Tu Jacek, tam placek

Zaproszono mnie do prowadzenia konferencji: „Jacek Kuroń wczoraj, dziś, jutro”. Dyskusja tyczyła się tego, co nam zostało z Kuronia po 25 latach wolności.
Czyta się kilka minut

Jak się patrzy na postkagiebowską „demokrację” szalejącą w Rosji albo na to, jak swą niepodległość zagospodarowała Ukraina i jak zagospodarowuje ją dziś Białoruś – widać, że nam się udało. Można więc rozejrzeć się ogólnie i z dumą – w duchu konferencji – powiedzieć: „Jacek!”.

No, ale jak się przyjrzeć szczegółowo, to okazuje się, że w kilku dziedzinach mamy placek. Kuroń, gdy przychodził do Ministerstwa Pracy, opowiadał, że w jego życiu nic się nie zmieniło: „Zawsze miałem problem, skąd pożyczyć pieniądze. Zostałem ministrem i okazało się, że brakuje mi pieniędzy na wypłaty emerytur dla rolników”.

Brakowało 50 milionów, Kuroń więc wypłacił rolnikom z innych funduszy – czyli wziął z innej kupki. Na logikę zrobił dobrze, bo dał starym ludziom na chleb. Tylko że to było poważne przestępstwo. Kuronia przed tym ostrzegano, ale on zapytał tylko: „Ile się za to siedzi?” i podpisał potrzebny papier. Wszystko rozeszło się po kościach, z tym że Tadeusz Mazowiecki zakazał mu o tym opowiadać, bo ministrowi nie wolno demonstrować pogardy dla prawa.

A dziś? Chorego psychicznie człowieka skazano na 100 zł grzywny, bo ukradł ze sklepu wafelek o wartości 99 gr. Chory grzywny nie zapłacił, więc przywieziono go do paki. Ulitował się dyrektor Służby Więziennej. Wpłacił, co trzeba, z własnej kieszeni i wypuścił nieszczęśnika z więzienia. No to sąd skazał dyrektora – bo zapłacił grzywnę, choć nie jest kimś z bliskiej rodziny.

Mądry ten sąd? – pytam.

Profesor Jeffrey Sachs mówił, wspominając Jacka Kuronia: „on chciał, żeby Polska była normalnym europejskim krajem”. Jesteśmy krajem tak bardzo normalnym, że aż nienormalnym. Gdyby Kuroń dziś przekładał z kupki na kupkę, zostałby złodziejem, aferzystą, z kryminału by nie wyszedł.

Pamiętam, że lubił opowiadać o pomocy płynącej z Zachodu. Zauważył, że wszyscy chcą nas szkolić: przylatują do Warszawy, osiedlają się w Marriotcie, opowiadają o wolności słowa i demokracji, a na koniec organizują bankiet. Większość wykładowców pewnie mogłaby się o wolności i demokracji sporo dowiedzieć od Kuronia. Tylko że układ był inny: to Kuroń miał się szkolić, a oni mieli za szkolenia inkasować pieniądze oraz organizować bankiety.

Zaraz przypomniała mi się historia mojego przyjaciela Zuraba Alasanii. Zurab to jest bardzo szlachetny człowiek, który założył portal informacyjny Media Port w Charkowie. Ów portal różnił się tym od wszystkich lokalnych mediów, że był przyzwoity. Pisali rzeczowo i dowalali każdemu, kto na to zasłużył. Oczywiście władza ich nienawidziła. A w czasach Wiktora Janukowycza ludzie w charkowskich władzach byli mało przyjemni.

Zuraba zaczęli niszczyć, jak mogli – głównie finansowo. Ale on wpadł na genialny pomysł: – Niech UE da pieniądze – mówi mi. – Ja za te pieniądze założę kawiarnię. Z tej kawiarni będę finansował portal! Dzięki temu przeżyjemy!

Przyjechałem z Charkowa do Warszawy i poszedłem do tych, co znają się na funduszach unijnych. Opowiedziałem, co i jak. Popatrzyli na mnie jak na wariata.

– Czyś ty na głowę upadł? Unia Europejska ma finansować knajpy w Charkowie?!

– A co można sfinansować?

– Co, co? Wiele rzeczy, choćby szkolenia.

Konferencja była udana. Patronował jej prezydent Bronisław Komorowski, a sal użyczyło Ministerstwo Pracy. Przed imprezą urzędniczka z resortu zadzwoniła do mnie, żeby zapytać, jak mi przelać pieniądze.

– Ale jakie pieniądze? – dociekałem.

– No za tego Kuronia! – wyjaśniła.

– Proszę pani, ja od rządu nie biorę – oświadczyłem butnie.

– A to dlaczego? – teraz to ona zrobiła się dociekliwa.

– Bo jestem dziennikarzem. Niedobrze, żeby rząd opłacał dziennikarzy – tłumaczyłem.

– Jasne, jasne, jasne… – stropiła się pani urzędniczka. – Mam! Weźmie pan prywatnie, nie jako dziennikarz!

– Nie wezmę!

– Uparty! Czyli pan nie poprowadzi, tak? – pytała zmartwiona.

– Poprowadzę!

– To ja już sama nie wiem…

Odłożyła słuchawkę, choć chciałem jej wyjaśnić, że ja na Kuroniu już swoje zarobiłem. Jak w młodości biegałem z dyktafonem po Sejmie, nigdy się ode mnie nie opędzał. Tłumaczył cierpliwie, co się wyrabia w polityce. Ja o tym pisałem i dostawałem wierszówkę. On wtedy robił to społecznie. Więc i ja teraz społecznie.

Tylko kto dziś pracuje społecznie? W końcu jesteśmy normalnym europejskim krajem. Kuroń by się uśmiał.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2014