Korea za późno, Iran za wcześnie

“Nie pozwolimy na to" - tak lapidarnym, lecz wiele mówiącym zdaniem pewien izraelski polityk miał skomentować wieści o postępach w irańskim programie atomowym. Programie, który służy (tak twierdzi Iran) pozyskaniu energii do celów cywilnych lub (tak twierdzi “reszta świata") do produkcji bomby atomowej. Tymczasem w ub. tygodniu Teheran ogłosił, że jest gotów wstrzymać prace nad wzbogacaniem uranu i poddać się kontroli Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA).
Czyta się kilka minut

Sukces dyplomatyczny? Przełom? Zapewne nie mniej i nie bardziej, niż deklaracje wielu krajów, które w przeszłości zabiegały o broń atomową (oraz środki do jej przenoszenia) i z czasem ją zdobyły: historia uczy, że wbrew deklaracjom i zobowiązaniom żadne z tych państw nie zrezygnowało ze swego celu. Ostatni przykład to Korea Północna: fetowane w latach 90. jako osiągnięcie ONZ i prezydenta Clintona nakłonienie Kim Dzong Il - naciskami dyplomatycznymi, obietnicą dostaw żywności, oleju opałowego i “bezpiecznych" reaktorów (z których nie można pozyskiwać materiału do bomb) - do rezygnacji ze zbrojeń atomowych okazało się kamuflażem. Dziś Korea Pn. ma bombę (może jedną, może kilka), możliwości produkcji kolejnych i rakiety o zasięgu 5 tys. km.

Być może irańska deklaracja jest podobnym posunięciem taktycznym? Jeśli tak, to sprytnym: za jednym zamachem Iran zyskuje na czasie, udaje się pod “ochronę" ONZ (via IAEA) i chroni się przed sankcjami. Osłabia też pozycję tych, którzy gotowi byliby do interwencji: składając obietnicę na ręce przedstawicieli trzech krajów Europy, Teheran wykorzystał spory między USA a Francją i Niemcami; fakt, że w tej trójce znalazła się proamerykańska Wielka Brytania (trzeci mediator), ma walor dodatkowy. A jeśli chodzi o Amerykanów, “zastawem" staje się też sytuacja w Iraku, gdzie Iran może oddziaływać pozytywnie - lub negatywnie. Trudniejsza jest też pozycja Izraela. Jeśli Iran będzie potajemnie kontynuować prace, Izraelczycy mogą oczywiście posłać samoloty, tak jak w 1981 r. zniszczyli iracki reaktor w Osiraku, grzebiąc atomowe marzenia Husajna. Operacja taka nie będzie jednak powtórzeniem “chirurgicznego" rajdu na Osirak: Iran może odpowiedzieć uderzeniem (konwencjonalnym lub nie) przy pomocy rakiet Shihab-3. Po drugie, izraelski nalot uderzyłby w amerykańską politykę wobec Bliskiego i Środkowego Wschodu.

W przypadku Korei Pn. błędne koło “miękkiej" polityki - w której na radykalne kroki zawsze jest za wcześnie albo za późno - już się zamknęło: kilka lat temu, gdy Phenian nie miał bomby, zdawało się, że działania zdecydowane (włącznie z ograniczoną interwencją) nie są konieczne. Teraz Kim bombę ma i radykalne kroki są niebezpieczne. Jak będzie z Iranem?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2003