierwszym miejscu. Ten prymat zawiera się w samej muzyce, gdyż wprowadzili go już kompozytorzy, na przełomie XVI i XVII w. szukający sposobu na rekonstrukcję muzyki starożytnej Grecji. Skoro zaś, jak wiadomo, towarzyszyła ona teatralnej tragedii... Osiągnięcia Beasleya są jednak wyjątkowe, opierają się bowiem nie tylko na kształceniu akademickim, ale i na własnych badaniach etnomuzykologicznych – rzeczywistego sposobu śpiewu sprzed stuleci artysta poszukuje w śpiewie ludowym, niedotkniętym techniką operową, która ukształtowała tradycję akademicką, a także w samym tekście, jego melodii, brzmieniu i znaczeniu słowa. To śpiew aktorski – rzeczywista recytacja śpiewem.
Stąd bierze się także stosunek Beasleya do muzyki neapolitańskiej, której późną salonową odmianę – w postaci najsławniejszych pieśni, jak „O sole mio”, żywą aż do połowy XX w. – kojarzymy z kunsztem najznakomitszych gwiazd świata opery, od Carusa po Pavarottiego. Beasley sięga do słów, do ich własnej melodii: „Tekst jest podstawą – jego własna muzyczność, muzyczność języka mówionego, bogatego w charakterystyczne zwroty, ekspresję, gesty i uczucia. Język neapolitański to dużo więcej niż dialekt – ma swoją literaturę i własne wyrażenia”.
Muzykę neapolitańską wyróżnia zdolność natychmiastowego przyciągania uwagi – dzięki prostocie pięknej melodii, dzięki sile wyrazu tarantelli. Komunikatywność tej muzyki jest wyjątkowa, i to na wszystkich jej poziomach – od pieśni praczek po barokowe kantaty. Z melodią łączy się tekst poetycki, prosty i poruszający, trafiający bezpośrednio w serce – również dzięki naturalnej muzyczności dialektu neapolitańskiego, dzięki używaniu słów zarazem czułych i mocnych. Po neapolitańsku mówi się na przykład ’a femmena mia – „moja kobieta” – zamiast la mia donna. Słowo „kobieta” zyskuje tym samym znacznie szerszy, nieledwie zwierzęcy wydźwięk.
Znamionuje to silny związek z Naturą, która w Neapolu potrafi być i piękna, i dzika. 

JAKUB PUCHALSKI jest krytykiem muzycznym i historykiem kultury. Jako publicysta i dydaktyk zajmuje się przedmiotami związanymi z historią oraz recepcją muzyki i sztuki.
Marco Beasley z towarzyszeniem zespołu Accordone zaśpiewał w Gliwicach pieśni neapolitańskie 21 września.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]