Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Elegia na odejście rad pracowników

Elegia na odejście rad pracowników

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
18.04.2019
Czyta się kilka minut
Zmarły, zanim zdołały się na dobrą sprawę urodzić. Uśmiercił je antypracowniczy klimat III RP. Państwowa Inspekcja Pracy wystawiła właśnie akt zgonu.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
C

Czy wiedzieliście o istnieniu takiej instytucji jak rada pracowników? Jeśli tak, to szczere gratulacje! Jesteście w absolutnej mniejszości. Bo prawda jest taka, że w Polsce o radach pracowników nie słyszał prawie nikt. Choć przecież nasze prawo umożliwia ich tworzenie od grubo ponad dekady. Odpowiednia ustawa została uchwalona w 2006 r., czyli za tzw. pierwszego PiS-u. Wtedy jej spiritus movens był dziś już nieżyjący senator Zbigniew Romaszewski. Pomnik demokratycznej opozycji z czasów PRL, ale w warunkach III RP obsadzany bardziej w roli moralnego autorytetu niż głównego rozgrywającego bieżącej polityki.

Rady pracowników wprowadzono do polskiego prawa pod naciskiem Unii, w ramach harmonizacji z europejskim prawem (kilka lat wcześniej Parlament Europejski przegłosował dyrektywę o wzmacnianiu dialogu społecznego). Niestety od początku polski legislator traktował je po macoszemu: no już zróbmy to, żeby się Bruksela nie czepiała. Nawet nazwano to tak, że nie bardzo wiadomo, o co w ogóle chodzi. Ustawa z 7 kwietnia 2006 r. nosi bowiem nazwę „o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji”. Nudniej i mniej klarownie chyba już się nie da.

Sam pomysł rad pracowników miał jednak duży potencjał. I ma go nadal. Przypomnijmy, że w teorii rady miały stanowić pośrednie ogniwo dialogu społecznego. Zwłaszcza tam, gdzie tego dialogu zupełnie brak, a pracodawca na hasło „związki” reaguje alergicznie. Do takich miejsc miały wejść rady i poluzować feudalizm relacji pracy. To ważne zwłaszcza w polskim kontekście, gdzie uzwiązkowienie wynosi ok. 10 proc. i ogranicza się niemal wyłącznie do sektora publicznego lub spółek z udziałem skarbu państwa. A w mniej więcej 85 procentach przedsiębiorstw ludzie nie mogą liczyć na żadną formę pracowniczej organizacji, reprezentującej ich interesy w sposób skoordynowany. Nie ma też mowy o żadnych mechanizmach (innych niż dobra wola szefostwa), które by umożliwiały ludziom opiniowanie posunięć zarządu.

Zgodnie z ustawą rady mogły powstać wszędzie tam, gdzie zatrudnia się więcej niż 50 osób. Z ustawy wyłączono sektor państwowy, w którym podobne rady istnieją na mocy innych ustaw. Podsumowując: rady mogły stanowić faktyczną drogę do jakiejś formy oddolnej demokracji pracowniczej. Pozwolić na wyjście z modelu, gdzie pracownik jest od pracowania, a nie od rozmawiania z szefostwem na równych prawach.

Tak się jednak nie stało. Tydzień temu Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła kontrolę. Jej celem było sprawdzenie, jak realizowana jest w Polsce ustawa z 2006 r. Prawdziwe pytanie brzmiało: czy rady pracowników w Polsce w ogóle żyją? Odpowiem bez budowania niepotrzebnego suspensu. Niestestety PIP stwierdził, że nie.


Czytaj także: Rafał Woś: Solidarność też związek


Antypracownicza atmosfera III RP sprawiła, że nie doczekały pełnoletniości. Dość powiedzieć, że w momencie wejścia w życie ustawy przedsiębiorstw, w których zgodnie z prawem rada mogłaby powstać, było 31 tys. W praktyce jakaś forma rady powstała w co dziesiątym. Niestety, w ciągu następnych 13 lat liczba rad pracowników skurczyła się do ok. 500.

Skąd ta wysoka śmiertelność tak dobrze (przynajmniej w teorii) rokujących niemowląt? Kontrola PIP nie pozostawia wątpliwości. W połowie ze skontrolowanych prawie 100 zakładów stwierdzono poważne nieprawidłości. Dotyczyły one głównie braku informacji dla pracowników o tym, że radę mają prawo założyć. Pracodawcy przyjęli najwygodniejszą dla siebie postawę: do dialogu nikogo aktywnie zachęcać nie będą, bo nie mają w tym żadnego interesu. A jak ktoś mimo wszystko będzie chciał rady zakładać, to się zobaczy. Taka strategia, jak widać, świetnie się w naszych warunkach sprawdziła. Z kolei tam, gdzie pracownicy jakimś cudem rady założyli, wielu pracodawców je po prostu ignorowało, nie dopuszczając do żadnych praktycznych decyzji, a nawet nie dzieląc się informacjami. Co czyniło z rady niepotrzebną fikcję pracowniczej demokracji.

Do tego dochodzi zarzut podnoszony przez takie organizacje jak Instytut Spraw Obywatelskich INSPRO – od lat samotnego Don Kiszota od rad pracowników. INSPRO zwraca uwagę już na sam wadliwy kształt ustawy z 2006 r. Stanowi ona bowiem, że do powołania rady potrzebny jest wniosek 10 proc. załogi. Pod tym wnioskiem trzeba się jednak podpisać z imienia i nazwiska, co nieraz skutkuje tym, że taka lista staje się potem rodzajem wyroku na samego siebie. A widniejący na niej pracownicy musieli wycofać swoje podpisy albo przygotować się na szykany, ze zwolnieniem włącznie.

Po kontroli INSPRO napisał list do premiera Morawieckiego. Mówi w nim o konieczności nowelizacji prawa o radach pracowników. Biorąc pod uwagę coraz mniejsze wyczulenie obecnego rządu na postulaty wzmocnienia zorganizowanego świata pracy, szanse nie są duże. Co nie zmienia ogromnego potencjału, który w radach drzemie. Może więc podejmie go ktoś inny.

W końcu nic na tym świecie nie jest wieczne. Nawet obecny układ polityczny.

POLECAMY: "Woś się jeży" - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Od 25 maja 2019 r., godz. 0:00, do zakończenia głosowania do Parlamentu Europejskiego trwa CISZA WYBORCZA. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej. Dowiedz się więcej >> 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Panie Redaktorze tylko pogratulować znalezienia autorytety w osobie PIP. Ustawa o której Pan wspomina (jakby nie była nazwana) nakładała m.inn. obowiązek przeprowadzenia konsultacji z przedstawicielami pracowników przed realizacją np zmian restrukturyzacyjnych czy zwolnień organizacyjnych lub grupowych. Pracodawcy u których nie było związków zawodowych ( np. w zdecydowanej większości sektory: bankowości/finansów, IT i Telekomunikacji itp. ) mieli obowiązek skonsultować regulaminy restrukturyzacji/ zwolnień. Dużym ułatwieniem było i jest doprowadzenie do wyboru rady pracowników i pracodawcy często się w to angażowali, bo posiadanie takiej rady oznaczało, że ma się namierzonych tych, z którymi trzeba konsultować (ustawa nie wymaga uzyskania zgody tylko przeprowadzenie konsultacji – to znacząca różnica) Tak więc nie trzeba było budzić niepokojów planowanymi działaniami, był czas na minimalizację ryzyka utraty osób potrzebnych, kluczowych albo z najwyższym potencjałem. Rada, jaka by nie była, przy konsultacjach skupia się na indywidualnych interesach poszczególnych członków rady . Firmy ( z wymienionych wcześniej sektorów) na ogół przeprowadzając restrukturyzację zapewniają jako zadośćuczynienie co najmniej to, co jest wymagane kodeksem pracy + dodatkowe wsparcie . PIP za każdym razem bada zgodność działań z wymaganą procedurą i stwierdza, że nie było problemu, no bo jest notatka z konsultacji podpisana przez radnych . Inspektorzy PIP, moim zdaniem, są pozbawieni zdolności myślenia przyczynowo-skutkowego, przychodzą nieprzygotowani, nigdy nie interesują się sprawami które na pierwszy rzut oka mogą być źródłem problemów w danej organizacji np. jak uregulowana jest kwestia tzw. gotowości do pracy (skoro firma to bank umożliwiający realizację przelewów 24 h/dobę to kto chociażby serwisuje i utrzymuje te systemy, jak rozliczany jest czas pracy i czy są kodeksowe przerwy na dobę czy tygodniowe , albo czy wynagrodzenia kobiet i mężczyzn na analogicznych stanowiskach są porównywalne itp.) PIP sprawdza notatkę z konsultacji i datę. Panie Redaktorze PIP powinien zostać odstrzelony jak organ, który miał być organem zaufania publicznego a jest kamuflażem, że niby jakiś zawór bezpieczeństwa jest wdrożony. Lepiej być uczciwym i odważnie powiedzieć ludziom – nie ma na co liczyć żaden PIP Wam nie pomoże. Nie dajemy Wam żadnego ciała odwoławczego – bo te które było- skompromitowało się i nie rozumiało swojego celu. Możecie sobie powołać rady – ale one też mogą się skompromitować. Wierzący mogą zgłosić apelację do Pana Boga, pozostali niech sobie radzą inaczej.

'rady pracownicze' tyle warte, co tworzący je pracownicy - nic dziwnego, że podobnie jak związki zawodowe skarlały i się zdegenerowały
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]