Żeby budziło spory

Przygotowanie wystawy w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN było jednym z najtrudniejszych wyzwań dla muzealników, ludzi nauki i polityków po 1989 r.
Czyta się kilka minut

Należało znaleźć pomysł na zaprezentowanie dziejów jednej ze społeczności zamieszkującej Polskę przez wieki, która przebyła długą drogę od wspólnoty religijnej do narodowej.

Początkowe lata obecności Żydów w Polsce nie budziły emocji. Zarówno gospodarze, jak i goście byli zasadniczo zadowoleni. Podobnie jak i w epoce nowożytnej. I Rzeczpospolita była fenomenem na światową skalę, bowiem jej władcy i klasa polityczna stworzyły ramy dla pokojowej egzystencji ludzi różnych kultur i wyznań. Gdy w Europie trwały walki i prześladowania na tle religijnym, I Rzeczpospolita udzielała wszystkim gościny. Przybywali zatem nie tylko Żydzi, ale też Ormianie, Grecy, Szkoci, starowiercy, mennonici. Ten kontekst jest dobrze widoczny w pierwszej części wystawy. Trudniejsze do prezentacji były wieki XIX i XX, nie tylko ze względu na skomplikowaną w ogóle historię Polski (ziem polskich), ale przede wszystkim z powodu pogarszających się i pełnych emocji relacji żydowsko-polskich oraz wewnętrznych konfliktów w łonie żydowskiej społeczności. Jak sobie z tym poradzono? Zasadniczo nieźle, ale wiele pracy dalej przed muzealnikami. Nadal otwarte jest pytanie: co zrobić, by w oceanie zaprezentowanych obiektów muzealnych, cytatów, zdjęć, ikonografii nie zginęła sprawa fundamentalna: odmienne życiowe strategie Polaków i Żydów.

Żydowska strategia trwania i przetrwania w każdych okolicznościach aż po pokusę solidarności w XX w. z państwem sowieckim i polska walka o poprawę swojego losu politycznego oraz o własne państwo. Niewyraźny jest też konflikt stereotypów, w tym ten najbardziej znany: żydokomuny. Ale w sumie całość prezentacji muzealnej imponuje rozmachem rozwiązań scenograficznych, grą kolorów, pomysłami architektonicznymi. Narracja muzealna jest dynamiczna i atrakcyjna, we fragmentach interaktywna. Co w przyszłości z Muzeum POLIN? Można oczekiwać, że emocje towarzyszące kiedyś relacjom polsko-żydowskim będą też obecne podczas zwiedzania. Trudno będzie zwiedzającym przejść obojętnie. Ale to dobrze, że wystawa będzie zmuszała do zajęcia stanowiska, do dyskusji. Nowoczesne muzeum powinno zawierać wątki dyskusyjne i kontrowersyjne, bo inaczej przestaje żyć. Tak bardzo potrzebne Muzeum POLIN wydaje się te oczekiwania spełniać. Wymiana myśli, refleksja są też składnikiem edukacji – i o to też chodzi. Twórcy wystawy o tym wcześniej pomyśleli i tak ją zaprojektowali, że istnieje możliwość przeprowadzania stałej korekty w muzealnej narracji. Niektóre ważne, a tylko zasygnalizowane w wystawie wątki i tematy będą rozwijane dzięki wystawom monograficznym, takim jak choćby ciekawie zaaranżowana wystawa na temat Żydów w Legionach Polskich. Ekipie Muzeum należy życzyć, by spory i dyskusje prowadziły do lepszego i wzajemnego zrozumienia odmienności, ale i tego, co przez wieki było wspólne, co się przenikało, co tworzyło nową jakość.


ANDRZEJ CHWALBA jest historykiem i eseistą. Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor m.in. „Historii Polski 1795–1918” i „Samobójstwa Europy”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2014