Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wyzwolenie, ukojenie

Wyzwolenie, ukojenie

15.10.2012
Czyta się kilka minut
Magdalena Tulli ogłosiła książkę zupełnie niepodobną do swoich wcześniejszych utworów.
Fot. WYDAWNICTWO NISZA

„Włoskie szpilki”, wybitna opowieść autobiograficzna, rozpisana na siedem powiązanych ze sobą opowiadań, wzięła się – jak objaśniła pisarka w jednym z wywiadów – ze zmęczenia fikcją, rozczarowania szyfrem i kamuflażem. I choć Tulli zerwała z wielopiętrową metaforyką, wyszła z papierowego świata pozornej realności, ocaliła elegancję i precyzję wysłowienia.

Z opowieści tej wyłania się portret osoby rozdwojonej i zalęknionej. Bezimienna bohaterka z powodu włoskiego ojca żyje w dwu światach: lepszym i piękniejszym (Mediolan) oraz gorszym i brzydszym (Warszawa), jest dwujęzyczna. Jej sytuacja rodzinna nie jest jasna, a związek z matką, zwłaszcza w świetle opowiadania „Fusy”, należy chyba nazwać relacją toksyczną. Oziębłość emocjonalna matki – jak bodaj wszystkie traumy, o których w tej książce się opowiada – wynika z tego, że „przeszłości jest za dużo”. Co to znaczy?

Matka była więźniarką obozu koncentracyjnego. „Było, minęło (...). Kto zamiast rozpamiętywać to, co utracone, zabrał się szybko do roboty, mógł mieć nadzieję, że prędzej zapomni (...). Przypadki ludzi zrozpaczonych i wykolejonych kwitowano wzgardliwą ciszą. Żałoba na nikim nie robiła wrażenia, słabość budziła zażenowanie, w cenie była nienawiść i pogarda, zaciśnięte pięści sugerowały godną szacunku siłę charakteru”. Piekło kacetu „utwardziło” tedy matkę i jednocześnie zdewastowało życie głównej bohaterki. „Twarda” czy raczej oziębła rodzicielka utraciła zdolność okazywania uczuć, czyniąc ze swej córki emocjonalną kalekę.

Tulli w wielu miejscach „Włoskich szpilek” przekonuje, jak wielkie znaczenie (rzecz jasna, negatywne) miała wojenna katastrofa dla osób urodzonych nawet dziesięć lat po zakończeniu wojny. W tytułowym opowiadaniu przedszkolaki, które posiusiały się w majtki, słyszą, że nadają się do spalenia, na każdym kroku ujawnia się – jak powiada narratorka opowiadania „Bronek” – „energia przemocy”, która zawiązała się w epoce pogardy i która „przechodzi na własność kolejnych pokoleń, czy tego pragną, czy nie”.

Niezwykły i do głębi przejmujący jest moment, w którym dorosła już bohaterka odkrywa prawdę na temat przeszłości. Stało się to wtedy, kiedy „w domu czas zaczął płynąć w odwrotnym kierunku” – cierpiąca na chorobę Alzheimera matka przestała odróżniać wspomnienia od rzeczywistości i dlatego jej historia po wielu latach okazała się dostępna.

Jak już zasygnalizowałem, na węzłową traumę (konsekwencje obozowej traumy) nakładają się inne zmory i katastrofy – problemy w szkole, nieumiejętność nawiązywania kontaktu w grupie rówieśniczej, brak pewności siebie, niewyobrażalna samotność dziecka pozostawionego samemu sobie, w tle zaś mamy dojmującą rzeczywistość Polski Ludowej lat 60. oraz nad wyraz mroczny akord tamtej epoki (Marzec 1968).

Prostota tej opowieści (podanej w siedmiu odsłonach) jest zwodnicza, choć z powodzeniem można ją wpisać w nurt współczesnych narracji rodzinno-rozliczeniowych. Relacje pomiędzy sobą-małą dziewczynką a sobą-dorosłą kobietą są tu dość skomplikowane, pojawiają się figury sobowtórów, a najbardziej zagęszczona metaforycznie cząstka („Ucieczka lisów”) stanowi nie lada wyzwanie lekturowe. We „Włoskich szpilkach” nie ma słabych miejsc; każde słowo i zdanie wydaje się uzasadnione, precyzyjnie skreślone, celne.

Wymowa „Włoskich szpilek” nie jest bynajmniej krańcowo pesymistyczna. Mimo że pisarka zwraca się ku mrocznej przeszłości, nawiązuje do bolesnych zdarzeń z dzieciństwa i wczesnej młodości, o których zapewne chciałaby zapomnieć, ostatecznie snuje swoją opowieść z perspektywy aktualnej, a więc, jeśli można tak powiedzieć – po „wyzwoleniu” czy „ukojeniu”. Nie sposób nie dostrzec autoterapeutycznego wymiaru tego utworu, nie zauważyć utrwalonego na kartach tej prozy procesu „dochodzenia do siebie”, układania się z własnym dziedzictwem i biografią. Zarazem niepodobna powiedzieć, że „Włoskie szpilki” to przedsięwzięcie czysto prywatne.

Magdalena Tulli, „Włoskie szpilki”, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2011

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]