Ukraina: dyplomacja last minute

Berlin stał się głównym aktorem kryzysowej dyplomacji – choć pole manewru Merkel w istocie jest małe.
Czyta się kilka minut

Na korytarzach nobliwego hotelu Bayerischer Hof w Monachium – gdzie corocznie na początku lutego odbywa się międzynarodowa konferencja o globalnym bezpieczeństwie, uważana za najważniejsze takie spotkanie na świecie – w tym roku niemal fizycznie dało się odczuć lodowaty polityczny wiatr. „Kiedyś dyskutowaliśmy, jak zmieniać świat, dziś o wojnie”, relacjonowali prominentni goście, w tym prezydenci i premierzy. Tematem, który zdominował wszystko, była rosyjska agresja na Ukrainę.

Zwłaszcza zakłamana tyrada ministra Ławrowa, szefa rosyjskiego MSZ, rozwiała nadzieje, że możliwe jest jakieś akceptowalne rozwiązanie dyplomatyczne. W narracji Ławrowa kryzys ukraiński jawił się jako punkt kulminacyjny na długiej liście antyrosyjskich działań Zachodu w minionych 25 latach, a wszystko miało zacząć się od tego, że zachodni politycy „mieli sen, iż są zwycięzcami zimnej wojny”. Tyle że w Europie trwa gorąca wojna [patrz materiały w dziale Świat – red.]. A przekonanie, że nie dotyczy ona bezpośrednio krajów Zachodu, podzielają już chyba tylko nieliczni. Wersje oficjalne mówią, że zginęło w niej dotąd 1200 ukraińskich żołnierzy i 5400 cywilów – tymczasem dziennik „FAZ” podał w minioną niedzielę, powołując się na źródła w niemieckich „instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo”, że faktyczna liczba zabitych może sięgać 50 tys., tj. dziesięć razy więcej.

Czy to prawda, nie sposób zweryfikować. Ale może to także jeden z powodów, dla których kanclerz Merkel i prezydent Hollande podjęli próbę dyplomacji ostatniej szansy – ze świadomością, jak mówiła Merkel, iż choć szansa jest niewielka, to z uwagi na los Ukraińców nie można nie spróbować. W chwili, gdy zamykaliśmy to wydanie „TP”, nie było jeszcze pewne, czy w połowie tygodnia dojdzie w Mińsku do spotkania Merkel, Hollande’a, Poroszenki i Putina. Wcześniej Merkel poleciała do Waszyngtonu, by skoordynować swe kroki z Obamą.

W ten sposób Berlin stał się głównym aktorem kryzysowej dyplomacji – choć pole manewru Merkel w istocie jest małe. Decydująca jest tu, podkreśla pani kanclerz, jedność Zachodu wobec Rosji oraz wytrwałość, gdyż, jak mówiła w Monachium, trzeba się nastawić na długi spór z Putinem. Ale też właśnie w kwestii jedności i cierpliwości tkwi niebezpieczeństwo. Ukraina nie ma czasu, a Zachód jest podzielony, czy powinno się dostarczyć jej broń. Merkel jest przeciw: uważa, że to nie rozwiąże problemu, a Putin odpowie eskalacją. Polska i kraje bałtyckie widzą to inaczej, co zrozumiałe. USA rozważają nadal różne opcje; w Monachium senator McCain zarzucił Merkel, że uprawia „głupią politykę appeasementu” (czyli ustępstw). Wszystko to nie są dobre przesłanki dla rozmów z Rosją.

©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2015