Lou Reed „The Raven” Warner Music Poland, 2003

Czyta się kilka minut

Czy Lou Reeda należy komuś przedstawiać? To przecież żywa legenda muzyki rockowej. Człowiek, który wraz ze swoim zespołem The Velvet Underground w latach 60. zrewolucjonizował rock'n'rolla, udowadniając, że w muzycznym chaosie też tkwi piękno. Także Reed jako pierwszy odważył się śpiewać o mrocznych stronach życia, narkotykach, seksualnych dewiacjach i Nowym Jorku jako mieście, w którym sztuka i zbrodnia koegzystują na równych prawach. Po rozpadzie Velvet jego solowe płyty wyznaczyły drogę rozwoju dla twórców takich jak Michael Stripe z R.E.M. choćby.

„The Raven” najnowszy solowy krążek Reeda to kolejne dzieło niezwykłe, wymykające się jakimkolwiek klasyfikacjom. Album poświęcony jest Edgarowi Allanowi Poe - jedynemu prawdziwemu amerykańskiemu romantykowi. Inspirował on już wielu muzyków (by wymienić tylko Petera Hammila), Reed w przeciwieństwie do innych nie skupia się tylko na opowieściach poety, ale także na jego osobie. „The Raven” to historia życia geniusza, gdzie fragmenty poematów przeplatają się w tekstami Reeda, w których próbuje on rysować nie tylko tło historyczne i biografię, ale przede wszystkim klimat miasta, w jakim przyszło im obu tworzyć. Tak więc „The Raven” to z jednej strony opowieść o Poe, zdrugiej hymn ku czci Nowego Jorku oddany przez rdzennego nowojorczyka.

By w pełni ukazać specyfikę miasta, Reed do nagrania albumu zaprosił artystów stricte nowojorskich, lecz z różnych jego muzycznych biegunów. Znajdziemy tutaj niekwestionowanego króla free jazzu Ornette' a Colemana, grającego obok znakomitego trębacza żydowskiego Stevena Bernsteina i... Davida Bowie. Teksty zaś recytują charakterystyczni dla Miasta aktorzy, m.in. Wil-lem Dafoe i Steve Buscemi. „The Raven” to przykład zamkniętej muzycznej całości, której nie sposób rozbijać na poszczególne utwory. Każdy bowiem ma tutaj swoje miejsce, określone następującym po sobie ciągiem przyczynowo-skutkowym, co uniemożliwia dzielenie ich na lepsze i gorsze. „The Raven” należy po prostu wysłuchać w całości i dać się uwieść. Podobnie jak pisarstwu Edgara Poe czy Nowemu Jorkowi. Należy złapać rytm kroków przewodnika-Reeda, a wtedy nogi same poprowadzą nas do zakamarków, które najbardziej przypad-ną nam do gustu.

Robert Ziębiński
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2003