Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Żyjemy godziną, minutą...

Żyjemy godziną, minutą...

11.04.2013
Czyta się kilka minut
Jakim słowem określić dziennik z ulicy Miłej 34, prowadzony w piwnicy w czasie Powstania w Getcie? Głosem z podziemi?
Schron mieszkalny w getcie warszawskim Fot. IPN / Raport Stroopa
N

Nie wiemy, kim była autorka dziennika z Powstania w Getcie, który obok publikujemy – po raz pierwszy w Polsce. Wiemy, że dziennik powstawał w kwietniu-maju 1943 r. (zapisy urywają się 7 maja), a po wojnie został przywieziony do Izraela. Drukujemy go dzięki uprzejmości Kibucu Bojowników Getta Beit Lohamei Haghetaot, gdzie jest zdeponowany jako część archiwum Adolfa Abrahama Bermana. Wśród założycieli tego kibucu – powstał w szóstą rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim – byli Icchak Cukierman i Cywia Lubetkin z Żydowskiej Organizacji Bojowej. Dziś jest tam także muzeum i archiwum z bogatą kolekcją dokumentów o żydowskim ruchu oporu.
Autorka dziennika pisała go w bunkrze przy ulicy Miłej 34. Dla niej ucieczka w głąb, pod ziemię, to walka; bronią jest bunkier, taktyką – cisza. Walki trwały, ogień pochłaniał kwartały getta, pod ziemią koczowali ukryci Żydzi. Pozostali w Warszawie, byli epigonami setek tysięcy zaduszonych w Treblince. Znali swe dalsze losy. Zeszłoroczne złudzenia – na ocalenie „produktywnych”, na podlubelskie obozy – zweryfikowali oprawcy. „To jest likwidacja żydostwa warszawskiego, a zatem nasz koniec i wyniszczenie”.
Uciekali pod ziemię: do piwnic, dziur: „Budowa bunkrów stała się masowa, dniem i nocą, pracowano z wielkim zapałem budowano prycze, podłogi, schody, wykopano studnię” – pisała bezimienna autorka. Bunkry rozsiane były też pod ulicą Miłą. Numer 34 ukrył schron, o którym mowa w pamiętniku. Numer 18 – legendarny bunkier powstańców. Między nimi wrastały w ziemię dziesiątki innych. Wyglądały rozmaicie. Wyższe, niższe, głębsze, płytsze. Biorąc pod uwagę warunki getta, schron autorki pamiętnika wyglądał bez zarzutu. Zawczasu przygotowany, przestronny, zaopatrzony, oczekujący lokatorów. Wkrótce okaże się, jak mało to znaczyło. Nieliczni, mimo warunków, prowadzili notatki. Autorka z Miłej 34 jest w tej grupie. Siebie przedstawia tylko mimochodem. Napomyka o bracie z sąsiedniego bunkra. Musi znać niemiecki, skoro rozumie rozmowy oprawców. Angażuje się społecznie. W getcie była partyjną działaczką, w piwnicy zaciąga warty. Towarzyszy traktuje jak rówieśników: „Chłopcy z partii biegają wszędzie, brudni, nieogoleni i niewyspani” (nazwy organizacji nie zdradza).
Jej podziemny dziennik obejmuje 19 dni. Pisano go ołówkiem, zachowała się atramentowa kopia (ostatniego zdania nie napisała autorka). Nie wiadomo, czy te kilkanaście stron to całość. Zapewne nie. Tekst nie kończy się nagle. Trudno mu znaleźć lepsze zdanie na puentę: „Żyjemy dniem, godziną, minutą”. To jednak nie zakończenie, ale zdanie podpowiedziane przez intuicję. Początkowi brakuje natomiast deklaracji otwarcia, autoprezentacji, motywów pisania. Mogły paść wcześniej i zaginąć wraz z resztą stron, wcale jednak nie musiały.
Opowieść organizuje dychotomia. Ognia i wody. Płomienie trawią kamienicę nad głową, strumienie pozwalają przetrwać pod ziemią. Bunkier ma dostęp do bieżącej wody. Oprawcy jakby zapomnieli (początkowo) odciąć dzielnicy wodę. Płomienie zwyciężają, Żydzi zawierają wtedy z ogniem przedziwny sojusz: „Postanowiliśmy nie gasić ognia, samiśmy podpalili schody prowadzące do naszej piwnicy, oraz wszelkie drzewo i materiały łatwopalne, wałęsające się po podwórzu i po mieszkaniach”. Jakby chcieli wypalić go ostatecznie.
Ale ogień odmówił współpracy. Ogarnął całą dzielnicę. Wtedy zrozpaczona autorka przywoła metaforę: „W fantazji mojej wydaje mi się przez chwilę, że schron nasz jest tonącą łodzią. Jesteśmy odcięci od całego świata, bezsilni i liczący tylko na własne siły. (...) S.O.S”.

Dr PIOTR WEISER jest antropologiem, pracownikiem UJ i ŻIH.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]