Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Brytania pod śniegiem

Brytania pod śniegiem

12.12.2017
Czyta się kilka minut
Dwa dni po intensywnych opadach biały puch, który sparaliżował Wielką Brytanię, jest już wspomnieniem. Pozostała dyskusja, czy to atak zimy okazał się tak niespodziewany, czy też brytyjski hart ducha jakoś zmalał.
Zima w Surrey, styczeń 2010 r. / Fot. David Wimsett /UPPA/Photoshot/REPORTER
Zima w Surrey, styczeń 2010 r. / Fot. David Wimsett /UPPA/Photoshot/REPORTER
W

W Walii śniegu spadło rzeczywiście sporo, gdzieniegdzie aż 30 centymetrów, ale w większości kraju ledwie zabieliły się trawniki i drogi. To wystarczyło jednak, by sparaliżowane zostały większe i mniejsze drogi, koleje i lotniska. Odwołane loty, kilkadziesiąt tysięcy pasażerów ze zrujnowanymi planami, rodzice, zmuszeni wziąć dni wolne, by zająć dziećmi po zamknięciu szkół. I przede wszystkim – wielka dyskusja, czy to atak zimy okazał się tak niespodziewany, czy też brytyjski hart ducha jakoś zmalał. 

Noc z poniedziałku na wtorek była najzimniejszą w tym roku. W angielskim hrabstwie Shropshire przy granicy z Walią odnotowano minus 13 stopni Celsjusza, leżało tam aż 18 centymetrów śniegu. W reszcie kraju temperatura też spadła poniżej zera, drogi w wielu miejscach były oblodzone. Tymczasem wciąż jeszcze niewielu Brytyjczyków decyduje się na zimowe opony – przez większość zimy można obyć się bez nich. Kiedy jednak spadnie śnieg lub pojawią się oblodzenia, podróże i transport okazują się wielkim problemem. Właśnie obawą, że nauczyciele nie dotrą do pracy oraz bezpieczeństwem uczniów, motywowano decyzję o zamknięciu setek brytyjskich szkół. W Birmingham, najbardziej dotkniętym przez śnieg dużym mieście, zamknięto wszystkie z nich. Na ulice nie wyjechały też śmieciarki, a pielęgniarki do szpitali dowozili tam na ochotnika szczęśliwi posiadacze samochodów z napędem na cztery koła. 

Gdy zamarzała Tamiza

Bezpieczeństwa na drogach nie należy lekceważyć, jednak kłopoty z poradzeniem sobie z umiarkowanymi opadami śniegu wzbudzają wśród Brytyjczyków spore emocje. Bo przecież w przeszłości bywały bardziej śnieżne zimy, a pokolenie obecnych 50-latków skwapliwie przypomina, że nawet jak brnęli w śniegu po kolana, to nikt ich z lekcji nie zwalniał. Co więcej, ślizgali się dla zabawy po lekcjach, przewracali i nikt ich nie powstrzymywał, bojąc się złamania zasad BHP (i ewentualnej sprawy w sądzie o odszkodowanie). W krajach skandynawskich pociągi i autobusy jeżdżą przez całą zimę, a lotniska radzą sobie ze śnieżnymi zawieruchami. „Wychowujemy słabeuszy”, „To narodowe upokorzenie” – twierdzą jedni. „Niech Kanadyjczycy czy Szwedzi nas nie pouczają” – oburzają się inni. 

Rację mają wszyscy. Brytyjczycy radzą sobie ze śniegiem gorzej niż Finowie, bo po prostu na wyspach brytyjskich zdarza się on znacznie rzadziej. Ale skoro jednak czasem się zdarza, to służby publiczne pewnie powinny być na to przygotowane. Opowieści z przeszłości o wielkich śniegach też są prawdziwe, bo zimy kiedyś były inne. I to nie w czasach Henryka VIII, gdy zamarzała Tamiza i zdarzało mu się jeździć po niej saniami, ale całkiem niedawno. I ludzie byli do tych zim przyzwyczajeni. 

Według Met Office, jeszcze w latach 1961-1990 w styczniu w Londynie śnieg padał przeciętnie przez 5 dni. Jednak w okresie 1981-2010 było to już tylko około dwóch i pół dnia. Co nie znaczy, że raz na jakiś czas nie należy spodziewać się „śnieżnej bomby” nawet w brytyjskiej stolicy. 

Na marginesie, w nocy z poniedziałku na wtorek Tamiza znów zamarzła – na małym odcinku w Oxfordshire, ale był to ewenement. W Pangbourne, jednym z urokliwych miasteczek w sąsiednim hrabstwie Berkshire, zamarznięte było jednak tylko błoto na ścieżce prowadzącej w stronę rzeki. W chłodne i słoneczne popołudnie dorodne gęsi wyszły z wody na brzeg i przechadzały się po zielonej trawie. Biały puch został jeszcze tylko w niektórych ogródkach i na łąkach. Do świąt pewnie nie przetrwa. 

Patrycja Bukalska z Berkshire

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]