Bondaryk i inni

Czy coś takiego byłoby możliwe w USA, w Niemczech, w Wielkiej Brytanii? Czy to wyobrażalne, aby dyrektor FBI, BND czy MI5 otrzymywał przez wiele miesięcy - prócz swej pensji jako szef szpiegów - dodatkowe pieniądze od prywatnego koncernu, swojego dawnego pracodawcy, np. w ramach rekompensaty za niepodejmowanie pracy w konkurencji? A dodajmy, że koncern ten mógłby teoretycznie - by użyć branżowego żargonu - pozostawać w zainteresowaniu służb chroniących interesy państwa.
Czyta się kilka minut

Tymczasem taką sytuację opisała "Gazeta Wyborcza": Krzysztof Bondaryk, od roku dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ma otrzymywać - obok pensji urzędniczej - systematyczne wpłaty od koncernu Era, gdzie wcześniej pracował. Płatności mają wynikać z dawnego kontraktu menadżerskiego (za to, że nie będzie pracować w konkurencyjnej firmie; łącznie mowa jest o kwocie 1,5 mln zł). Bondaryk broni się, twierdząc, że dochodów tych nie ukrywał. Premier Tusk, który rok temu mianował go szefem ABW, nie widzi problemu, skoro dodatkowe dochody szefa ABW są jawne i zgodne z prawem.

Ale czy są zgodne z kulturą polityczną, z polityczną higieną, ze zdrowym rozsądkiem wreszcie? Problem nie polega przecież tylko na tym, czy wszystko jest zgodne z prawem. I nie chodzi też tylko o to - choć o to też - czy Bondaryk-szef ABW może pewnego dnia znaleźć się w konflikcie interesów z Bondarykiem-beneficjentem prywatnego koncernu.

Problem jest głębszy. To zjawisko trapiące życie publiczne od początku wolnej Polski: występowanie przez jedną i tę samą osobę równocześnie w różnych rolach społecznych, które mogą ze sobą kolidować. Zaraz po 1989 r., w warunkach przełomu, było to nie do uniknięcia. Ale dziś, po 20 latach, mamy normalny kraj. A jednak w życiu publicznym funkcjonuje szereg postaci, którym wydaje się, że mogą być zarazem urzędnikami i biznesmenami albo płynnie przechodzić z biznesu do polityki i z powrotem. Mamy dziennikarzy, którzy pojawiają się w roli polityków - oraz ekspolityków, którzy aspirują do roli niezależnych publicystów. Mamy adwokatów, którzy jednego dnia występują w głośnych sprawach kryminalnych, aby następnego dnia wskoczyć w rolę polityka, publicysty aspirującego do ocen moralnych, a dnia trzeciego - w rolę lobbysty. Pochodną tego zjawiska jest ruch personalny w trójkącie: polityka-biznes-tajne służby.

Nie chodzi o to, że menadżer nie może zostać szefem tajnej służby. Oczywiście może. Ale granice między jednym i drugim światem powinny być jasno wytyczone - także w wymiarze materialnym. Naprawdę trudno sobie wyobrazić szefa FBI, który równocześnie dostawałby pieniądze od prywatnego koncernu... To także kwestia obyczaju. Tylko - i aż.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2008