Liryka, humor, polityka

Pierwsza w tej rubryce książka z tegoroczną datą powinna być szczególna. No i jest: to najobszerniejszy jak dotąd wybór wierszy i piosenek Wojciecha Młynarskiego.
Czyta się kilka minut

Zastanawia łatwość, z jaką w podsumowaniach naszej powojennej literatury pomija się nazwiska Jeremiego Przybory, Agnieszki Osieckiej czy właśnie Młynarskiego. Ot, piosenki... Z faktem, że kabaretowe w końcu „Słówka” Boya mieszczą się w granicach wyznaczanych przez podręczniki, wszyscy się już pogodzili. Tuwima ratuje jego twórczość „poważna”, podobnie z Gałczyńskim, czasem wspomni ktoś o Hemarze, ale współcześni? W historycznoliterackich syntezach prędzej znajdziemy nazwiska wierszopisów, do których książek być może nikt już nigdy nie zajrzy, niż owych „lżejszych” rzekomo autorów. A przecież to pisarze o genialnym słuchu i wrażliwości na nastroje społeczne, poszerzający rejestry języka, umiejący wychwycić i nazwać nowe zjawiska w otaczającym nas świecie. Teksty wspomnianej trójki są jednym z kluczy do poznania kultury, mentalności społecznej, a nawet historii politycznej powojennego półwiecza.

„Lepiej nam jest – pisze we wstępie do tego tomu językoznawca prof. Jerzy Bralczyk – jeśli nieraz niełatwa pogoda ducha pomaga w uczynieniu z czegoś, co oburza – czegoś śmiesznego, nawet gdyby oburzać nie przestało. I z drugiej strony, jeśli w tym, co bywa wyśmiewane, znajdziemy coś bliskiego, zasługującego na sympatię. (...) A jeszcze lepiej, gdy spostrzeżemy, że to, co proste, może być głębokie, że to, co cholernie zabawne, może być jednocześnie bardzo mądre. Że możliwa jest inteligencka, a nawet arystokratyczna plebejskość i że liryka i humor to mogą być dwie strony tego samego stosunku do ludzi i świata”. Liryka i humor wzbogacony odrobiną makabry („Obiad rodzinny”!), celna obserwacja i nienagannie spuentowana poetycka anegdota – wszystko to mamy właśnie u Wojciecha Młynarskiego. „Niedziela na Głównym”, „Światowe życie”, „Jesteśmy na wczasach”, „Tupot białych mew”, „W Polskę idziemy”, „Podchodzą mnie wolne numery”, „Róbmy swoje” – to nie tylko piosenki, które od lat nucimy, ale i frazy wrośnięte w naszą codzienną mowę. W pamięci wraca głos autora i głos innych wykonawców: Hanny Skarżanki śpiewającej „Polską miłość”, Wiesława Gołasa, Skaldów. A ileż tekstów brzmi, jakby je napisano właśnie dla nas, tu i teraz! „Po co babcię denerwować” (rok 1970), „Ja się nie przyzwyczaję” (rok 1978), „Piosenka tonącego” (rok 1983), zamknięta wersem, z którego zaczerpnięto tytuł całości („wybieram życie od oddechu do oddechu”). I jeszcze trzy utwory sprzed dwóch dekad, coraz bardziej niestety aktualne: „Niewielkie słowo przyzwoitość”, „Targ staroci”, „Nie wycofuj się”. Nie będę już cytował – sami sobie przypomnijcie... Czytajcie Młynarskiego! ©℗


Wojciech Młynarski „Od oddechu do oddechu”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, ss. 480.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2017