Reklama

Końcówka

Końcówka

15.02.2021
Czyta się kilka minut
A

Atencja! Pliska! Mam tu ekskluzywną wrzutkę dedykowaną dla osób z zajawką na rozwój personalny, w których duże emocje na chwilę obecną wywołuje język. Bonus nawet do 5 tys. znaków gratis! Epicka lekturka, pozostało cztery minut czytania, a gwoździnią programu będzie już na wstępie Olga Tokarczuk, tak że mega najsik.

Olga dała mi do myślenia o utrwalonej w języku niesprawiedliwości wobec kobiet dawno temu, w „Domu dziennym, domu nocnym”: „Nie istnieje żeński odpowiednik słów »starzec« czy »mędrzec«. (...) Stary mężczyzna może być mądrym i dostojnym starcem, mędrcem. Żeby powiedzieć coś podobnego o kobiecie, trzeba kluczyć, omawiać, opisywać – stara, mądra kobieta”. Ale myliła się. Kobieta-mędrzec to mędrczyni, obecna w słowniku Karłowicza z 1900 r. i występująca później np. w „Kwiatach polskich” Tuwima i w dzienniku Herlinga-Grudzińskiego. A tak samo jak ze „starczynią” język...

5834

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy nie lepiej pochylić się nad językiem stosowanym, którym posługują się młodzi, albo dajmy na to zwyczajni zjadacze chleba, bez tego całego zadęcia językoznawców. Sporo czasu zajmuje mi dojazd do pracy komunikacją publiczną. Ostatnio językiem dominującym jest rosyjski, młodzież szkolna siedzi w domu na zdalnym nauczaniu, więc wypadł jeden element krajobrazu wspólnego podróżowania. Być może wyda się to dziwne, ale nie słyszałem aby ktoś ekscytował się w rozmowie dyskryminacją językową kobiet. Jest nawet gorzej, czytając wszelakie komentarze, coraz mniej przywiązuje się wagi do poprawnej ortografii czy gramatyki. Liczy się krótki zrozumiały komunikat, bardzo często bez naszych znaków diakrytycznych. Kto dziś stosuje malownicze opisy, wydumane słowa dla wyrażenia uczuć i myśli? Zapewne literaci, ale na pewno nie ci publikujący w portalach internetowych, gazetach czy czasopismach. Czasami trafia się rodzynek, ale to rzadkość. Jest jednak pewna grupa społeczna, która czerpie garściami z zawiłości języka, to kaznodzieje i zawodowi mówcy. Najczęściej nie mając nic do przekazania, budują przedziwny przekaz. Słuchając ich ulegamy pewnego rodzaju zaczadzeniu, usiłujemy odgadnąć znaczenie wzniosłych słów, zwrotów, całkowicie zatracając potrzebę zgłębiania sensu wygłaszanej oracji.

Za pomocą wyszukiwarki łatwo ustalić, że słowo "feminatywy" pojawiło się w TP w siedmiu artykułach, w tym tylko jednym sprzed 2020 roku. Coś więc jest na rzeczy. Przy okazji uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem się pod każdym z tych nowszych - ostatnio pod felietonem Masłowskiej, gdzie podobnie jak Autor zwróciłem uwagę, że luki rodzajowe w języku polskim miewają charakter mizoandryczny [https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/46033#comment-46033]. I (chyba) podobnie jak on jestem zdania, że można omijać rafy "dyskursu dyskryminacyjnego" bez wyłamywania polskiej mowie stawów i strojenia jej w błazeńskie pompony i dzwoneczki. Do tamtego nic już nie chcę dodawać, ale zastanowił mnie bunt Noblistki przeciw "kluczeniu, omawianiu i opisywaniu", żeby powiedzieć to, co się powiedzieć chce i w końcu jednak mówi. Chyba że Olga T. uważa swoje dotychczasowe próby za ułomne z powodu niekompletności zestawu feminatywów. Sprawa jest skomplikowana z obu (że tak powiem) końców. Po pierwsze, język polski wcale nie rozróżnia dwóch tylko rodzajów, a trzy lub pięć - zależy, jak liczyć. Po drugie, feministki-lingwistki żyją w żałośnie binarnej rzeczywistości, nie upominając się o formę odpowiednią dla osób nie identyfikujących się z żadną z tradycyjnych płci. Walcząc z dyskryminacją samych kobiet, dyskryminują tę trzecią grupę, spychając ją na margines marginesu życia społecznego. Może przyszedł już czas na "neuteratywy"? - zaproponuję taki neologizm, wywiedziony nie z ubliżającego godności dorosłego człowieka "rodzaju nijakiego", tylko z łacińskiego neuter < nec uter, czyli "żaden z dwóch".

trzeba mieć jaja, żeby zająć takie stanowisko. Szacunek.

Ja też uważam takie stanowisko za niezłe jaja. W sumie logiczne: żeby były jaja, trzeba je mieć:)

Chyba zgadzam się z powyższym komentarzem pana Forysiaka. „Chyba” polega na tym, że - założę się - pan Forysiak jest zapewne antyfeministą, a z dużym prawdopodobieństwem mizoginem. Ja zaś jestem feministką i - obawiam się - żenująco zbyt często mizoandryczką. (Mizantropką i „mizoginką” też.) Ale słowo w słowo się zgadzam, pierwszy raz w życiu. Ja sama nie jestem zwolenniczką tych nowych żeńskich form. (Podkreślam: mówię tylko o swoim poglądzie. Sama rewolucja niech sobie trwa, zobaczymy, co przyniesie, to naprawdę bardzo ciekawe, tak jak z „Murzynem”.) Niektóre z nich zapewne się przyjmą, jak „wykładowczyni” i za 10 lat nie będą nas już raziły, bo w sumie brzmią OK. Ale większość niestety nie jest zbyt udana brzmieniowo. Na szczęście język polski jest naprawdę cudownym językiem i spokojnie można powiedzieć „ona jest zboczeńcem seksualnym”, lub „kobieta-zboczeniec”. Tym bardziej, że z natury rzeczy kobiet-zboczeńców jest o wiele mniej niż zboczeńców płci męskiej. Tam, gdzie jest kobiet więcej i im na tym zależy - słowa być może przyjmą się, jak to się aktualnie [być może] dzieje z „wykładowczynią” i „naukowczynią”. Język jest fascynujący! Żałuję, że i do niego wkradła się polaryzacja na „my” kontra „oni”, ale to odbicie naszych czasów i język z pewnością to odzwierciedli jakoś... Jak? - to mnie bardzo ekscytuje! Dziękuję za artykuł, w szczególności za przykład z „głupkiem”! <3 :)

a wręcz naturalnie używaliśmy słowa "zboczenica". Do tej pory (choć od czasów podstawówki, kiedy to bywało w użyciu, minęło 20 lat) wydaje mi się ono poprawne, nie razi oczu ani uszu.

@Zuza J. w sobota, 20.02.2021, 19:47. "Zboczenica" naprawdę brzmi jak słowo z podstawówki. W dorosłym języku lepiej (moim zdaniem) siedzi "dewiantka". Nie wiem, jak to dobrze określić, ale zboczenica brzmi po prostu nienaturalnie, jak jenica (od jeńca), w przeciwieństwie do np. siostrzenicy. To w ogóle ciekawe zagadnienie, jak kapryśnie realizuje się słowotwórcza potencja języka. A propos potencji, dziś na portalu gazeta.pl widziałem wywiad z sex-coachką.

To chyba trochę tak jak ze sceną Monty Pythona z "Żywota Briana", w której Eric mówi, że chce być kobietą i ma do tego prawo jako mężczyzna. 40 lat temu były to znakomite jaja, lecz dziś Monty Python za robienie sobie żartów z uczuć genderowych mógłby skończyć w brytyjskim więzieniu - i to nie dla jaj:) Lepiej dziś na serio mówić "zboczenica" niż dla jaj, bo będzie to obraza uczuć feministycznych, che..che..

@Zmiana Pogody w sobota, 20.02.2021, 14:23. Feministka wierząca, że "z natury rzeczy" kobiety różnią się od mężczyzn nie tylko anatomicznie, ale pod względem predyspozycji psychologicznych i moralnych? O, Dżizas...!

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]