Spodobało się Bogu

Czasami można odnieść wrażenie, że teologię uprawia się po to, by Pana Boga trzymać na odległość.
Czyta się kilka minut

Taki metafizyczny Bóg jest po prostu bezpieczniejszy od Boga, którego przedstawiał nam Chrystus. Kościół wierzy przecież, że styl życia Jezusa jest stylem życia Boga. Natomiast Bóg „metafizyczny”, jak pisze Karl Rahner SJ, jest tak bardzo abstrakcyjny, odległy i zdystansowany wobec świata – że aż nieobecny. On żyje swoim życiem, my swoim. Tylko od czasu do czasu Wielki Nieobecny zjawia się, ale wyłącznie po to, by zamieszkać między nami. Oczywiście, jego interwencja jest wtedy usprawiedliwiona, bo sprowokowana przez nasze grzechy. Czasami zjawia się też, ale znacznie rzadziej, po to, by nam pomagać. Na taką łaskę trzeba sobie dobrze zasłużyć.

Kreśląc taki obraz Boga, oczywiście przesadzam, ale czy znowu aż tak bardzo? Autor Pierwszej Księgi Królewskiej opisuje rozmowę Boga z Salomonem. Na pytanie, o jaki dar chciałby Boga prosić król Izraela, Dawid odpowiada, że o dar mądrości. Taka odpowiedź, czytamy dalej, bardzo się Bogu spodobała. A to znaczy, że Bóg wysłuchał Dawida z przyjemnością, że poczuł się zadowolony – co z kolei wskazuje na to, że Bóg, podobnie jak ludzie, umie i lubi się cieszyć, być szczęśliwym. Jest szczęśliwy na swój sposób, ale i po naszemu (skoro jesteśmy do Niego podobni).

Mając to na uwadze, aż dziw bierze, dlaczego przez całe wieki mistrzowie sztuk plastycznych przedstawiali Jezusa, Boga wcielonego, jako postać zawsze śmiertelnie poważną. Nawet w Kanie Galilejskiej! Na obrazach czy freskach trudno zobaczyć Jezusa roześmianego od ucha do ucha. Można spotkać szczęśliwą, uśmiechniętą, zadowoloną z życia Matkę Jezusa (np. Piękna Madonna z bazyliki w Gdańsku, Madonny z Szampanii i Burgundii sprzed epidemii dżumy w XIV w.). Natomiast samego Jezusa, a tym bardziej Boga Ojca – nie mówiąc o Duchu Świętym – chyba nigdy nie widzi się radosnego. Dlaczego?

Odpowiedź przynosi Paweł Apostoł w Liście do Rzymian: „Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej”. A zatem nasze zaufanie do Boga, współpraca z Nim, daje Bogu zadowolenie. Bóg cieszy się nami, widząc nas przy sobie. Owszem, podarowanie siebie Bogu jest ofiarą – a to znaczy, że wymaga trudu, poświęcenia, bywa, że sprawia ból – ale to cierpienie w rezultacie też przynosi człowiekowi radość, o którą na co dzień trudno. Cierpieć dla drugiego i z powodu drugiego, tak naprawdę – potrafi tylko Bóg. Udowodnił to Jezus na krzyżu.

My próbujemy Go naśladować. Bo czymże innym jest to, co nazywamy satysfakcją, zadowoleniem z życia, a więc z tego, że mimo wielu przeszkód mamy dom, mamy co jeść, a przede wszystkim – komu się ofiarować? To, że mamy się kim cieszyć?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2014