Smutny Wołyń

To wojna biednych ludzi. Kto ma pieniądze, chce się wymówić od wojska. Sposoby są różne... Paweł Reszka pisze z Ukrainy.
Czyta się kilka minut
Wołyń, luty 2015 r. / fot. Paweł Reszka
Wołyń, luty 2015 r. / fot. Paweł Reszka

To taka gra. Jak określić jednym słowem rzeczywistość.

– Smutek – mówi mi pani z uniwersytetu w Łucku na Wołyniu. Ale dlaczego smutek? Siedzimy w miłej knajpce, wyszliśmy właśnie z teatru. Sztuka była ciekawa, aktorzy niby nie profesjonaliści, ale dali z siebie wiele. Przed chwilą im klaskaliśmy. Teraz chwalimy, siedząc przy stole.

Ale pytam o ten smutek, choć odpowiedź jest oczywista. Ciągnąca się od miesięcy wojna. Hrywna, która spada w dół z zastraszającą prędkością. Obojętność świata.

– Idą przywódcy obcych państw przez Majdan. Studenci krzyczą im po angielsku: „Jesteśmy Europą!”. Nikt nie słyszy. Siedzę w domu, patrzę w telewizor. Łzy ciekną mi po policzkach. Wiem, że jesteśmy sami – tak mi opowiada.

– Pewnie niewielu ma pani studentów? – pytam.

– Jak to? – dziwi się ona.

– Nie chcą się uczyć, uciekają walczyć na front.

Ona jest zakłopotana: – Nie, nie ma takich przypadków.

– Nie chcą tam jeździć?

– Jest dużo wolontariuszy, ale chętnych na front nie ma wielu. Nie potępiam ich za to – mówi.

– Dlaczego?

– Sama jestem matką i siostrą – mówi – Nie chcę, by tam ginęli.

– Tam?

– Daleko od domu, gdzie są mężczyźni ze Wschodu. Oni powinni walczyć. I oni uciekają albo walczą ale przeciwko nam.

– Ta wojna nie jest rycerska? Romantyczna?

– Proszę przestać – mówi. – To wojna biednych ludzi. Kto ma pieniądze, chce się wymówić od wojska. Sposoby są różne...

Nagle urywa. Robi się jej głupio. Powiedziała więcej, niż chciała. Szybko zmieniamy temat. Mówimy o wolontariuszach i o tych z Wołynia, którzy zginęli tam na Wschodzie. W środku Łucka jest wielka tablica ku ich czci. Podobne są w wiejskich szkołach i klubach.

– Wołyń już zapłacił krwią – tłumaczy mi – Podczas pierwszej mobilizacji poszła masa ochotników. Niektórzy wrócili okaleczeni, inni w ogóle.

Żadna wojna nie jest romantyczna. Ciągle tu słyszę, że nie jest. Wójt, z którym się znam od dawna, opowiada przy herbacie:

– Było zebranie w sprawie mobilizacji. Mówią, że tych, którzy jej unikają, czeka odpowiedzialność karna. Odpowiedzialność karna grozi także władzom samorządowym... Wiesz, ale przecież ja jestem stąd. Jestem jednym z tych ludzi i dla tych ludzi. Ja za nich odpowiadam, a oni nie chcą tam jechać. Nie chcą się bić. Mam na nich donosić? Przecież nie mogę tego zrobić. To jasne. Co myślisz?

Nie wiem, co powiedzieć.

– Ile przyszło kart mobilizacyjnych?

– Siedemdziesiąt.

– Ilu poborowym udało się je wręczyć?

– Pięciu.

Spotykam się z funkcjonariuszem jednej ze służb.

– Wójt mówi 70 kart mobilizacyjnych, 5 doręczonych. Możliwe?

– Niestety, możliwe. Wyjazdy za granicę, ukrywanie się. Próby przekupywania komisji lekarskich. Kombinowanie z komisjami wojskowymi: „Może zapłacę, a oni zapomną o mnie na jakiś czas”.

– Udaje się to?

– A jak pan myśli? Ludzie zaczynają mieć dość. Pytają, co się zmieniło. A co się zmieniło oprócz tego, że ze wschodu wracają worki z ciałami, oszczędności topnieją, a hrywna zmienia się w śmieci?

Przy stole siedzi chłopak, który jest w Łucku pierwszy raz. Proszą go o wzniesienie toastu.

– Chciałbym, żeby ludzie tutaj znów zaczęli się uśmiechać – mówi.

Zobacz także:

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”