Reklama

Tajemnica ludzi opuszczających Kościół

Tajemnica ludzi opuszczających Kościół

02.03.2020
Czyta się kilka minut
REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE: POLSKIE POKUSY (2) Ujawniony zostaje kolejny przypadek wykorzystania seksualnego osoby małoletniej przez duchownego.
Msza na rozpoczęcie Triduum Paschalnego w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, Kraków, kwiecień 2019 r. MAREK LASYK / REPORTER
M

Miejscowa kuria podejmuje działania zgodne z wytycznymi episkopatu. Diecezjalny rzecznik wydaje specjalne oświadczenie. Niby wszystko w porządku, tylko że… w oświadczeniu nie ma ani słowa o skrzywdzonym młodym człowieku. Rzecznik ma przecież bronić interesów Kościoła jako instytucji! I oto kolejny człowiek, który bynajmniej nie jest drogą Kościoła. Kolejna stracona okazja na świadectwo życia w prawdzie.

To jeden z wielu przykładów ulegania pokusie wsobności. Tak proponuję tłumaczyć „autoreferencjalizm”, o którym tak wiele mówi papież. Franciszek przestrzega przed Kościołem, który żyje w sobie, z siebie i dla siebie. Taki Kościół nie służy – a Kościół, który nie służy, służy do niczego. Przestaje być księżycem odbijającym światło, bo „nawet nie zdając sobie sprawy, wierzy, że to on sam jest światłem”.

Jest taki opis, jak Jezus naucza w Kafarnaum. Zbiegają się do Niego tłumy. Ewangelista Marek notuje: „Całe miasto było zebrane u drzwi”. Pełen sukces!? A jednak Jezus nocą ucieka z miasta, aby się modlić. Apostołowie odnajdują Go i przekonują, by wracał do Kafarnaum: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On odpowiada: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem” (Mk 1, 35-39).

„Pójdźmy gdzie indziej” – to odpowiedź Jezusa na polską pokusę kościelnej wsobności. Jego nie zadowala głoszenie Dobrej Nowiny tylko tym, którzy są blisko. On zachęca, żeby zaryzykować, nie osiadać na laurach i nie zadowalać się tym, co jest; żeby szukać oddalonych, pójść w takie miejsca, gdzie ludzie też Go potrzebują, nawet jeśli (jeszcze?) Go nie poszukują.

O przezwyciężaniu pokusy wsobności mówił papież Franciszek do biskupów z Ameryki Łacińskiej. Podkreślał, że w misji Kościoła pierwszorzędnego znaczenia nabiera aktywne szukanie osób, które oddalają się od wspólnoty; wnikanie w „tajemnicę ludzi opuszczających Kościół”. Apelował, by Kościół „potrafił włączyć się w ich rozmowę”.

W Polsce też przybywa ludzi opuszczających Kościół. Czy ktoś usiłuje wniknąć w ich tajemnicę? Włączyć się w ich rozmowę? Uczciwa odpowiedź na te pytania może stanowić test wsobności. Im bardziej Kościół nad tymi kwestiami się zastanawia, tym bardziej jest misyjny, a mniej wsobny.

Nawiązując do historii o ucieczce do Emaus, papież mówił biskupom brazylijskim: „Potrzebujemy Kościoła, który potrafi prowadzić dialog z uczniami uciekającymi z Jerozolimy, włóczącymi się bez celu, samotnie, ze swoim zawodem, rozczarowaniem chrześcijaństwem uważanym już za ziemię jałową, bezowocną, niezdolną do generowania sensu”. Podkreślał, że uczciwe zrozumienie powodów, dla których ci ludzie odchodzą, zawiera w sobie „także i motywy możliwego powrotu. Ale trzeba umieć całość odważnie odczytać”.

W Kościele powinno być miejsce i dla zadomowionych (dwellers), i dla poszukiwaczy (seekers). Tyle że oni mają różne potrzeby. Zadomowieni chcą żyć w świecie znanym, bezpiecznym, sprawdzonym. Poszukiwacze wciąż tęsknią za czymś więcej. Zadomowieni akcentują stabilność, spójność zasad, wyraźne granice. Poszukiwacze cenią doświadczenie i emocje, możliwość eksploracji nieznanego. Co ma być priorytetem Kościoła tu i teraz?

W polskich kościelnych realiach chęć szukania ludzi oddalonych przekłada się najczęściej na działania z nurtu nowej ewangelizacji. Ale dla wielu współczesnych duchowych poszukiwaczy odpowiedzi podsuwane przez ten nurt mogą być zbyt proste. Aby do tych ludzi trafić, trzeba głębiej wejść w ich świat. Należy wspólnie z nimi poszukiwać, a nie walczyć z nimi. Odrzucić postawę posiadacza prawdy znającego z góry odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania.

Przezwyciężając wsobność, głosiciele Ewangelii sami powinni stawać się poszukiwaczami. Poszukiwaczami szczęśliwymi, bo już znaleźli skarb, którzy jednak – dzieląc się nim z innymi – wciąż go szukają. Wszak „uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”, jak pisał Jerzy Liebert. ©

 

WSOBNOŚĆ – Kościół, który nie służy, służy do niczego. Żyje w sobie, z siebie i dla siebie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

krakowskim franciszkanom najwyraźniej wydaje się, że ją wydarli sektom i ochoczo poczęli jej zasady wcielać w życie: ⛪ Jedna z uczestniczek rekolekcji w Koszarawie cały czas jest pod opieką psychologa - Katarzyny Małyjurek z Cieszyna. W rozmowie z nią nastolatka nazywała błogosławieństwo po sobotniej mszy na rekolekcjach "modlitwą o uzdrowienie". - Dla kilku nastolatków to był - jak mówią – horror, wstrząsające, traumatyczne przeżycie. Po tej mszy pojawił się u nich smutek, płaczliwość, poczucie obecności kogoś lub czegoś, "jakby innych bytów", w tym omamy słuchowe, wzrokowe, lęki, bezsenność, zaburzenia łaknienia, apatia, "zawieszanie się". Zostali narażeni na silny stres, ich poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane, ponieważ patrząc na mdlejących w trakcie rytuału kolegów niektórzy myśleli, że oni umierają – opisuje psycholożka. ⛪ ja nie wiem, czy franciszkanom odbiło pychą i głupotą na zasadzie "bo papież Franciszek", czy też inne demony są tu czynne, al stało się - dziś z Krakowa wyjeżdżają na specyficzne, literalnie sekciarskie misje delegacje wyszkolonych w praniu mózgów i nawijaniu makaronu na uszy ojczulków - a to uzdrawiają raz w miesiącu u zaprzyjaźnionego plebana w Pogórzu, a to w Cieszynie bierzmują skazańców z wysokimi wyrokami - w tym przypadku dorwali się do grupy bogu ducha winnych i nieświadomych zagrożenia dzieci, wysłanych przez rodziców pod opiekę tych drapieżników na niewinnie brzmiące "rekolekcje przed bierzmowaniem"... minęły już czasy, kiedy podobne historie przechodziły bez echa zamiatane pod dywan, nawet w wiosce na południu Polski owieczki maja już dosyć fałszywych pastuchów i starcza im odwagi i determinacji, by o swoje dzieci walczyć - i tak się w tym przypadku stało, sprawa w prokuraturze, biskup bielsko-żywiecki z kropką na nosie i plamą na CV [p.s rekolekcje i wykłady jak choćby ten powyżej to ja bym radził organizować polskiemu klerowi, diecezjalnemu i zakonnemu, na okrągło i aż do bólu]

...kto w dzisiejszych czasach i po tej franciszkańskiej aferze odważy się posyłać swoje dzieci na jakiekolwiek "religijne" balety organizowane przez kościół katolicki, tego śmiało można nazwać co najmniej lekkomyślnym i niefrasobliwym - w wersji bez poprawności politycznej po prostu g ł u p c e m

Nie chcę spoilerować. Na końcu bardzo rozsądnie wypowiada się xsiądz bodajże profesor, krytycznie na temat tej całej szarlatanerii. Proszę zwrócić uwagę na ludzi biorących udział w podejrzanych praktykach, rozegzaltowaną młodzież, ich naiwnych rodziców, wykorzystujących naiwność księży, na sposób postrzegania świata występującej pani "chrześcijańskiej psycholog". Tam jest odpowiedź, kto dalej bezgranicznie będzie ufał przewodnikom stada i gorliwie szlifował swoje potomstwo. Jeśli komfort psychiczny dziecka, poczucie młodzieńczej swobody są mniej ważne jak ortodoksyjne trwanie przy praktykach religijnych i lęk przed nieskończonym ogniem wiecznym - to mamy właśnie potem produkty takiej katechizacji.

https://tvn24.pl/magazyn-tvn24/nie-bylo-mowy-o-czarach-na-dzieciach-rekolekcje-do-prokuratury,260,4527

Straszne, trzeba tych osobników w Polsce a także w Ameryce Łacińskiej i wszędzie gdzie stosują swoje sztuczki po prostu wyeliminować, wszystko jedno jakim sposobem, to jest bardzo niebezpieczny wirus. To jest jak Voodoo. Usunąć zarazę w zarodku zanim się rozprzestrzeni. Niech tych szamanów... Bóg pokarze, tu na ziemi a nie kiedyś

Tajemnica to jest w nawróceniu, w odwróceniu co najwyżej mamy zagadkę, parę sztuczek, czasem autentyczne rany.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]