Między piekłem a niebem

Tylko góra 40 proc. katolików uczęszcza do kościoła, w niektórych rejonach kraju prawie o połowę mniej.
Czyta się kilka minut

Ze wszystkich stron, kto tylko może, niesprawiedliwie ocenia, krytykuje, nie tylko zwykłych księży, ale i biskupów, i samego Ojca Świętego. Dzieje się nam wielka krzywda, nie ma co marzyć o jakimkolwiek poszanowaniu, mówią starsi księża. Młodsi: mamy już tego dość. Zwłaszcza na katechezie frustrujemy się do granic możliwości. Dzieci nas nie słuchają, rodzice je popierają, nauczyciele patrzą na nas wilkiem jak na wrogów. Owszem, nie zawsze i nie wszędzie tak źle się dzieje, ale na ogół nie jest dobrze.

Tyle z grubsza mówią fakty. Skąd jednak bierze się takie traktowanie nas, duchownych? Jak to skąd? Przecież wiadomo, a takie pytania mogą zadawać jedynie ci, którzy źle nam życzą. Przecież wszystko wokół działa przeciwko nam. Międzynarodowe, określone siły, obecny rząd i samorząd, sądy i policja, no i prasa. Środki społecznego przekazu przede wszystkim. Wszyscy nas atakują, oczerniają, jednym słowem podważają, jak tylko mogą, nasz autorytet w oczach społeczeństwa.

W tym kontekście byłoby dobrze, gdyby zwłaszcza ci spośród nas, którzy czują się szczególnie mocno prześladowania uważnie wsłuchali się w to, co mówi prorok Jeremiasz: „Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska” – mówi Pan. A zatem, skoro tak, i to w imieniu Boga, twierdzi prorok, to znaczy, że kryzys Kościoła ma swoje korzenie również wewnątrz Kościoła, również w tej jego części, którą czasami, a raczej zbyt często, utożsamia się z Kościołem: w starszych Kościoła. Jeśli tak, to po czym poznać, że wina jest po naszej stronie, a nie po żadnej innej?

Posłuchajmy jeszcze Jeremiasza. „Ja sam (mówi Bóg) zbiorę resztę swego stada ze wszystkich krajów, do których je wypędziłem. Sprowadzę je na ich pastwisko, by miały coraz liczniejsze potomstwo. Ustanowię zaś nad nimi pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć, ani nie trzeba będzie szukać którejkolwiek”. Jeśli zatem nasi współwyznawcy na nasz widok zaczynają czuć się nieswojo, boją się nas, a nawet wpadają w trwogę, gniew, to znaczy, że z nami, a niekoniecznie z nimi, jest coś nie w porządku. I na nic się zda mówienie, że dzieje się tak dlatego, że jesteśmy znakiem sprzeciwu, wyrzutem sumienia dla nieliczących się z Bogiem, bo reprezentujemy wartości wieczne, wreszcie dlatego, że Jezus w świątyni też nie był zbyt miły, i tak dalej. Rzeczywiście nie był miły, ale warto pamiętać dla kogo. Na pewno nie dla owiec.

W tym roku w szesnastą niedzielę zwykłą wspominamy Równą Apostołom Świętą Marię Magdalenę. Tradycja łączy ją z biblijną jawnogrzesznicą. Nawet jeśli to połączenie jest bezzasadne, to warto zauważyć, a nawet podziwiać chrześcijańską odwagę tych, którzy takiego połączenia dokonali. Świadczy to o ich głębokim zaufaniu do Boga i do człowieka. Jeśli dzisiaj staje przed nami pokusa poddania się, rezygnacji z Kościoła czy sprawowanej w nim posługi z powodu naszych słabości, win, a nawet grzechu, warto pomyśleć o Marii z Magdali. Wychodzi bowiem na to, że zaledwie jeden krok dzieli piekło od nieba.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2012