Trzeba jechać do Moskwy

Czy prezydent Polski powinien pojechać na Moskwy na tamtejsze obchody 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej? Odpowiedź jest prosta: tak. Trzeba jechać. I równocześnie trzeba mówić do rzeczy - przed, w trakcie i po. Mówić rozsądnie i ze spokojną pewnością siebie, bez wyuczonego w dawnych czasach serwilizmu, ale i bez agresji czy użalania się nad sobą, że znowu ktoś zakłamuje naszą historię.
Czyta się kilka minut

I naprawdę nie warto emocjonować się bzdurami, które teraz z Moskwy płyną i będą zapewne płynąć coraz szerszym strumieniem w najbliższych miesiącach. Bo przed 9 maja 2005 r. zapewne nie raz jeszcze usłyszymy z Kremla, że Jałta była dla Polaków dobrodziejstwem, Stalin był Polski wyzwolicielem, Polacy popełnili per saldo więcej zbrodni na Rosjanach niż odwrotnie, a Katyń to błahostka.

Warto to wszystko odnotowywać, bo strategia taka, wprost odwołująca się do historiografii sowieckiej, mówi sporo o tym, co dzieje się dziś na Kremlu i w którą stronę zmierza rosyjski system władzy. Ale nie warto się denerwować. Ani tym bardziej podejmować emocjonalnych decyzji politycznych. Nie warto, bo to wszystko gra, tak prymitywna, że aż banalna, o przejrzystych intencjach. Kremlowscy stratedzy uznają najwyraźniej, że słabym punktem Polaków jest historia. Słabym w tym sensie, że na tym polu najłatwiej wywołać w Polsce pożądane reakcje. I że jeśli Putin chce doprowadzić do tego, by polskie władze zbojkotowały moskiewskie obchody 9 maja 2005 r., wystarczy “wrzucić" (by użyć języka KGB) na jakiś portal internetowy “informację" (np. oświadczenie rosyjskiego MSZ, że Polacy nie powinni krytykować Jałty), a zaraz znajdzie się w Polsce ktoś (np. przywódca jednej z partii opozycyjnych), kto - zgodnie z oczekiwaniami Kremla - poczuje się obrażony i zażąda, by prezydent Kwaśniewski nie jechał do Moskwy.

Tymczasem wszystko jest tylko kolejną polityczno-bezpieczniacką operacją. Zarówno ci, którzy decydują o tym, aby wykorzystywać historię jako instrument i manipulować nią (czyli Putin i jego otoczenie), jak wykonawcy odgórnych dyrektyw (posłuszni dziennikarze czy historycy) robią to bez emocji, na zimno, z kalkulacji. Trwająca od kilku miesięcy (bo wcale nie od dziś) i nakierowana na irytowanie czy poniżanie Polaków “kampania historyczna" służy konkretnym celom - w polityce wewnętrznej (próba budowania nowej-starej tożsamości, opartej na mitach narodowych i zafałszowanej wizji przeszłości) i zagranicznej (co najmniej od momentu zaangażowania się Polski w Pomarańczową Rewolucję, Kreml robi wiele, by tworzyć sytuacje, w których Polacy będą wyglądać w oczach Zachodu na patologicznych rusofobów).

Dlatego kremlowską intrygę trzeba zneutralizować: pojechać do Moskwy na majowe uroczystości i dalej robić swoje.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2005