Reklama

Stommów brak

Stommów brak

28.08.2006
Czyta się kilka minut
Ojczyzna się kurczy... "Ojczyzną człowieka jest drugi człowiek" - te słowa przypisuje mi poeta Kazimierz Brakoniecki, który urodził się tak samo jak ja w Barczewie koło Olsztyna. Tyle że on urodził się w Polsce, a ja w Niemczech, kiedy ta miejscowość nazywała się Wartenburg. Przypadkowo spotkani dwaj Warmiacy, jeden Niemiec, drugi Polak, szli uliczkami ich miasta urodzenia, filozofując na temat, co to jest ojczyzna. Byliśmy zgodni, że ojczyzną nie jest dom urodzenia ani szkoła, ani kościół, ani nic z rzeczy materialnych. Liczy się natomiast człowiek.
M

Moją ojczyzną ze względu na ludzi stała się Warszawa (trochę Kraków), gdzie od 1971 r. (z krótkimi przerwami) do 2003 r. pracowałem jako niemiecki dyplomata. Poznałem w tym czasie dużo ciekawych ludzi, m.in. Stanisława i Elwirę Stommów. Intensywny i częsty kontakt był tak oczywisty, że nie mogłem sobie wyobrazić inaczej. A tu nagle zabrakło Stommów, odeszli. Najpierw On w lipcu 2005 r., a rok później w sierpniu - Ona. Kilka tygodni przed Jej śmiercią jeszcze Ją odwiedziliśmy z żoną. Było jak zawsze, przy kawie i rozmowie (podczas której akurat zadzwoniła pani Józefa Hennelowa), ale brak było Profesora. Pani Ela żywo się wszystkim interesowała, starając się wypełnić lukę po Profesorze. Teraz i Jej już nie ma.

A ja się zastanawiam, czy ta ojczyzna, którą dla mnie jest człowiek, zbytnio się nie kurczy? Stwierdzam nagle, że tylu już odeszło. Oprócz Stommów są to: Prymas Stefan Wyszyński, ks. bp Władysław Miziołek, Mieczysław Pszon, Jerzy Turowicz, Wiktor i Janina Woroszylscy, Antoni Marianowicz, Andrzej Szczypiorski, Władysław Szpilman, Artur Międzyrzecki i wielu innych. Niektórych znałem bardzo dobrze, z niektórymi się przyjaźniłem. Kurczy mi się Ojczyzna. Wszystkim, których znałem, dużo zawdzięczam, Profesorowi Stommie i Jego Małżonce szczególnie. Był dla mnie wzorem optymizmu. W czerwcu 1988 r. pisał do mnie tak: "gdyśmy się poznali (...) czasy były zgoła inne, inne były zadania. Zaczynaliśmy od spraw podstawowych, gdzie pryncypia moralne wysuwały się na czoło (...). Słyszę teraz wiele narzekań, że tyle jest we wzajemnych stosunkach trudności, że się cofamy i ludzie czują się zniechęceni. Narzekania te przyjmuję z wielkim spokojem (...). Historia wymaga cierpliwości i spokoju. I tu leżą zadania elity (...). Ludziom znękanym obecnymi trudnościami zwracam uwagę na drogę, którą już przebyliśmy na szlaku wzajemnego zrozumienia i porozumienia". Słowa napisane jakby dzisiaj, a nie 18 lat temu.

Robi się pusto dookoła, mimo że przebywam wciąż wśród ludzi. Z kim tu jeszcze rozmawiać, snuć plany o współpracy polsko-niemieckiej, dla której tyle zrobiliśmy? Czy jeszcze warto? Komu na tym jeszcze zależy?

WINFRIED LIPSCHER (Berlin)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]