Reklama

Piłka i kula

Piłka i kula

06.09.2021
Czyta się kilka minut
Zawodnicy ampfutbolu mają problemy z przestrzenią do treningów czy ze znalezieniem sponsorów. Ale najczęściej mówią o barierach, które tkwią w naszych głowach.
Krystian Kapłon, mecz Polska–Turcja, Kraków, 8 maja 2021 r. PAULA DUDA / MATERIAŁY PRASOWE
N

Na trybunach stadionu przy Młyńskiej w Bielsku-Białej zamieszanie. Budkę z kawą i hot-dogami oplata coraz dłuższa kolejka. Zanim zagwiżdżą na pierwszy mecz o mistrzostwo ekstraklasy, murawę testują dzieciaki. Po krótkich zapowiedziach i przedstawieniu zawodników zapada nagła cisza, przez moment słychać tylko wymianę zdań między biegnącymi piłkarzami. W każdej drużynie jest ich siedmiu – sześciu jednonożnych w polu i bramkarz, ten z Wisły – leworęczny. Siadamy w strefie krakowskiej drużyny i po chwili słyszę już tylko co drugie słowo jej menadżera, który – przekrzykując siedzących za nami kibiców – próbuje opowiedzieć, jak zaangażował się w ampfutbol. Dbająca o doping Wisełki grupa nastolatków po krótkiej wymianie zdań szybko ustala, kto jest najszybszy na boisku. Dwudziestka trójka.

Nie chowaj się w cieniu

Marek Dragosz, trener reprezentacji Polski w ampfutbolu: – Czasami, gdy zdarzają mi się słabsze dni, sięgam po zdjęcia z pierwszego treningu. Wyglądamy jak w starym kinie. Facet w spodenkach w palmy. Gość w butach do pływania po rafach koralowych, który wymyślił sobie, że właśnie w takim obuwiu nie będzie się ślizgał po hali. Wytatuowany, łysy atleta na „przepusteczce” z Białołęki deklaruje, że przyszedł sobie „popykać”, zanim wróci pod celę. I naprzeciwko nich ja, przekonany, że to musi być piłka nożna, nie żadna ochronka. Zaczynamy. Chcę pokazać jakieś ćwiczenie, staję tyłkiem do zespołu i zaczynam dziwacznie naśladować ruchy chodu o kulach – sposób, w jaki wyobrażam sobie, że chłopaki będą biegać. Odwracam się, a oni składają się ze śmiechu. Szydera ciągnęła się za mną do szatni. Zebrałem ich tam wszystkich i mówię: dobra, słuchajcie, za rok jedziemy na mistrzostwa świata do Kaliningradu.

Zanim jednak nasza reprezentacja strzeli gola Argentynie, zajmując w Kaliningradzie honorowe, przedostatnie miejsce, przenieśmy się na chwilę do ­Seattle. Jest początek lat 80., grupa niepełnosprawnych narciarzy szuka sposobu, by w oczekiwaniu na zawody nie stracić kondycji. Pewnego dnia jeden z zawodników, Don Bennett, przygląda się synowi grającemu z kumplami w kosza. Gdy odbita od tablicy piłka toczy się wprost do niego, niewiele myśląc, kopie ją do syna podpierając się na kulach. Za kopnięciem przychodzi olśnienie. Już cztery lata później w Seattle rozgrywany jest pierwszy międzynarodowy turniej piłki nożnej dla zawodników po amputacjach kończyn. Bramkarze są jednoręcy, zawodnicy w polu – jednonożni, zdejmują protezy i biegają o kulach. Mistrzostwa wygrywa drużyna z Salwadoru składająca się z weteranów wojennych. Dziś ampfutboliści grają w ponad czterdziestu krajach: Gruzji, Palestynie, na Filipinach, w Azerbejdżanie czy Rwandzie. Największy ruch na rynku transferowym – jak dosadnie mówią sami zawodnicy – jest tam, gdzie toczą się wojny, trwają zamieszki, wybuchają kolejne rewolucje.

Ale światową potęgą ampfutbolu od lat pozostaje Turcja, tylko tam niepełnosprawni mogą grać w piłkę zawodowo. Jednonożni są gwiazdami popularnych programów telewizyjnych, pojawiają się w odcinkach specjalnych MasterChefa, ich życie osobiste śledzi i omawia prasa, a w pałacu prezydenckim gości Recep Erdoğan. Nastoletni zawodnik Emirhan Kargaci opowiada dziennikarzom o wypadku samochodowym, w którym stracił nogę. Mówi, że nigdy nie wstydził się swojej niepełnosprawności i wierzy, że wszystkie dzieci w jego sytuacji będą miały taką samą szansę na sportową karierę. Zachęca, by „nie chowały się w cieniu”.

Marek Dragosz: – Gdy w 2017 r. zdobywaliśmy brąz na mistrzostwach Europy w Turcji, na stadionie kibicowało nam ponad 40 tysięcy ludzi. Spacerowałem potem wśród kibiców i wypatrzyłem faceta z kilkuletnim synkiem. Chłopiec nie miał na sobie koszulki Messiego ani Ronaldo, tylko kapitana reprezentacji Turcji w ampfutbolu. Dziecięcą koszulkę reprezentacji! Zagadnąłem ojca, który opowiedział, że trzy dni po tym, gdy jego syn urodził się z wadą nóżki, w szpitalu podszedł do niego psycholog i wyjaśnił, że sport będzie dla chłopca najlepszą drogą do tego, by się zaadaptował społecznie. „Nieważne, czy będzie pływał, grał w kosza na wózku, biegał za piłką o kulach, po prostu: pchaj go do sportu” – powiedział.

Z troski o zdrowie

Z Krystianem i Bogdanem Kapłonami było trochę jak z rodziną Bennettów. Bogdan, dziś menadżer ampfutbolistów grających z białą gwiazdą na koszulkach, przed laty piłkarz kilku podhalańskich klubów, łapie podczas jednego z sezonów poważną kontuzję.

Krystian Kapłon: – Przez jakiś czas przyglądałem się, jak tata chodzi o kulach, których sam wcześniej nie chciałem używać pomimo swojej wady. Wreszcie przekonałem się, by po nie sięgnąć, i zaczęliśmy grać. Tata szybko doszedł do siebie, a ja dołączyłem do trampkarzy, grałem z pełnosprawnymi dzieciakami w Nowym Targu i Białce Tatrzańskiej.

Bogdan Kapłon: – Krystian urodził się z wadą prawej nogi, ma skróconą kość udową i przykurcz kolanowy. Ale od dziecka wysyłałem go wszędzie, najchętniej tam, gdzie było dużo ludzi. Wspinał się, jeździł na łyżwach i nartach, grał w hokeja.

Piłkę z pełnosprawnymi dzieciakami trenował, wkładając protezę. Wymagało to specjalnego pozwolenia Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, a także, za każdym razem, zgody przeciwnej drużyny. I trwało do czasu, gdy sędzia przed jednym z meczów nie pozwolił Krystianowi wyjść na boisko, tłumacząc swoją decyzję troską o jego zdrowie. Chłopak się załamał.

– Aż któregoś dnia zobaczyliśmy w telewizji reportaż z ampfutbolowych mistrzostw w Meksyku. Od razu zacząłem przeglądać internet w poszukiwaniu treningów – opowiada jego ojciec.

Krystian: – Pierwszy mecz? Pamiętam, że graliśmy przeciwko GKS Góra. W tamtym czasie mieli w składzie trzech największych, najsilniejszych fizycznie zawodników. Gdy zobaczyłem, że biegną na mnie we trójkę, po prostu odwróciłem się i uciekłem.

Krystian dołącza do drużyny mając czternaście lat, poza nim wszyscy zawodnicy są dorośli. Trzy lata później zostaje gwiazdą reprezentacji.

Namiary od protetyka

W 2017 r. Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że promocja sportu oraz aktywności fizycznej osób niepełnosprawnych jest niewystarczająca i nieskuteczna, trafia do bardzo wąskiego kręgu odbiorców. Mimo rosnących nakładów finansowych maleje liczba osób uczestniczących w imprezach sportowych i codziennych zajęciach. Na wsparcie może liczyć zaledwie 7 proc. niepełnosprawnych sportowców.

W 2020 r. pojawia się kolejny, równie wymowny raport. Tym razem dotyczy on nie tylko promocji, ale i działań Centralnego Ośrodka Sportu odpowiedzialnego za szkolenie kadry olimpijskiej i narodowej, zarówno seniorów, jak i juniorów. Wnioski pokontrolne są przygnębiające: COS nie tylko nie prowadzi kompleksowych działań zachęcających osoby niepełnosprawne do aktywności fizycznej, ale nie zapewnia warunków do szkolenia w 10 spośród 29 dyscyplin paraolimpijskich. Dlaczego? Dyrektorzy ośrodków w Giżycku i Szczyrku uzasadniają ten stan rzeczy nieprzystosowaniem obiektów dla niepełnosprawnych sportowców. Ośrodek warszawski w ogóle nie jest nimi zainteresowany. Stołeczny Torwar nie jest wykorzystywany do szkolenia sportowców niepełnosprawnych z powodu barier architektonicznych.

Piłkarze i trenerzy, z którymi rozmawiam, nie skarżą się jednak na tego rodzaju bariery, brak przestrzeni do treningów czy problemy ze znalezieniem sponsorów. Mówią o barierach, które tkwią w naszych głowach.

Po doświadczeniach wyniesionych z Turcji Marek Dragosz postanawia stworzyć kadrę juniorów, do współpracy przy treningach zaprasza członków reprezentacji oraz piłkarkę i trenerkę Kaję Ożgo. Jak dzieciaki trafiają na zgrupowania? Ktoś zauważa post w mediach społecznościowych, ktoś inny dowiaduje się o nich pocztą pantoflową, od znajomych, czasem dostaje namiary od lekarza albo protetyka. Na filmikach ze spotkań zamieszczonych na YouTubie zawodnicy i ich rodzice dzielą się wrażeniami z treningów. „Na początku bałem się, że te dzieci będą inne, nie będą mnie rozumiały. Ale znalazłem kolegów, chętnie przychodzę na zajęcia” – opowiada Wiktor. „Jak gram z reprezentacją, czuję się silniejszy i lepszy” – mówi Antek. „Kiedy przyszliśmy pierwszy raz, Milenka nie potrafiła biegać. Myślałam, że nie da się biegać w protezach. Tymczasem dzisiaj moja córka ściga się ze swoimi rówieśnikami, jest jedną z najszybszych osób w klasie” – mówi z dumą mama jednej z dziewczynek. „Chcieliśmy Tomkowi pokazać, że są dzieci takie jak on. Po prostu wziął kule i poszedł grać w piłkę. Dla nas to był szok” – przyznaje tata kilkulatka. „Te zgrupowania otworzyły oczy wielu ludziom. Widzą nas w telewizji, internecie i uświadamiają sobie, że ich niepełnosprawne dzieci także mogą uprawiać sport” – mówią tata Olafa i mama Kuby.

Kaja Ożgo: – Nic tak nie cieszy jak postępy dziecka, które na pierwszym treningu tak bardzo się stresuje, że nie potrafi kopnąć piłki do kolegów, a na drugim – po serii ćwiczeń w domu – ma na boisku trzy udane podania. Dla rodziców budujące jest obserwowanie, jak na zgrupowaniach funkcjonują ich dzieci, jakie są radosne podczas zajęć, to dla nich także forma terapii.

Krystian: – Im częściej trenujesz, tym bardziej jesteś sprawny i lepiej ­funkcjonujesz także poza boiskiem. Początki są ciężkie, ale pasja jest świetną formą rehabilitacji. Tata od zawsze powtarzał, że z pasją po prostu łatwiej się żyje. Był na każdym moim meczu, jeździł ze mną na wszystkie treningi, to było ogromne wsparcie. A poza tym sport uczy wielu rzeczy – wyrzeczeń, fair play, właściwego postępowania.

Niestety, dzieci trafiających na zgrupowania Junior Amp Futbol wciąż jest niewiele – na ostatnim było ich osiemnaścioro. Niewielu jest rodziców, którzy są w stanie je na taki trening przywieźć – to wyzwanie logistyczne wymagające zaangażowania i podróży całej rodziny, czasem z drugiego końca Polski. Choć sam pobyt, posiłki, sprzęt, ubrania i zajęcia są bezpłatne.

Kaja Ożgo: – Wiemy, że dzieci z wadami i po amputacjach kończyn, które mogłyby grać w piłkę, jest więcej, ale one są – mówiąc wprost – schowane. Nawet w szkole rzadko przyznają się do swoich dysfunkcji, posiadania protezy.

Bogdan: – Rozumiem te obawy, ja też zagryzałem zęby, jak ktoś się przyglądał Krystianowi. W rodzicach jest także naturalny strach przed tym, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy. Wystarczy drobna kontuzja zdrowej nogi i zawodnik ląduje na wózku. Nadal się boję o syna, nie tylko podczas meczu, ale za każdym razem, gdy idzie pograć z chłopakami. Ale nigdy nie powiedziałem mu, że sobie z czymś nie poradzi. Zresztą, Krystian nigdy nie wiedział, jak to jest perfekcyjnie iść, biec, być może to pomagało mu próbować.

***

Krystian gra z dwudziestką trójką na koszulce. Z reprezentacją Polski zdobył brązowy medal na mistrzostwach Europy w Turcji. Trzy lata z rzędu był najlepszym zawodnikiem ligi. Dzieciaki krzyczące za naszymi plecami miały rację: podczas dwóch dni turnieju w Bielsku-Białej jest nie tylko najszybszy, ale też najskuteczniejszy. Strzela siedem goli, zostaje królem strzelców. – Teraz będę gryzł trawę, by zdobyć złoto w Krakowie – zapowiada.©℗

Mistrzostwa Europy Amp Futbol 2021 odbędą się w Krakowie w dniach
12–19 września 2021 r.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Od 2018 r. związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, redaktorka wydania internetowego, autorka tekstów o tematyce kulturalnej i społecznej. W 2019 r. nominowana do nagrody Polskiej Izby Książki...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]