Relaks

Niedzielne wizyty w marketach budowlanych już dawno uznaliśmy za najsensowniejszy sposób spędzania wolnego czasu.
Czyta się kilka minut

Jakże często relaksowaliśmy się, wąchając tam plastikowe kwiatki, przeglądając oferty młotków, wsłuchując się w muzykę tła zwaną muzakiem bądź w trele ptactwa puszczane z głośników w działach ogrodniczych. Jakiś czas temu, z opóźnionym refleksem, skonstatowaliśmy, że sklepy, zwłaszcza duże, bo małe niekoniecznie, są całkowicie wolne od smogu polityki. Zważmy, że wszystkie pozostałe przestrzenie – służbowe, domowe, towarzyskie bądź uliczne przymuszają nas do wdychania tych oparów. Wpadamy przez to co rusz w bąbel śmiertelnego znudzenia – a mówimy bardzo szczerze: od wczesnego dzieciństwa nuda to nasz podstawowy problem w funkcjonowaniu pośród ludzi. Odkrycie, że planety sklepów wielkopowierzchniowych nas nie męczą, nie nudzą, że nas wręcz ciekawią, było krokiem milowym w gonieniu nudy i zwiotczaniu sobie mięśni gładkich oraz prążkowanych poprzecznie.

Chwile spędzone w wielkich sklepach dają nam zawsze solidną próbkę polskiej intymności, bo to tam wsłuchujemy się w szepty i krzyki, a to w sprawie kolorów farb, a to tapet bądź kafli. Szepty te i krzyki dają nam też pełną orientację, że oto pomiędzy regałami, a nie w polityce, płoną najpoważniejsze podziały i gotują się konflikty. To tam mamy do czynienia z najboleśniejszymi zranieniami. To stamtąd, z odległych od akademii sztuk pięknych hal, płynie Nil tutejszej estetyki. Tam biją serca polskiej Prowansji i Toskanii. Oto obserwacje te i nasłuchy skutecznie zwalniały nas z powracających i kompulsywnych rozmyślań nad fenomenem klinicznego lewactwa polskiej prawicy. Mamy tu na myśli miliony lewych rączek i nóżek, w które natura ludzi owej formacji wyposażyła z osobliwym naddatkiem, godnym obficie ilustrowanego atlasu.

Rzecz jasna pełni tych wrażeń można było zaznać tylko w niedzielę, w rzekomo święty dzień rodziny polskiej. Dni powszednie są w marketach zaledwie okazją do specjalistycznych badań nad fachowcem polskim w permanentnej irytacji. Jest to zajęcie co najmniej równie nużące jak uczestniczenie w dyskusji, której założeniem jest magiczna teza, że w Polsce nie ma anty- semityzmu. Ponieważ niedziele uznano właśnie za dni przymusowo wolne od tego typu handlu i nasze oazy wypoczynku czynnego w tych dniach zamknięto, pozostała nam ostatnia rozrywka z tego gatunku, czyli jeżdżenie tramwajami.

Podróż tramwajem w celach rozrywkowych ma oczywiście wadę podstawową. To przymus wniesienia opłaty i ograniczony horyzont obserwacyjny, zamknięty pojemnością pudła wagonu bądź tłokiem, co skutecznie hamuje ekspresję zarówno werbalną, jak i fizyczną. Zaletami jest możliwość bawienia się na siedząco, będąc jednakowoż w ruchu, i powab w sklepach niespotykany: mianowicie w tramwajach ludzie, jeżeli już rozmawiają, też przez telefon, to rzecz jasna albo o tym, co zjedli, albo o chorobach. Zaprawdę trudno o lepszy niż tramwaj punkt obserwacyjny, jeśli idzie o badania nad różnorodnością zakażeń wśród ludności polskiej. Jest i coś jeszcze: to tramwajowe monitory, na których niejako mimochodem podawane są nowiny ze świata. Parę dni temu, gdyśmy jadąc przysłuchiwali się interesującym zwierzeniom współpasażerki na temat dręczącego ją uczucia balonienia głowy, co jest oczywistym objawem tzw. syndromu kuchni chińskiej, na monitorze pojawił się lakoniczny komunikat: „Uczeni odkryli w mózgu sygnał zrozumienia”. Gdzie? U kogo? – zakrzyknęliśmy, zwracając na siebie uwagę podróżnych. Niestety detali owego odkrycia na ekraniku nie wyświetlono. Najpewniej był to kolejny fake news. Tak mniemamy. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2018