Reklama

Austria wybrała rozsądek

Austria wybrała rozsądek

05.12.2016
Czyta się kilka minut
Po 11 miesiącach emocjonującej wyborczej potyczki o fotel prezydencki Austriacy w końcu wybrali: 26 stycznia 2017 r. Zgromadzenie Narodowe w Wiedniu zaprzysięgnie Alexandra Van der Bellena, byłego szefa partii Zielonych.

​Dla wielu Austriaków decyzja, komu oddać swój głos w minioną niedzielę, była wyborem między „zarazą i cholerą”. Van der Bellen był nie ulubieńcem mas, lecz nieuniknioną alternatywą. Przeważająca większość elektoratu zagłosowała na niego głównie po to, żeby uniemożliwić zwycięstwo kontrkandydata – Norberta Hofera z prawicowo-populistycznej Partii Wolnościowej. I choć ostatnie prognozy przepowiadały – podobnie jak w maju – wyrównany wynik i rozstrzygnięcie jedynie minimalną różnicą, już krótko po zamknięciu ostatnich lokali wyborczych okazało się, że Van der Bellen osiągnął wyraźną przewagę ok. 6,6 proc. głosów.
Wyborcy Hofera chcieli prezydenta krytycznego wobec Unii Europejskiej i rodzimego systemu politycznego. Chcieli silnego przywódcy, który zrozumie ich codzienne troski: obawy przed napływem obcych, islamizacją Austrii, konkurencją obcokrajowców na rynku pracy i załamaniem systemu opieki społecznej. Tymczasem większość Austriaków zdecydowała się na proeuropejskiego kandydata, który przez następne sześć lat ma sumiennie odpracowywać zadania głowy państwa, przede wszystkim reprezentując Austrię na arenie międzynarodowej, pielęgnując jej wizerunek i nie narażając go na uszczerbek. Więcej kompetencji, zgodnie z konstytucją, prezydent i tak nie posiada.
Choć długotrwała kampania wyborcza wyraźnie zmęczyła austriackie społeczeństwo, w ostatnich tygodniach przed grudniową powtórką głosowania Van der Bellenowi udało się zmobilizować szeroką „koalicję rozsądnych” – ludzi przeciwnych agresywnemu, nacjonalistycznemu kursowi kandydata wolnościowców i przestraszonych wizją wystąpienia Austrii z Unii. To dzięki tej koalicji, złożonej głównie z ludzi młodych, wykształconych i kobiet, Van der Bellen zdołał zdobyć większość.
W wyborczy wieczór prezydent in spe oświadczył w państwowej telewizji ÖRF, że jako głowa państwa chce łączyć skłócone społeczeństwo. Kontrkandydat Hofer oznajmił natomiast, że nie zamierza ponownie kwestionować wyniku. Austria i Europa mogą więc odetchnąć. Na razie, bo koniec tych wyborów oznacza początek następnych – do parlamentu. A w tych będzie chodziło o coś więcej niż reprezentację i dyplomację. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niezależnie od tego kto to wygrał, zrobiono z wyborów farsę. Intrygującym jest jakie by były komentarze gdyby to odbywało się np. w Kazachstanie? Suchej nitki by na tych wyborach nie zostawiono, a że to Austria to mamy "głos rozsądku", o tych wyborach należy jak najszybciej zapomnieć, a nie obnosić się jeszcze z jakimś "rozsądkiem".
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]