Mówiłem, że to ptak

Rynek Główny w Krakowie, jakieś pięć, sześć lat temu.
Czyta się kilka minut

Przed „Erosem spętanym” Igora Mitoraja staje ze dwadzieścioro dzieci i nauczycielka. Prawie wszyscy mają przygotowane komórki lub aparaty. Pani dzieli uczniów na cztery części, a potem mówi: „Uwaga, pierwsza grupa wchodzi do głowy”.

Maciek Malicki uwielbiał takie historie. Jak się spotykaliśmy, opowiadaliśmy sobie, kto jakie ma. Potem te, które mi opowiadał, znajdowałem w jego książkach, najwięcej w „Takie tam”, zbiorze krótkich kawałków: obserwacji, podsłyszeń, prawd życia. Rozmowa w pociągu: „– Ale pan szybko czyta. – Tak. Opuszczam białe”. W sklepie: „– Poproszę kiełbasę. – Ile? – Pętko. – Całe? – Jak to? – W te i z powrotem? – Tak”. W autobusie: „– Do Śródborowa? – pyta pani. – Tak – odpowiada kierowca. – Do Otwocka? – Gdzie pani chce jechać? – Do Otwocka. – Jak pani chce do Otwocka, to niech pani pyta, czy do Otwocka. – Ale ja chcę do Otwocka autobusem do Śródborowa. – Rany, pochlastać się można – mówi kierowca do konduktorki”.

Najpierw myślałem, że Maciek trochę konfabuluje. Ale myliłem się, miał niewiarygodną pamięć (to sformułowanie zresztą też by mu się spodobało). Rozmawiałem o tym trzy dni temu z Andrijem Bondarem. „Ilekroć się spotykaliśmy, Maciek pamiętał, jak byłem ubrany ostatnim razem i o czym rozmawialiśmy”. Andrij zamyślił się i po chwili dodał: „Taka pamięć może być przekleństwem: nie możesz niczego wyrzucić, nie możesz się uwolnić”.

Mam taką historię, której chyba nie zdążyłem mu opowiedzieć. To było także w pobliżu Mitoraja, popijając wodę z lodem, czekałem na kolegę, który wtedy pracował w „Ratuszowej”. Przy sąsiednim stoliku siedziała intrygująca para: on tyłem do mnie, głowa ogolona, szeroki kark, granatowa koszulka w białe paseczki, spodnie dresowe. Ona w jasnej sukience, włosy tlenione blond, ładna twarz, perłowe paznokcie, lekko już wstawiona. Nagle dotarło do mnie, o czym rozmawiają: ona opowiadała mu o wszystkich swoich poprzednich chłopakach, jak było z którym. Porównywała – że z M. było długo, ale słabo, a z K. intensywnie, ale krótko. I tak ze szczegółami. Szeroki kark siedział nieporuszony, próbowałem wyobrazić sobie jego minę. Musiał się skrzywić, bo ona w pewnym momencie nagle jakby się obudziła, jakby zorientowała się, że trochę się zagalopowała. Nachyliła się w jego stronę i mówi: „Ale ty się nie przejmuj. Ja nie jestem subiektywna w tych sprawach”.

A może opowiedziałem mu o tym? Bo kiedy to napisałem, usłyszałem naraz w głowie jego śmiech.

Teraz Maciek nie żyje. W chwili, kiedy to piszę, jest już po jego pogrzebie, na który nie mogłem pojechać. Nie wiem, czy kazał się spopielić; wcześniej żartował, że każe rozsypać swoje prochy z helikoptera, nad miastem. Mieszkał wtedy w Mikołowie. Ktoś z Instytutu Mikołowskiego, Krzysiek albo Maciek Melecki, powiedział: „Wciągniemy cię”. Bardzo mu się to spodobało.

Kiedyś nad Świdrem spotkał grupę chłopaków. „Czy to pan gwizdał na psa? – pyta jeden. „Nie, ja nigdy nie gwiżdżę na psa” – odpowiedział Maciek. „Widzicie, palanty” – ucieszył się tamten – mówiłem wam, że to ptak”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2013