Podpalacze

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął!
Czyta się kilka minut

Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. Oto słowa Jezusa.

Trochę zaskakujące – zwłaszcza gdy ich autora wyobrażamy sobie zupełnie inaczej. Na przykład tak jak na starych oleodrukach, albo w wersji współczesnej, powiedzmy: „hippisowskiej”. Jezus jest w tych przedstawieniach tak słodki, że aż mdły. Na przykład scena z Ogrodu Getsemani. Chrystus co prawda klęczy, z bólu załamuje ręce, patrzy tęsknym wzrokiem w niebo, ale w ten ból trudno uwierzyć. Zbyt pięknie Jezus cierpi. Drugą skrajnością grzeszy na przykład przedstawianie Jego egzekucji jako krwawej jatki – to przykład filmu „Pasja” Mela Gibsona. Nic zatem dziwnego, że ochotników do rozniecania ognia w ludzkich umysłach – a jeszcze bardziej sercach – nigdy nie brakowało i nie brakuje. Nie brakowało też chętnych do naśladowania Jezusa przepędzającego kramarzy ze świątyni.

Szczególnie łasi na taki sposób załatwiania spraw są niektórzy politycy i tzw. ludzie Kościoła, czyli, jeśli dobrze ten termin rozumiem, prezbiterzy, biskupi i pewnie niektórzy świeccy. Siłowe podejście do „niesfornych owieczek” nie jest nam, starszym Kościoła i owym działaczom, całkiem obce. Zdaje się więc, że właśnie ludzi Kościoła miał na myśli Franciszek, gdy mówił do seminarzystów, że „Kościół wiele wycierpiał i nadal cierpi, ilekroć ten, kto został powołany do przyjęcia skarbu w glinianym naczyniu, gromadzi skarb, troszczy się o zmianę swej glinianej natury i wierzy, że jest kimś lepszym, że nie jest już ulepiony z gliny”. Tymczasem: „Jesteśmy z gliny na zawsze, nikt nas z tego nie wybawi. Jezus nas zabawia na swój sposób, a nie na sposób ludzki, prestiżu, pozorów, zaszczytnych miejsc. Stąd pochodzi karierowiczostwo w Kościele, które czyni tak wiele szkody”.

Do rozpalania złego ognia pilno również podwładnym, zarówno duchownym, jak i świeckim. Zwłaszcza wtedy, gdy posługę rządzenia postrzega się jako przywilej, wyniesienie siebie ponad innych. A ponieważ wdrapać się na tak wysoki szczyt udaje się tylko nielicznym, stąd pozostaje czekać na okazję i zazdrościć. Marzyć o chwili, kiedy naszemu przełożonemu powinie się noga. Wtedy pokażemy mu, gdzie raki zimują. To pewnie dlatego Ignacy z Loyoli miał prosić Boga, by przynajmniej od czasu do czasu Towarzystwo Jezusowe było poddawane prześladowaniom. Prawdziwym, nie wydumanym.

Co więc począć z podpalaczami i stróżami złego ognia? Z nadgorliwymi, moralistami, o których papież mówi, że są etykami bez miłości? Ksiądz Wojciech Lemański pisze na blogu, że kilka razy zapraszał do siebie na spotkanie z parafianami jednego z dziennikarzy, który ostro go krytykuje. Ten jednak nigdy się w Jasienicy nie zjawił. „Mimo wszystko, zapraszam (...) – pisze ks. Lemański. – Niech się Pan nie obawia. Tu nikt Panu w twarz nie napluje”. Tak, pluciem złego ognia się nie ugasi, a dobrego, oczyszczającego, nie rozpali i już płonącego nie podtrzyma. Dowód? Pan Jezus. Nikogo nigdy nie opluł, żadnego wroga.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2013