Reklama

May: premier w kleszczach brexitu

May: premier w kleszczach brexitu

17.12.2018
Czyta się kilka minut
„Upokarzające zwycięstwo” – tak jeden z brytyjskich komentatorów nazwał wygraną premier Theresy May w ubiegłotygodniowym głosowaniu klubu parlamentarnego torysów w sprawie jej przyszłości.
DANIEL LEAL-OLIVAS / AFP / EAST NEWS
W

Wygrała, ale jedna trzecia posłów konserwatywnych zagłosowała przeciw niej. Uratowały ją głosy członków administracji państwowej i partyjnej, których pensje zależą od stabilności obecnej władzy (takich posłów jest 163), i garstka przekonanych do jej brexitowego planu. To nie jest fundament dla rządzenia krajem.

Nazajutrz po głosowaniu, w Brukseli nie było nawet namiastki sukcesu. Rada Europejska potwierdziła to, o czym mówili szefowie państw jeszcze przed szczytem: nie będzie renegocjacji umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. A zatem pod koniec burzliwego tygodnia premier May znalazła się w tym samym miejscu, w którym była na jego początku. Jedynym dokumentem, który może poddać pod głosowanie w Izbie Gmin, jest umowa, która – May o tym wie – w Izbie Gmin nie zostanie przyjęta.

Z chaosu ostatnich dni wyłania się kilka potencjalnych rozwiązań. Jeśli Izba Gmin odrzuci plan premier May, nastąpi tzw. twardy brexit, czyli Wielka Brytania wyjdzie z Unii bez umowy. Druga możliwość zakłada, że po porażce stolik zostanie wywrócony po raz kolejny i pojawi się propozycja zorganizowania drugiego referendum. Ile czasu zajmie jego przygotowanie? Jakie pytania miałyby zostać postawione Brytyjczykom? Jakie byłyby społeczne skutki takiej decyzji? To kluczowe pytania, na które dziś nikt nie zna odpowiedzi, jednak one na pewno padną. Jest jeszcze trzecia możliwość – Partia Pracy zgłosi wotum nieufności i obali rząd, doprowadzając do nowych wyborów. Nie wiadomo, kto je wygra, a jeśli wygraliby je laburzyści, nie wiadomo, czy będąc u władzy dążyliby oni do brexitu, czy do pozostawienia Londynu w Unii, bo ich partia jest w tej sprawie równie rozdarta jak torysi.

W czerwcu 2016 r., przy okazji referendum brexitowego, Wielka Brytania zafundowała sobie kryzys polityczny, który niszczy kraj i naród, wprawiając w zdumienie resztę Europy. W tej dramatycznej sytuacji Theresa May wykazuje postawę, która budzi uznanie nawet wśród jej przeciwników. Można jej zarzucać hipokryzję (w referendum głosowała przeciw brexitowi, teraz stała się jego twarzą), można podśmiewać się z jej gaf i braku charyzmy, ale nie sposób odmówić jej determinacji i zaangażowania w walkę, której toczyć nie chciała, a toczyć musi. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]