Ekonomia troski

Władek ma 29 lat. Mieszka w podgórskiej wsi, która zapełnia się turystami zimą, ale w lecie kwatery często świecą pustkami.
Czyta się kilka minut

Nie wiem, jakie szkoły skończył, ale przez kilka ostatnich lat pracował jako pomocnik w warsztacie samochodowym. I to właśnie tam zdarzył mu się wypadek: spadło na niego auto nieumiejętnie ustawione na podnośniku. Władek jest sparaliżowany od pasa w dół. Ale ręce ma zdrowe. Chciałby coś nimi robić, bo z nudów i poczucia bezsilności zaczyna wariować. Czy znajdzie pracę? W każdym razie w najbliższej okolicy niczego nie znalazł...

Cieszę się, że na łamach "Tygodnika" wypłynął ostatnio temat tzw. ekonomii społecznej - działalności gospodarczej nastawionej w pierwszym rzędzie nie na zysk, ale na rozwiązywanie konkretnych problemów społecznych. W Polsce cała sprawa dopiero raczkuje, dobrze jednak, że pojawiają się ludzie, którzy próbują to zmienić. Jednym z głównych promotorów idei jest Kuba Wygnański; w wywiadzie udzielonym Ani Matei ("Droga ludzi zbędnych") mówi przekonująco o tym, dlaczego kraj taki jak nasz nie może się bez tego typu ekonomii obejść i dlaczego po dwudziestu latach transformacji i wzrostu gospodarczego nie mamy poczucia sukcesu. Wśród wielu celnych spostrzeżeń Wygnańskiego pada zdanie, które - obawiam się - część czytelników i czytelniczek "Tygodnika" mogła przeoczyć: "Nie chcę histeryzować, ale rozmiary pewnych zjawisk wykluczenia w Polsce są naprawdę niepokojące, np. najniższy w EU wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych".

Mowa tu o Władku i ludziach w podobnej jak on sytuacji. O ofiarach wypadków, ale też o osobach z wrodzoną niepełnosprawnością, fizyczną lub intelektualną. Chociaż nasz kraj się rozwija, tego typu ludzi "zbędnych" jest u nas naprawdę dużo. To prawda, że łatwiej dziś zdobyć dla nich wózek czy komputer z odpowiednim oprogramowaniem. Ale znalezienie stałej pracy - mimo że ogólna liczba bezrobotnych maleje - nadal graniczy z cudem. Bo też i nie tworzy się miejsc pracy z myślą o nich, co najwyżej adaptuje się niektóre stanowiska, żeby uzyskać pomoc PFRON-u. Ekonomia społeczna - ekonomia solidarności - zakłada całkowitą zmianę podejścia: myślmy ekonomicznie, to znaczy w kategoriach zysków i kosztów, ale punktem wyjścia uczyńmy potrzeby konkretnego człowieka.

Kiedy przyglądam się moim niepełnosprawnym intelektualnie przyjaciołom, często myślę o tym, jak wiele drzemiących w nich energii i umiejętności nigdy nie zostanie spożytkowanych. Mam przyjaciela Rafała, który zna na pamięć rozkład jazdy wszystkich tramwajów w Krakowie, wie, gdzie akurat trwają remonty, zna trasy objazdów, wie też, które linie latem zostaną zamknięte. Gdyby ktoś kiedyś dostrzegł ukryte w nim talenty i pracował nad nimi w szkole, dziś można by posadzić Rafała przy telefonie, żeby informował zdenerwowanych pasażerów o tym, co dzieje się z komunikacją miejską. Rafał robiłby to zapewne z przyjemnością, tak jak z przyjemnością odpowiada, ilekroć pytamy go, o której odchodzi czwórka z Ronda Mogilskiego. Niestety, niektórych zaniedbań nie da się nadrobić. Jakie możliwości ma więc Rafał? Ano tzw. warsztaty, gdzie wprawdzie otoczony jest opieką i "ma zajęcie", ale nie robi tego, na czym naprawdę się zna.

Bardzo dużo naszej energii pochłania myślenie "od góry", w kategoriach wielkich liczb, wielkich procesów i tak dalej. Jednak żeby coś na tym świecie zmienić, trzeba też myśleć "od dołu", szukać rozwiązań, które pomogą Władkowi, Rafałowi i innym, mającym imiona, nazwiska... Zobaczyć ich potencjał, a nie wyłącznie ograniczenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2008