Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Widmo Półeuropy

Widmo Półeuropy

17.09.2012
Czyta się kilka minut
W Tomaszowicach czas odgrywał dużą rolę. Dyskutowano o stworzonej w przeszłości koncepcji Ojców Europy, o teraźniejszości przynoszącej laicyzację, ale i o chrześcijańskich oczekiwaniach wobec przyszłości Europy.
K

Kard. Stanisław Dziwisz, witając 14 września gości na dwudniowej, dwunastej już międzynarodowej konferencji z cyklu „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej”, zaznaczył, że w debacie na temat kształtu Europy nie może zabraknąć głosu Kościoła katolickiego. Stąd tegoroczny temat: „Chrześcijańskie oczekiwania wobec kształtu Europy”. Za Janem Pawłem II kard. Dziwisz przypomniał, że utrata pamięci i dziedzictwa prowadzi do życia bez duchowego zaplecza, w którym lęk przed przyszłością jest silniejszy od jej oczekiwania.

Na ziemię zgromadzonych sprowadził jak zawsze rzeczowy Jan Olbrycht, przypominając, że Traktat lizboński nakłada na UE obowiązek prowadzenia dialogu z Kościołami i wspólnotami wyznaniowymi. Jednak – jak zauważył później Władysław Bartoszewski – sam Kościół w Polsce nie ma sprecyzowanego stanowiska w sprawach związanych z integracją europejską, a bez tego trudno odpowiadać na pytanie o to, czego powinniśmy jako katolicy oczekiwać od UE.

Kryzys sensu

Bardzo konkretny pomysł zaproponował arcybiskup Luksemburga, Jean-Claude Hollerich. Jego zdaniem do wychodzenia z kryzysu potrzebujemy nie tylko wiedzy eksperckiej, ale i kreatywności. W wielu krajach młodzi ludzie licznie zasilają szeregi ekologicznych organizacji. „Chrześcijanie powinni się zająć ekologią!” – mówił abp Hollerich. „Dlaczego nie stawiać przy kościołach stacji ładowania samochodów elektrycznych? Moglibyśmy mówić: »Tankujcie przy kościele! Nie tylko energię dla samochodów, ale i nową energię dla dusz!«”.

Do mniej przyziemnych wniosków doszedł minister Jarosław Gowin. W jego opinii wśród samych chrześcijan nie ma zgody co do metody, za pomocą której przywracać Europie wartości. Dwie główne postawy skazane są jednak na porażkę: zarówno ta wychodząca z żądaniem silnej obecności religii w sferze publicznej, której zwolennicy w razie braku akceptacji dla swojego modelu obrażają się na rzeczywistość, jak i ta nakazująca wycofanie wiary do sfery wyłącznie prywatnej. Koniec końców każda z nich prowadzi – zdaniem Gowina – do syndromu oblężonej twierdzy.

Cóż więc robić? Nie można ulegać mitowi sekularyzmu, który udało się zaaplikować jedynie w Europie Zachodniej i jej byłych koloniach. „Cała reszta świata przeżywa powrót religii do sfery publicznej” – zauważył Gowin. „Przybiera to albo postać fundamentalistyczną, jak w islamie, hinduizmie, judaizmie, ale i w chrześcijaństwie, co obserwujemy też w Polsce, albo może polegać na wierności nauczaniu Jana Pawła II i Soboru Watykańskiego II, czyli na otwartym głoszeniu – z poszanowaniem odmienności – chrześcijańskich wartości w przestrzeni publicznej. Musimy stać się atrakcyjni ze względu na jakość naszych działań, musimy zacząć wygrywać na konkurencyjnym rynku idei. Sama wspaniała przeszłość nie zagwarantuje nam obecności w przestrzeni publicznej” – apelował Gowin.

Architekt czy petent

Prowadzący tę część dyskusji Marek Zając zauważył, że tytuł tegorocznej konferencji ukazuje zmianę myślenia: chrześcijanie nie widzą już siebie wyłącznie w kategorii petenta, ale formułują oczekiwania i żądają, aby były one traktowane serio.

Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny „Więzi”, nie podzielił jednak optymizmu co do chrześcijańskich propozycji. „Mamy diagnozę, ale nie potrafimy wypisać recepty, bo cały czas poprzestajemy na ogólnych stwierdzeniach”. Oliwy do ognia dolał obecny na sali Jacek Saryusz-Wolski, stwierdzając, że jest zawiedziony debatą. „Debatujemy, co począć z naszymi oczekiwaniami, a nie o przyszłości Europy. To tylko potwierdza tezę, że jednak sami zamknęliśmy się w getcie!”.

Zatem, w jakim kierunku ma iść dalej integracja europejska? Obecny na sali prof. Rocco Buttiglione zaznaczył, że europejska jedność może mieć miejsce tylko w modelu federalnym, ale wedle takiej architektury, jaką przyjęto w USA: kwestie światopoglądowe pozostają w gestii państw członkowskich. Zdaniem Jarosława Gowina natomiast proces integracji na poziomie elit znacznie wyprzedził integrację na poziomie społeczeństw. „Pierwotny projekt zakładał najpierw integrację gospodarczą, a potem dopiero obliczoną na dziesięciolecia integrację kulturową. Tymczasem narzucono zsekularyzowany model, co wywołało antyeuropejską rewoltę. Trzeba teraz wrócić do pierwotnego zamysłu integracji gospodarczej. Na unię polityczną jeszcze za wcześnie” – tłumaczył Gowin.

Deklaracja Obowiązków Człowieka

W zupełnie innym tonie dzień wcześniej wypowiadał się w swoim wystąpieniu podczas panelu „Jaki kształt polityczny przyjmie UE – czy koncepcja Ojców Europy jest jeszcze aktualna” praktyk integracji, Jacek Saryusz-Wolski. „Quo vadis, Europo?” – pytał i wyjaśniał, że „Europa jest na wirażu. Grozi nam Półeuropa”. Czyli Europa połowiczna i przepołowiona, jeśli integracja się zatrzyma i faktem stanie się grożąca nam w nowej, kryzysowej odsłonie Europa dwóch prędkości w postaci strefy euro i reszty krajów.

Saryusz-Wolski stanowczo potwierdził tezę wygłoszoną podczas zeszłorocznej konferencji, że źródłem kryzysu ekonomicznego jest kryzys wartości i naruszanie zasad uczciwości i zaufania w gospodarce. „Potrzeba zatem więcej Europy dla wszystkich, nie tylko dla wybranych! Musimy reinterpretować przesłanie Ojców Założycieli w kontekście dzisiejszych pytań i wątpliwości!” – apelował wiceprzewodniczący EPP-ED. I ostrzegał, że albo będziemy płynąć razem, albo pójdziemy na dno osobno.

O konstrukcji łodzi, którą mamy płynąć, mówiła w swoim przesłaniu do uczestników konferencji Komisarz UE ds. Sprawiedliwości Viviane Reding, przedstawiając plan rozwoju UE do 2020 r., zwieńczony powołaniem konwentu dla opracowania nowego traktatu i ratyfikowaniem go w latach 2016–2020. Ciekawy, choć mniej konkretny postulat sformułował Jaime Mayor Oreja, hiszpański eurodeputowany, który stwierdził, że w czasach kryzysu wywołanego brakiem odpowiedzialności trzeba zwracać uwagę, że poza prawami mamy też obowiązki. „Potrzeba – obok Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r. – uniwersalnej deklaracji obowiązków człowieka” – mówił Oreja.

O duchowym wymiarze przesłania Ojców Założycieli mówił Władysław Bartoszewski, który do tego grona – poza europejskimi politykami – zaliczył także Jana Pawła II, bo „twory czysto polityczne skazane byłyby na porażkę”.

Prof. Bartoszewski podkreślał jednak, że integracja to nie unifikacja – w wizji Jana Pawła II siłą staje się moc tradycji i różnorodności kultur przy zachowaniu indywidualności i poszanowania dla odrębności poszczególnych krajów czy regionów. Zacytował kard. Jeana-Marie Lustigera, który stwierdził, że papieska Europa ducha to nie odtworzenie Europy Karola Wielkiego, ale stworzenie takiej, której jeszcze nie było. I podzielił się osobistą refleksją: „Jako człowiek wielokrotnie skazywany mówię: można orzec karę pozbawienia wolności, ale żaden ludzki trybunał nie może orzec, by człowiek zmienił poglądy. Tylko od niego samego zależy, czy odstąpi od drogi dobrej i słusznej, a taką jest droga wyznaczona przez Ojców Założycieli”.

Europa jak katedra Gaudiego

Jan Olbrycht porównał z kolei sposób konstruowania przez Ojców wspólnej Europy do tego, jak Gaudi budował bazylikę Sagrada Familia: potrzebna była do tego wiara, wizja, której realizacja mogła jednak trwać niezmiernie długo, ale też precyzja i profesjonalizm. Opowiadała o tym w szczegółach Romana de Gasperi, córka Alcide’a, a także Klaus Otto Skibowski – wieloletni doradca Konrada Adenauera, który podzielił się refleksją, że politycy powinni być rybakami i łowić poparcie społeczeństw dla integracji europejskiej.

Skuteczny połów nie może się jednak udać bez stawienia czoła wyzwaniu laickości, o którym mówił w swoim wystąpieniu prof. Buttiglione. W czasach nowożytnych – mówił – trzy modele rozumienia świeckości odegrały największe znaczenie. Twórcą pierwszego był Alexander Hamilton, według niego zorganizowane są stosunki państwa ze związkami wyznaniowymi w Stanach Zjednoczonych. Zakłada on, że państwo potrzebuje wartości, jednak nie jest w stanie ich samo wytworzyć, więc zajmowanie się wartościami zostawia Kościołom, żadnego z nich przy tym nie faworyzując.

Według drugiego modelu, powstałego we Francji, państwo tworzy własne wartości, opierając się na naukowej wizji świata. „Jednakże by zrozumieć człowieka, należy osadzić go w kulturze i przez kulturę próbować go zrozumieć” – mówił Buttiglione. Jego zdaniem najniebezpieczniejszy jest jednak trzeci model, który zakłada, że państwo może obyć się bez wartości – poza wartościami materialnymi. A to niesie niebezpieczeństwo dla wspólnoty państwowej, bo ktokolwiek kieruje się wyznawanymi wartościami, nie może wnosić tego do debaty publicznej. Miejsce wartości bowiem znajduje się tylko w sferze prywatnej, a nie np. w tworzeniu aktów prawnych.

„Nie mogę powołać się na Papieża w Parlamencie Europejskim, bo ktoś zarzuciłby mi, że narzucam innym swoje wartości. Ale czy w ogóle możliwa jest debata polityczna bez ważenia wartości? Nie! Ale bez odwoływania się do osobistego doświadczenia to niemożliwe” – przekonywał profesor. Jego zdaniem nie ma sensu rozmawiać o czystej aksjologii, trzeba rozmawiać o życiu. „Nie mogę po prostu powiedzieć, że eutanazja powinna być zakazana, bo nauka Kościoła katolickiego tak stanowi. Bardziej wiarygodne będzie, jeśli opowiem, że trzymałem w ramionach człowieka, który mówił, że chce umrzeć. A tak naprawdę prosił, by pomóc mu żyć. W polityce potrzeba żywej wiary, a nie dogmatów niepopartych doświadczeniem. Bo co decyduje, że te same słowa w ustach jednego człowieka brzmią prawdziwie, a w ustach innego – sztucznie? Autentyczność świadectwa” – zakończył mocnym akcentem Buttiglione.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]